Wiceminister Szatkowski zapewniał z mównicy sejmowej, że decyzję o zaangażowaniu wojskowym poprzedziły analizy oraz spotkania z cywilnymi i wojskowymi służbami specjalnymi. - Te analizy wpłynęły na takie, a nie inne umiejscowienie polskich kontyngentów. Wybraliśmy najbardziej bezpieczne i najbardziej komfortowe miejsce dla naszych żołnierzy - zapewniał wiceszef MON. Jak podkreślił, nie należy obawiać się, że zaangażowanie Polaków w wojnie na Bliskim Wschodzie zwiększy zagrożenie atakami terrorystycznymi na terenie naszego kraju.

Jeśli chodzi o poziom zagrożenia dla Polski w wyniku dyslokacji tych kontyngentów, w opinii Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego on się nie zmieni i pozostanie na takim samym niskim poziomie - powiedział Szatkowski.

Podkreślił też, że kontyngenty nie mają mandatu do prowadzenia działań na terytorium Syrii.

Szczegółami na temat polskich misji wojskowych dzielił w kuluarach sejmowych rzecznik MON.

Bezpieczeństwo żołnierzy będzie zapewnione w najwyższym stopniu. To są takie miejsca, żeby nic im nie groziło, a same misje będą wyłącznie obserwacyjne i szkoleniowe. Nawet wojska specjalne, które zostaną wysłane, będą zajmowały się szkoleniem sztabów milicji chrześcijańskiej, głównie w Iraku - oświadczył Bartłomiej Misiewicz.

W działania przeciwko Państwu Islamskiemu zaangażowany jest cały Sojusz Północnoatlantycki. Każde państwo w jakiś sposób bierze udział w tym, żeby zwalczać terrorystów, którzy dokonują zbrodni ludobójstwa, zwłaszcza na ludności chrześcijańskiej. Ponad 60 państw jest w ten konflikt zaangażowanych - dodał rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej.