PiS w swoim pierwszym autorskim budżecie przy dobrej koniunkturze gospodarczej funduje Polakom największy deficyt w historii, biorąc pod uwagę jego nominalną wartość - prawie 60 mld zł - powiedziała posłanka Platformy. Podkreśliła, że groźniejsza niż wartość nominalna deficytu budżetowego jest jego relacja do PKB.

Według niej przedstawiony przez rząd wstępny projekt budżetu na 2017 rok, "to projekt bardzo nieodpowiedzialny, który realizuje bardzo populistyczne obietnice wyborcze i nie liczy się kompletnie z realiami ekonomicznymi".

Jak zaznaczyła, mamy wojnę w Syrii, trudną sytuację na Wschodzie w związku z konfliktem rosyjsko-ukraińskim, mamy Brexit - co najmniej trzy bardzo groźne zjawiska zewnętrzne, których wpływ na gospodarkę jest nieprzewidywalny - podkreśliła Leszczyna. - Stworzenie budżetu naciągniętego do granic możliwości, jeśli chodzi o deficyt, jest wyrazem braku odpowiedzialności i wyobraźni - oceniła.

Jej zdaniem, PO ma chyba największe prawo z wszystkich partii, by krytycznie oceniać przedstawiony przez PiS wstępny projekt budżetu, ponieważ przez co najmniej sześć lat rząd PO-PSL borykał się z światowym kryzysem finansowym.

Dwie krytyczne sytuacje dla naszego budżetu to (był) rok 2009 i rok 2011. Wysoki deficyt, który wtedy musieliśmy zaakceptować i przedłożyć Sejmowi brał się tylko z jednego powodu, że na całym świecie było wysokie bezrobocie, spowolnienie gospodarcze, recesja we właściwie wszystkich krajach wokół nas. My utrzymywaliśmy się na powierzchni, ale wpływy podatkowe z oczywistych względów były mniejsze - powiedziała posłanka PO.

Tak wysoki - jej zdaniem - deficyt budżetowy założony przez rząd PiS, "który właściwie balansuje na dopuszczalnej prawem unijnym granicy 3 proc. PKB jest dopuszczalny tylko w jednej sytuacji, kiedy jest kryzys gospodarczy, kiedy rząd ma do wyboru, czy ciąć emerytury, wynagrodzenia, czy zwiększyć deficyt".

W takiej sytuacja jest oczywiste, że chronimy najuboższych i dlatego musimy się zadłużyć. Dzisiaj, kiedy nasza gospodarka rozwija się w tempie około 3 proc. nie ma właściwie żadnego usprawiedliwienia dla tak wysokiego deficytu w budżecie państwa - podkreśliła.

Odnosząc się do programu 500 plus mówiła, że rząd powinien prowadzić taką politykę prorodzinną, na którą państwo stać. - My wydawaliśmy na politykę prorodzinną 40 mld zł rocznie i nie mówiliśmy, że z tego powodu deficyt musi być duży - powiedziała Leszczyna.

Kukiz'15 o projekcie budżetu: PiS populistycznie idzie w rozdawnictwo

Wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka powiedział w czwartek PAP, że wstępny projekt ustawy budżetowej na 2017 r. pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość "populistycznie idzie w rozdawnictwo pieniędzy, nie przejmując się rachunkiem, który będzie wystawiony przyszłym pokoleniom Polaków".

Mamy bardzo wysokie zadłużenie publiczne, wynikające z nieroztropnych rządów Platformy, jesteśmy negatywnie zaskoczeni, że PiS - które krytykowało zadłużanie państwa za czasów PO - nie tylko wchodzi w buty rządu Donalda Tuska, ale jeszcze zwiększa deficyt publiczny. Mamy w tym roku rekordowy deficyt publiczny, a kolejny rekord zostanie pobity w przyszłym roku - podkreślił Tyszka.

Jak zauważył, projekt przyszłorocznego budżetu, został przygotowany wyłącznie przez PiS. - Niezrozumiałe jest, dlaczego politycy PiS nie starają się zmniejszyć deficytu w 2017 roku. Te długi trzeba będzie spłacać. To niemoralne, żeby zadłużać się na poczet pokolenia naszych dzieci i wnuków - przekonywał poseł Kukiz'15.

Tyszka przypomniał też, że klub Kukiz'15 jest za wpisaniem do konstytucji zasady zrównoważonego budżetu - czyli żeby wydatki równały się dochodom państwa.

PSL: założenia ustawy budżetowej na 2017 r - bardzo optymistyczne i ryzykowne

Rząd przyjął w czwartek wstępny projekt ustawy budżetowej na 2017 r. z deficytem nie większym niż 59 mld 300 mln zł. PKB ma wzrosnąć w przyszłym roku o 3,6 proc., deficyt sektora finansów publicznych ma wynieść 2,9 proc. PKB, a inflacja - 1,3 proc.

To bardzo optymistyczne założenia i optymistyczne podejście, a nie wiemy, czy ten optymizm jest uzasadniony - ocenił w rozmowie z PAP rzecznik ludowców Jakub Stefaniak.

Podkreślił, że jego zdaniem PiS złożyło zbyt dużo obietnic, m.in. związanych z autorskim projektem Prawa i Sprawiedliwości 500 plus i planowanym obniżeniem wieku emerytalnego. - Mam nadzieję, że rząd PiS nie nabierze hiperprędkości w rozpędzaniu swoich projektów, bo może to się dla nas skończyć katastrofą, jak w Grecji. Nie wiemy, czy wpływy do budżetu zrównoważą tak duże wydatki - powiedział Stefaniak.

Według niego rząd nie wskazuje też konkretnych recept na pobudzenie gospodarki, które mogłoby te wpływy zapewnić. I tak - mówił Stefaniak - "choć mówi się np. o odbudowie przemysłu, to bez jakichkolwiek konkretów, niby jest plan Morawieckiego, a pewników żadnych".

Zaniepokojona propozycjami rządu jest też zasiadająca w sejmowej komisji finansów publicznych posłanka ludowców Genowefa Tokarska. Według niej zaproponowane wskaźniki są "bardzo ryzykowne". - Szczególnie niepokoi mnie deklaracja, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 2,9 proc. To niebezpiecznie blisko 3 proc., a to już bardzo dużo. Deficyt sięgający 60 mld zł też martwi. Źle jest, gdy rząd zakłada takie wskaźniki, jakby nie licząc się z możliwymi komplikacjami i niespodziewanymi wydatkami - powiedziała Tokarska.

Dodała, że deklaracja o kontynuowaniu projektu 500 plus, który według minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbiety Rafalskiej już kosztował więcej niż zakładano, oraz o planowanym obniżeniu wieku emerytalnego, oznaczają "dramatyczne" zwiększenie wydatków na kolejne lata. "A są jeszcze przecież darmowe leki dla seniorów i inne obietnice - czy ktoś to policzył?" - pytała posłanka PSL.

Jak dodała, trudno w obecnej sytuacji liczyć na duże zwiększenie wpływów z uszczelnienia systemu podatkowego, a oczekiwania ministerstwa finansów w tej kwestii są jej zdaniem "zbyt optymistyczne".

Petru: tak nieodpowiedzialnego budżetu jeszcze nie było

Tak nieodpowiedzialnego budżetu jeszcze w historii III RP nie było. Być może to jest właśnie początek IV RP. Zauważmy, że tak rekordowo nikt Polski nie zadłużał - ocenił Ryszard Petru na czwartkowej konferencji prasowej.

Według niego zakładany przez rząd deficyt w wysokości 59,3 mld złotych jest bardzo wysoki. - Deficyt jest "na styk". Mówi się, że to jest 2,9 proc. PKB; przypomnę, że limit jest 3 proc., ale tak naprawdę, jak zobaczymy strukturę tego budżetu, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że on będzie znacznie wyższy - uważa lider Nowoczesnej.

Polityk wyraził pogląd, że projekt przyszłorocznej ustawy budżetowej został oparty na zbyt optymistycznych założeniach. - Jest w tym budżecie zapisane, że z uszczelnienia dochodów będzie 10 mld więcej z dochodu z podatków VAT i CIT. Pytam skąd ta wiedza? Nie widziałem żadnych działań Ministerstwa Finansów, które wskazywałyby na to, że takie uszczelnienie nastąpiło. Rząd zakłada też, że w przyszłym roku gospodarka będzie się szybciej rozwijała niż w tym, a jak zobaczymy, co się działo w pierwszych dwóch kwartałach tego roku, to wzrost gospodarczy był niższy niż rząd oczekiwał - wskazywał Petru.

Jak dodał, obecnie mamy do czynienia ze spadkiem inwestycji, który jest efektem m.in. "chaosu prawnego". - Wzrost gospodarczy w przyszłym roku może spowolnić, a nie przyspieszyć. To samo inflacja na poziomie 1,3 proc. Im wyższa inflacja, tym wyższe dochody, ale na razie wszystko wskazuje na to, że będzie ona niższa - podkreślał Petru.

Szef Nowoczesnej jest zdania, że przyszłoroczny deficyt budżetowy może przekroczyć poziom 3 proc., a Polska w ten sposób wpaść w unijną procedurę nadmiernego deficytu. "Mówiłem w trakcie expose pani premier Beaty Szydło, że puszczą nas z torbami. To właśnie dzisiaj widzimy, jak nas puszczają" - ocenił Petru. Jak mówił, te blisko 60 mld złotych deficytu będą spłacać przyszłe pokolenia.

Lider Nowoczesnej zarzucił też rządowi Beaty Szydło, że nie realizuje niektórych obietnic wyborczych, jak zapowiadana obniżka z 23 do 22 proc. VAT oraz podniesienie do 8 tys. złotych kwoty wolnej od podatku.

Zdaniem Petru "ostatnią osobą, która tak zadłużała Polskę, jak teraz Jarosław Kaczyński z premier Beatą Szydło, był Edward Gierek". Według lidera Nowoczesnej, możliwe jest, że rząd Beaty Szydło w przyszłym roku podniesie podatki, czy składki.

Rząd przyjął w czwartek wstępny projekt ustawy budżetowej na 2017 r. z deficytem nie większym niż 59 mld 300 mln zł. PKB ma wzrosnąć w przyszłym roku o 3,6 proc., deficyt sektora finansów publicznych ma wynieść 2,9 proc. PKB, a inflacja - 1,3 proc.

Jak poinformował CIR, przyszłoroczne dochody budżetu wyniosą 324,1 mld zł, zaś wydatki 383,4 mld zł. W projekcie ustawy budżetowej na 2017 r. uwzględniono planowane zmiany dotyczące wieku emerytalnego.

Według projektu nominalny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej wyniesie 5,0 proc., wzrost zatrudnienia w gospodarce narodowej - 0,7 proc., a wzrost spożycia prywatnego - w ujęciu nominalnym o 5,5 proc.