Były szef CBA, pan Paweł Wojtunik ma prawo przedstawiać swoje stanowisko - twierdzi Mariusz Kamiński i dodaje, komentując swoje zeszłotygodniowe "audytowe" wystąpienie w Sejmie na temat wykrytych przez niego nieprawidłowości w służbach zarządzanych przez swego poprzednika:

Nie przedstawiałem swojego stanowiska, ja przedstawiałem informacje wynikające z dokumentów. Nie odmawiam nikomu prawa do obrony - zastrzega Kamiński w TVN24.

Jak podkreśla, do prokuratury zostało już złożonych 19 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które dotyczą "również pracy CBA i samego pana Wojtunika i wykrytych nadużyć, zaniechania ścigania korupcji na szczytach władzy".

Dochodziło do sytuacji, że osoby pełniące ważne funkcje państwowe pozostawały bezkarne - powiedział koordynator służb specjalnych.

Dlatego właśnie, jego zdaniem, Paweł Wojtunik będzie musiał bronić się w prokuraturze. - Odpowiedzialność ponosi szef CBA. Szef CBA powinien wiedzieć jakie działania są najważniejsze, powinien je nadzorować - podkreśla Mariusz Kamiński.

Jeżeli do CBA trafia informacja dotycząca korupcji jednego z ministrów rządu Donalda Tuska i ta informacja przez pół roku jest opracowywana i weryfikowana w taki sposób, że nie wykonuje się podstawowych czynności identyfikacyjnych, a kończy się tę procedurę konkluzją, że wstrzymujemy dalsze działania, ponieważ grożą one dekonspiracją zainteresowań CBA, to jest to śmieszne - dodaje.

Nie chciał odpowiedzieć o jakiego ministra chodziło, bo "te działania będą dalej prowadzone".

Kamiński był również pytany o ujawnioną w Sejmie kwestię inwigilacji dziennikarzy przez służby i o wypowiedź Marka Biernackiego, że po wybuchu afery hazardowej w 2009 roku służby miały obowiązek ustalić, jak doszło do przecieku materiałów CBA do "Rzeczpospolitej".

W tym wypadku obiektem zainteresowanie nie był tylko autor publikacji, ale około 30 dziennikarzy z redakcji, którzy nie pisali tego artykułu - komentował Kamiński. Jak dodał, służby sprawdzały 30 dziennikarzy i ich bilingi "za rok poprzedzający publikację".

W planie działań operacyjnych, który został zachowany, mamy ten dokument, jest wyraźnie napisane, że oprócz szukania źródeł przecieku, również celem tych działań operacyjnych jest rozpoznanie środowiska dziennikarzy śledczych, ich potencjału. Jeśli za dziennikarzami śledczymi wysyła się specjalne urządzenia techniczne, mające ujawnić wszystkie telefony jakie posiadają, a to się wiąże z obserwacją całodzienną czasami tych dziennikarzy, to mówimy tu o daleko idących działaniach operacyjnych, które nie mają żadnego uzasadnienia - podkreśla koordynator służb.