O informację rządu w tej sprawie wnioskował klub PO. W jego imieniu b. wicepremier i szef MON Tomasz Siemoniak argumentował, że rząd kompletnie zaniedbał poinformowanie Polaków o tym, że zamierza użyć polskich wojsk poza granicami. Zgodnie z postanowieniami podpisanymi przez prezydenta Andrzeja Dudę, na wniosek premier Beaty Szydło, Polska wesprze koalicję przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu (PI) dwoma kontyngentami wojskowymi – w Kuwejcie i Iraku. Ich charakter nie będzie bojowy.

Szatkowski zwrócił uwagę, że na szczycie NATO 8 i 9 lipca w Warszawie zostaną w duchu solidarności sojuszniczej podjęte bardzo istotne decyzje dotyczące zarówno wschodniej, jak i południowej flanki Sojuszu. Spodziewamy się wzmocnienia bezpieczeństwa Polski przez tysiące żołnierzy z państw sojuszniczych wraz z ciężkim bojowym sprzętem. Będzie to przełomowa decyzja dla bezpieczeństwa Polski - powiedział wiceminister.

Podkreślił, że do NATO należą także państwa, których dotykają zagrożenia terrorystyczne z południa. My również jako państwo jesteśmy obiektem pewnych pośrednich efektów kryzysu, z którym mamy do czynienia na Bliskim Wschodzie. W tym kontekście wyrażenie solidarności sojuszniczej wydaje się być oczywiste - podkreślił wiceszef MON.

Dotychczas Polska wspierała globalną koalicję przeciw PI politycznie, humanitarnie i logistycznie (w środę Szatkowski poinformował, że w 2015 r. zapadły decyzje o wsparciu poprzez transport amunicji). Jednak sojusznicy - wiceszef MON wymienił tu USA i Francję - poprosili Polskę o udział w znacznie szerszym wymiarze, poprzez rozpoznanie i szkolenie. Według Szatkowskiego w tym zakresie w MON od dawna były wypracowywane decyzje, również akceptowane (choć później niezrealizowane) przez Siemoniaka.

Co więcej, w styczniu 2015 r. pan minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna zadeklarował w Waszyngtonie udział polskich Wojsk Specjalnych w działaniach wspierających NATO - dodał. Biorąc pod uwagę wizerunek Polski jako solidnego sojusznika, biorąc pod uwagę bardzo ambitne oczekiwania Polski, które mają być zrealizowane na szczycie w Warszawie, realizacja tych próśb sojuszników przychodzi w ostatnim możliwym momencie - podkreślił Szatkowski.

Poinformował, że w przypadku PKW Kuwejt 20 czerwca 29 żołnierzy grupy przygotowawczej poleciało samolotem transportowym C-130 Hercules do bazy Al Jaber. 5 lipca planowane jest przemieszczenie głównego komponentu Sił Powietrznych wraz z samolotami F-16 - dodał.

Natomiast w przypadku PKW Irak polscy żołnierze już znaleźli się w tym kraju. W dniach 3-11 lipca planowane jest przemieszczenie elementów wsparcia do Jordanii oraz przemieszczenie grupy przygotowawczej do Iraku - dodał. Wiceminister poinformował, że wydatki na oba kontyngenty zaplanowano na ok. 52 mln zł z budżetu MON, w tym na PKW Kuwejt - ok. 30 mln, a na PKW Irak - ok. 22 mln.

W koalicji przeciwko PI uczestniczy 66 państw. Prowadzą one operację Inherent Resolve. Zgodnie z postanowieniem prezydenta dotyczą użycia kontyngentów od 20 czerwca do 31 grudnia.

Jak przypomniał Szatkowski, PKW Irak będzie realizował zadania szkoleniowo-doradcze w liczebności do 60 żołnierzy i pracowników wojska wydzielonych z Wojsk Specjalnych z elementami wsparcia kontyngentu w Jordanii i Kuwejcie. "Udział PKW w Iraku będzie miał charakter doradczo-szkoleniowy, bez angażowania polskich żołnierzy w działania bojowe, poza sytuacją wynikającą z potrzeby prowadzenia misji poszukiwawczo-ratowniczych - powiedział wiceminister. Dodał, że Polacy będą realizowali zadania w oparciu o sojuszniczą infrastrukturę w Bagdadzie.

PKW Kuwejt będzie realizował zadania rozpoznawcze nad terytorium Iraku. W składzie kontyngentu znajdą się cztery samoloty F-16 z zasobnikami rozpoznawczymi DB-110. Liczba ta = tłumaczył Szatkowski = wynika z tego, że Polacy będą mieli za zadanie prowadzić jedną operację dziennie przez samolot z zasobnikiem osłaniany przez drugą maszynę.

Kontyngent w Kuwejcie będzie liczył do 150 żołnierzy z elementem wsparcia w Katarze, gdzie znajduje się wielonarodowe centrum operacji powietrznych, które będzie koordynować misje prowadzone przez polskie samoloty. Wydzielone siły nie mają mandatu do prowadzenia operacji uderzeniowych poza sytuacją wynikającą z prawa do samoobrony w przypadku ataku - podkreślił wiceszef MON.

Szatkowski powiedział też, że decyzję o zaangażowaniu wojskowym poprzedziły wielokrotne analizy oraz spotkania z cywilnymi i wojskowymi służbami specjalnymi.Te analizy wpłynęły na takie, a nie inne umiejscowienie polskich kontyngentów. Wybraliśmy najbardziej bezpieczne i najbardziej komfortowe miejsce dla naszych żołnierzy - zapewnił wiceminister.

Jeśli chodzi o poziom zagrożenia dla Polski w wyniku dyslokacji tych kontyngentów, w opinii Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego on się nie zmieni i pozostanie na takim samym niskim poziomie - powiedział. Jak dodał, rząd uznał, iż w związku z niebojowym charakterem misji debata przed decyzją o wysłaniu żołnierzy nie jest konieczna. Podkreślił też, że kontyngenty nie mają mandatu do prowadzenia działań na terytorium Syrii.

Przedstawiając wniosek PO Siemoniak powiedział, że jego partia uważa, że użycie wojska w strefie działań wojennych w walce z PI jest sprawą, która zasługuje na to, aby polska opinia publiczna była o niej szeroko poinformowana. Zarzucił rządowi, że zaniedbał dialog z opozycją. Dzieje się tak po raz pierwszy. Do tej pory udział polskich żołnierzy w misjach poza granicami był na ogół przedmiotem konsensusu głównych sił politycznych. Dzisiaj rząd PiS bierze wyłączną odpowiedzialność za tę decyzję - zaznaczył poseł PO.

Siemoniak powiedział też, że poprzedni rząd nie podjął decyzji o większym zaangażowaniu przeciwko PI, bo zdecydowano się na prośbę USA zwiększyć kontyngent w Afganistanie oraz zostać państwem ramowym tzw. szpicy NATO.

Zaprzeczył, by poprzednie rządy się do czegokolwiek zobowiązały. Od poparcia politycznego do zaangażowania czynnego jest bardzo duża odległość i nigdy taka decyzja przez nasze rządy nie została podjęta - powiedział Siemoniak. Zwrócił też uwagę na nieobecność podczas debaty premier Beaty Szydło i szefa MON Antoniego Macierewicza. W środę brali oni udział w polsko-niemieckich konsultacjach międzyrządowych w Berlinie.

W dyskusji nad informacją wielu posłów pytało, dlaczego właśnie teraz, przed nadchodzącym szczytem NATO i Światowymi Dniami Młodzieży zapadła decyzja o wysłaniu polskich żołnierzy do Kuwejtu i Iraku. Paweł Suski (PO) zarzucił MON narażenie życia setek tysięcy ludzi podczas ŚDM. Czesław Mroczek (PO) zarzucał, że ani premier Beata Szydło, ani prezydent Andrzej Duda nie poinformowali opinii publicznej o wysłaniu polskich wojsk za granicę. Ocenił, że przedstawienie informacji przez wiceministra obrony jest "niepoważne".

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) ocenił, że podjęcie decyzji o natychmiastowym zaangażowaniu samolotów bojowych F-16 nosi znamiona drażnienia się z Państwem Islamskim, a nie realnej walki i przemyślanej strategii wobec terroryzmu. Ocenił, że jest to wysyłanie zaproszenia dla Państwa Islamskiego do ataków na terenie Rzeczpospolitej w przededniu zbliżających się wydarzeń ŚDM i szczytu NATO.

Również Paweł Bejda (PSL) powiedział, że polskie wojska są wysyłane na Bliski Wschód w bardzo złym czasie. Zapewnienia dotyczące charakteru misji, jakoby mającej charakter szkoleniowy i rozpoznawczy są po prostu nieprawdziwe - powiedział poseł PSL.

Posłowie PiS podkreślali, że terroryzm jest obecnie największym zagrożeniem, a walka z nim jest priorytetem. Przekonywali, że PiS wspierał poprzedni rząd w ważnych kwestiach dla bezpieczeństwa Polski. Podkreślali znaczenie wywiązywania się z międzynarodowych zobowiązań. Rafał Weber (PiS) przypomniał, że to poprzedni rząd zdecydował o przystąpieniu do koalicji przeciwko PI i nazwał obecne zachowanie PO "Himalajami hipokryzji"