Nocne wejście do Centrum Eksperckiego NATO przeprowadził Bartłomiej Misiewicz, ówczesny dyrektor gabinetu politycznego szefa MON i rzecznik ministra, w asyście żołnierzy żandarmerii wojskowej. Wydarzenia z 18 grudnia 2015 roku wciąż nie dają spokoju posłowi PO i byłemu koordynatorowi specsłużb, stąd list do Andrzeja Dudy.

„Czy przypadkiem celem niespodziewanego najścia nie była potencjalna a bardziej domniemana zawartość kasy pancernej w CEK NATO? Ciekawe, a na jakie to dokumenty liczyli trafić kontrolerzy ministra?” – stawia pytanie w cytowanym przez tvn24.pl piśmie do prezydenta Marek Biernacki, przypominając, że nocą rozpruto kasę pancerną stojącą w gabinecie szefa Centrum, pułkownika Krzysztofa Duszy, a co więcej, dokonano tego wbrew międzynarodowym umowom i bez zgody Słowacji, która wraz z Polską dowodziła placówką.

Długo się nad tym zastanawiałem. I jedyne racjonalne wytłumaczenie tego, to chęć zdobycia tego, co szefostwu MON wydawało się, że może znajdować się w sejfie byłych szefów SKW, którzy mieli sukcesy w walce z obcym wywiadem – komentuje Biernacki w rozmowie z dziennikarzami tvn24.pl.

Centrum Eksperckim NATO dowodzili oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego, pułkownik Krzysztof Dusza, oraz oficer kontrwywiadu Słowacji. Pułkownik Dusza został zdegradowany ze stopnia pułkownika do szeregowego tylko dlatego, że udzielił mediom wypowiedzi o nocnym wejściu do CEK NATO – zauważa Biernacki.

W liście do prezydenta były koordynator specsłużb przypomina, że we władzach placówki zasiadała również major SKW, której nazwiska nie można ujawnić, a która brała udział w operacji wymiany aresztowanego na Białorusi polskiego kapitana na schwytanego w Polsce białoruskiego szpiega. Major kierowała również rozpracowywaniem rosyjskiej siatki szpiegowskiej w Polsce. Również została zdegradowana – do stopnia kapitana.

Komuniści postępowali tak z żołnierzami wyklętymi – uważa Marek Biernacki.