Mimo tego, że minister spraw zagranicznych Boris Johnson zapewniał, że władze są przeciwko ksenofobii, są za tym, żeby bezpiecznie się żyło w Wielkiej Brytanii, te wypadki zdarzają się - i zdarzyły się w tym samym miasteczku kilka godzin po tym marszu, który - wydawało się - jednoczy społeczeństwo przeciwko takim wypadkom. Musimy uzyskać jeszcze większe zapewnienie, że to bezpieczeństwo będzie przestrzegane - mówi w rozmowie z RMF FM szef polskiej dyplomacji.

Jednocześnie Witold Waszczykowski przyznaje, że polscy politycy mogą tylko apelować do brytyjskich o lepszą ochronę naszych obywateli, bo odpowiedzialność za bezpieczeństwo Polaków ponoszą tylko władze w Londynie.

Zapytany przez Roberta Mazurka, czy wyjazd ministrów, to nie "chwyt PR", odpowiada, że nie o to w tej wizycie chodzi. Chcemy pojechać i rozmawiać też np. z Polakami, aby dowiedzieć się też od nich, bezpośrednio u źródła, czy czują się bezpieczni, czy nie, kto zagraża, jaka jest atmosfera w Wielkiej Brytanii - to wszystko trzeba sprawdzić. Przyznaje, że owszem - w Wielkiej Brytanii są polscy dyplomaci, ale zasada jest: pańskie oko konia tuczy - jak pan wie dobrze, nasze powiedzenie polskie. Chcemy to jeszcze bardziej wzmocnić, jeszcze większy przekaz polityczny pokazać, że się tym interesujemy. Gdyby nie było takiej reakcji, to jestem absolutnie przekonany, że olbrzymia grupa dziennikarzy, mediów atakowałaby rząd: rząd nic nie robi.

Wyjaśnia też, dlaczego jedzie z nim szef MS, Mariusz Błaszczak. Będzie się pytał, czy akurat wykonują swoje obowiązki, czy policja przestrzega procedur, czy policja wzmocniła patrole, czy dostrzega skupiska polskie, czy jest w stanie zidentyfikować, kto Polakom zagraża. Do tej pory nie mamy odpowiedzi np., czy rzeczywiście są to zbrodnie z nienawiści, ksenofobii rasowej czy międzynarodowej, czy to są chuligańskie wybryki - jak nam się próbuje wytłumaczyć, bo tam jest przecież tradycja kiboli, prawda, znamy sprzed lat angielskich kibiców - takie głosy też do nas dochodzą - mówił.