Nie ulega wątpliwości, że jestem dziś tym, który jest najbardziej w państwie atakowany. Atakowany jestem za swoją pracę w prokuraturze w latach 80. - stwierdził polityk PiS na zwołanej w tej sprawie konferencji. - Nie przypadek to sprawił, że jestem atakowany za to właśnie teraz, kiedy stałem się twarzą w walce o wprowadzenie ładu konstytucyjnego w Trybunale Konstytucyjnym - oświadczył.

Chcę zaprezentować Państwu kilka dokumentów z tego okresu - zwrócił się do dziennikarzy poseł PiS, wyświetlając na ekranie skany akt prokuratorskich dotyczących sprawy osadzonego w areszcie opozycjonisty Antoniego Pikula. Jaką wersję przedstawił Stanisław Piotrowicz na konferencji?

16 września 1982 roku zostałem skierowany do pracy w Prokuraturze Rejonowej w Jaśle na dwutygodniową delegację, która miała potrwać do 30 września - relacjonował polityk. Jak podkreślił, w swojej prokuratorskiej karierze zajmował się przede wszystkim przestępcami pospolitymi, dopuszczającymi się na przykład kradzieży bądź rozbojów, natomiast ze sprawami politycznymi miał do czynienia tylko dwa razy. Jedną z tych spraw była sprawa Antoniego Pikula. - Zwróciłem na nią uwagę, przeglądnąłem akta, zapoznałem się z nimi i nawiązałem kontakt z obrońcą, którym był Stanisław Zając.

Piotrowicz tłumaczył, że wtedy jeszcze nie znał Stanisława Zająca, późniejszego senatora PiS, który 10 kwietnia 2010 roku zginął w katastrofie smoleńskiej.

Przeprowadziłem rozmowę, powiedziałem, jak widzę tę sprawę i jak mogę pomóc Pikulowi. Pojechaliśmy wspólnie jednym samochodem do zakładu karnego, zapoznaliśmy oskarżonego z aktami sprawy. Adwokat kiwał głową, osadzony nic nie mówił - przypominał sobie Piotrowicz. Pokazał przy tym dokumenty sprawy, z których - jak przekonywał - wynikało, że akt oskarżenia będzie nieskuteczny. Podkreślił, że wszystko zmierzało ku temu, by Antoni Pikul odwołał swoje wcześniejsze zeznaniai przyznanie się do winy.

Gdy ten protokół zobaczył mój szef, 23 września wyrzucił mnie z delegacji z prokuratury. 24 września przywieziono mi gotowy akt oskarżenia z poleceniem, bym go podpisał. Parafowałem go, ale ze świadomością, że jest nieskuteczny - zaznaczał poseł PiS. - Pięć dni później Sąd Wojewódzki w Krośnie zwrócił prokuraturze sprawę do uzupełnienia braków w dokumentach. Gdy zwrócono sprawę do prokuratury w Jaśle, potraktowano ją jak gorący kartofel. Wszczęto więc działania, by przekazać ją do Prokuratury Garnizonowej w Rzeszowie. Antoniego Pikula oskarżał przed sądem wojskowym porucznik Pęcak. Domagał się trzech lat pozbawienia wolności - mówił Piotrowicz.

Piotrowicz nie wypierał się, że podpisał akt oskarżenia, choć mówiąc o tym, podkreślał, że chodziło o parafowanie dokumentu. Przekonywał, że akt oskarżenia Antoniego Pikula nie miał szans obronić się w sądzie. - W następstwie protokołu, który sporządziłem, Sąd Wojewódzki zwrócił sprawę prokuraturze. Protokół stał się istotnym przyczynkiem do umorzenia sprawy przez są wojskowy - tłumaczył.

Jestem głęboko przekonany, że duży wpływ na taki bieg sprawy miał protokół, który sporządziłem - dodał poseł PiS.

Piotrowicz zaznaczył również, że nigdy nie oskarżał opozycjonistów przed sądem. - Pomagałem opozycjonistom - zapewnił. Jak podkreślił, słyszał od osób, które miały kontakt z Antonim Pikulem po uwolnieniu z aresztu, że Pikul był mu wdzięczny i ciepło się o nim wypowiadał.

Zrobiłem wszystko, by ludzie niewinni nie ponieśli odpowiedzialności - przekonywał Stanisław Piotrowicz.