Na konferencji prasowej w Warszawie Czarzasty wyjaśnił, że decyzja o braku udziału we wtorkowej manifestacji KOD wynika m.in. z odmiennego postrzegania decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego i związanej z nią daty 13 grudnia. Powołując się na listopadowe badanie CBOS w tej sprawie zaznaczył, że podobną opinię na temat stanu wojennego - iż decyzja o jego wprowadzeniu była uzasadniona - ma 41 proc. Polaków.

- Jeżeli czytam lidera KOD pana Mateusza Kijowskiego, który chce symbolicznie spiąć 13 grudnia 1981 r. z rokiem 2016 - zbieramy się pod Komitetem Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i idziemy pod siedzibę PiS-u - to my jako SLD uważamy, że Polska demokracja szła od stanu wojennego, poprzez okrągły stół, do UE - podkreślił szef Sojuszu.

- Jeżeli prawdą jest to, że KOD miał łączyć, a nie dzielić, to data wystąpienia przeciwko złej władzy PiS powinna być ustalona na te obchody w innym terminie. Tak samo zresztą uważa i Zbigniew Janas, działacz Solidarności, tak samo uważa Aleksander Kwaśniewski - dodał Czarzasty.

Według niego fakt, że we wtorek SLD nie weźmie udziału w centralnych obchodach w Warszawie współorganizowanych przez KOD nie znaczy, że "chwalimy PiS". Czarzasty zaznaczył, że SLD docenia niektóre posunięcia PiS "w sferze socjalnej", ale jednoznacznie negatywnie odnosi się do działalności tego ugrupowania w kwestiach politycznych, dotyczących m.in. Trybunału Konstytucyjnego, polityki historycznej, czy emerytur mundurowych.

Lider Sojuszu krytycznie odniósł się również do zachęcającego do protestów listu otwartego zatytułowanego "Stop dewastacji Polski", podpisanego m.in. przez liderów głównych partii opozycyjnych, KOD, prezydentów Poznania i Sopotu oraz b. prezydenta RP Lecha Wałęsę, w którym znalazło się stwierdzenie: "Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy".

- Sojusz Lewicy Demokratycznej jest partią przewidywalną i jest partią, która chce w sposób rozsądny i z dystansem wszystkie problemy rozwiązywać. Ja nie podpiszę się pod wezwaniem - do służby zdrowia, górników, policjantów i wojskowych - by wypowiedzieć posłuszeństwo władzy, jakiejkolwiek, nawet złej, PiS-owskiej - oświadczył Czarzasty.

B. szef SLD Leszek Miller wskazywał na fakt, iż 13 grudnia wiąże się nie tylko z wprowadzeniem stanu wojennego, ale również z datą zakończenia przez Polskę negocjacji akcesyjnych z UE w 2002 r. - Wśród innych dat związanych z 13 grudnia ta nie może być zapomniana, chociaż w bieżącej polityce umyka uwadze polityków i komentatorów  - podkreślił.

B. premier odniósł się w tym kontekście do obecnych wyzwań, przed którymi stoi Unia oraz Polska jako jej członek. Opowiedział się za dalszą integracją gospodarczą wspólnoty na bazie strefy euro oraz za wstrzymaniem "na dłużej" dalszego procesu rozszerzania UE oraz za utrzymaniem stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej przez b. premiera Polski Donalda Tuska

Zdaniem Millera Tusk jest dziś jedynym Polakiem, "którego nazwisko, dorobek jest powszechnie znany w Europie i na świecie". - Jeśli polski rząd starałby się storpedować kandydaturę Donalda Tuska na kolejną kadencję, zachowywałby się w sposób niezrozumiały - ocenił.

Wskazał również w tym kontekście, że ostateczna decyzja o ewentualnym przedłużeniu urzędowania Tuska będzie zależała przede wszystkim od "roszad wewnętrznych instytucji UE".

Miller zaapelował do europarlamentarzystów PO o poparcie i lobbing na rzecz wyboru na stanowisko przewodniczącego PE obecnego szefa frakcji socjalistów Gianniego Pitelli. - Wówczas stanowisko Donalda Tuska nie będzie zagrożone, bo utrzyma się ten układ, który do tej pory funkcjonował - dodał b.szef SLD.