Ekspozycja nosi tytuł "Polacy i Niemcy. Historie dialogu" i została przygotowana z okazji 25-lecia Traktatu o Dobrym Sąsiedztwie. "Rocznica przypada na 17 czerwca i do tego dnia w reprezentacyjnym miejscu siedziby Bundestagu będzie można oglądać wystawę", podaje Gazeta.pl.

O ekspozycji szybko zrobiło się głośno, a to głównie dlatego, że – jak pisze dziennikarz "Die Welt" Sven Feliks Kellerhoff – nie przygotowano w duchu dialogu, ale jednostronnie, a poza tym ani raz nie pojawia się przywódca i legenda "Solidarności" Lech Wałęsa. Miejsca na niej znalazły się za to dla Lecha Kaczyńskiego i premier Beaty Szydło.

Rezygnacja z Wałęsy nie jest jednak naprawdę zaskakująca, bo jedyny polski laureat Pokojowej Nagrody Nobla nie ukrywa swojego wstrętu do konserwatywnego przekształcenia kraju przez rząd PiS – podkreśla dziennikarz. I zastanawia się: Dlaczego jednak strona niemiecka, która nadaje tej wystawie najwyższą rangę, nie obstawała przy tym, by docenić rolę Wałęsy? To zagadka

Zdaniem Roberta Kostry, dyrektora Muzeum Historii Polski, wystawa pokazuje rzeczywistą rolę osób w relacjach polsko-niemieckich. Jeśli brak w niej Wałęsy, to tylko dlatego, że nie odegrał żadnej znaczącej roli w tych relacjach  - cytuje Kostrę na blogu wrocławski historyk Krzysztof Ruchniewicz.

Tymczasem "Die Welt" przypomina: Znaczenie Wałęsy jako symbolu rozpadu bloku wschodniego jest nie do przecenienia. Jego niezłomność była z uwagą obserwowana także przez opozycję w NRD. SED (Socjalistyczna Partia Jedności Niemiec) widziała w nim główną siłę frontalnego ataku na władzę i poświęciła mu, przede wszystkim z pomocą Stasi, swoją uwagę. Tylko to wystarcza, by przywódcę Solidarności uważać za ważną figurę w relacjach polsko-niemieckich.

Wałęsa komentuje: Próbują osadzić na moim miejscu tego liliputa 

Widać jak na dłoni, że PiS próbuje pisać nową historię Polski i naszych sąsiadów. Nie wyobrażam sobie, by zjednoczenie Niemiec odbyło bez "Solidarności" i mojego udziału. Trudno mi jest nawet komentować tę decyzję. Być może wynika ona z głupoty, tego nie wiem, ale wiem jedno - jest to z pewnością działalność na szkodę Polski – ocenia Lech Wałęsa na WP.pl.

Przekonuje przy tym, że akcja pisania na nowo historii jest zakrojona na szerszą skalę.

Na początku zrobili ze mnie agenta, a teraz próbują mnie usunąć i osadzić na moim miejscu tego liliputa. To jest nieprawdopodobne. Za takie działania powinien być sąd i tak to się skończy, gdy tylko ta ekipa straci władzę. Szkodzenie interesowi Polski powinno być właśnie w ten sposób rozliczane – kwituje.