W resorcie edukacji narodowej zakończyły się konsultacje społeczne projektu ustaw – Prawo oświatowe i przepisów wprowadzające nowe rozwiązanie systemowe, w tym likwidację gimnazjów. Na początku listopada oba dokumenty trafią na posiedzenie rządu. – Wszystko wskazuje na to, że Rada Ministrów, która będzie zatwierdzać projekty obu ustaw, podejmie decyzję o przesunięciu reformy o rok – mówi nam współpracownik szefowej MEN.

I dodaje, że sam osobiście namawiał Annę Zalewską, szefową MEN, aby na apele części związkowców i samorządowców o przesunięcie reformy o roku, odpowiedziała pozytywnie. Niestety minister oświaty nie chce o tym słyszeć. Podkreśla, że w 2018 r. będą wybory samorządowe i lokalna opozycja będzie grała w kampanii zwolnieniami nauczycieli i nieprzemyślanymi zmianami.

W efekcie posłowie PiS przeciwni szybkiej likwidacji gimnazjów spotkali się w tej sprawie z Jarosławem Kaczyńskim, którego namawiali, aby zmiany w oświacie wprowadzić nawet za dwa lata. – Skutki tej rozmowy dotarły już do rządu. Wszystko na to wskazuje, że Rada Ministrów przesunie reformę o rok – mówi nam jeden z posłów PiS obecny na spotkaniu z prezesem partii.

Z naszych informacji wynika jednak, że rząd rozważa też inną opcję. Otóż niewykluczone, że o przesunięciu reformy zdecyduje parlament. Posłowie PiS są na to przygotowani. – Zgłosimy stosowną poprawkę w trakcie prac nad projektem – mówi nam jeden z parlamentarzystów PiS. – Nowe regulacje powinny zacząć obowiązywać od 1 września 2018 r., a nie od 1 września 2017 r. Powinniśmy mieć na względzie to, że do końca roku musimy zmienić przepisy dotyczące obniżenia wieku emerytalnego. Czeka nas też duża reforma służby zdrowia. Obecnie nie ma w budżecie tyle pieniędzy na reformę oświaty, jakich domagają się samorządy – dodaje.

Kolejnym argumentem za przesunięciem reformy są planowane zmiany w szkolnictwie artystycznym. Obecnie przepisy regulujące status tych placówek znajdują się w ustawie o systemie oświaty, ale resort kultury chce dla nich przygotować osobny akt. Niestety, pracę nad nim dopiero się rozpoczęły. I to postanowili wykorzystać przeciwnicy szybkiej likwidacji gimnazjów, którzy twierdzą, że zmiany planowane przez resorty oświaty i kultury powinny zostać skorelowane w czasie. Popierają ich niezależni eksperci.

Na przesunięcie o rok reformy oświatowej i otwarcie się na dialog naciskają nie tylko posłowie, lecz także kilku wojewodów. To pod nadzorem kuratoriów podlegających wojewodom samorządy będą musiały dostosować się do nowych regulacji. Warto dodać, że zastrzeżenia do tworzonych w pośpiechu przepisów zostały też zgłoszone przez Rządowe Centrum Legislacji i Henryka Kowalczyka, szefa Stałego Komitetu Rady Ministrów. Głównie zarzuty tego ostatniego to brak szacunków wprowadzanych zmian.

– Na RCL wiąż nie ma odpowiedzi na uwagi Henryka Kowalczyka, który domaga się oszacowania kosztów reformy z podziałem na gminy i powiaty. Mam wrażenie, że MEN ma z tym kłopot – zwraca uwagę jeden z parlamentarzystów PiS.

Do listy zarzutów związanych z pospiesznym reformowaniem oświaty dochodzą kolejne. Dotyczą one m.in. braku odpowiednich aktów wykonawczych do nowej ustawy – Prawo oświatowe, nowej podstawy programowej, a także nowych podręczników, które uwzględnią naukę w siódmej i ósmej klasie szkoły podstawowej.

– Przesunięcie reformy o rok jest wybraniem mniejszego zła. W tym czasie można poprawić wiele rozwiązań, choć my nie zrezygnujemy z postulatu nawołującego rząd do odstąpienia od reformy – mówi Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Wtóruje mu Marek Olszewski, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP, który podkreśla, że poza brakiem pieniędzy na wdrożenie zmian i dostosowanie szkół podstawowych do dłuższego cyklu edukacji, jest po prostu zbyt mało czasu.