Marek Kuchciński trafił właśnie na okładkę „Super Expressu” jako „Marszałek cenzor, który podpalił Polskę”. Są państwa, w których kryzys, do jakiego doprowadził, zaowocowałby dymisją. Ale polityk ten cieszy się na tyle dużym zaufaniem Jarosława Kaczyńskiego, że nawet posłowie PiS, którzy uważają, iż doprowadził do niepotrzebnej eskalacji, nie wierzą, że straci stanowisko. Przestrzelił, zawziął się i wybuchł. Ale nic więcej nie powiem - ucina jeden z liberalnych posłów PiS.

On miewa histeryczne momenty, puszczają mu nerwy i potrafi nawet w złości płakać. Ale w tym wypadku wszystko zależy od tego, czy wykluczenie z obrad posła Michała Szczerby było tylko momentem złości, czy raczej elementem szerszej, uzgodnionej z Kaczyńskim strategii - zastanawia się prof. Jadwiga Staniszkis. Jest spora szansa, że raczej to drugie, że Kuchciński jako trybik w maszynie postanowił zagrać na mocniejsze wykluczenie opozycji. On jest oportunistą i byłby do tego zdolny - ocenia prof. Staniszkis. Jej mocne słowa mają związek z tym, kim był Kuchciński, zanim trafił do polityki, i jak bardzo ona go zmieniła.

Widząc szpakowatego, nienagannie ubranego marszałka trudno uwierzyć, że na początku lat 70. był jednym z najaktywniejszych w Polsce hipisów, znanym pod pseudonimami "Członek" i "Penelopa". "Członek" bo gdy trafił do tego środowiska - jako grzeczny chłopiec - spytał, do kogo ma się zgłosić, by zostać członkiem hipisów. "Penelopą" zaś został po szkolnym przedstawieniu, jeszcze w rodzinnym w Przemyślu, gdzie przez pomyłkę podrzucono mu kwestię Penelopy zamiast Odysa. Jak wielu hipisów próbował sił jako artysta, grywał na perkusji i ożenił się z malarką, studentką ASP. W jednym z wywiadów opowiadał, że eksperymentował z używkami.

Z ruchem dzieci kwiatów zerwał, gdy poszedł na studia na KUL, których zresztą nie skończył. Po powrocie do Przemyśla skończył za to policealne studium ogrodnicze i zaczął hodować pomidory. Równolegle aktywnie działał w podziemiu rolniczym. Na strychu organizował polityczno-filozoficzne spotkania, a na jedno z nich pod koniec lat 80. przyjechał Jarosław Kaczyński. W 1990 r. Kuchciński wstąpił do Porozumienia Centrum, pierwszej partii Kaczyńskiego. I to właśnie wierność jednej opcji politycznej leży u podstaw wysokiej pozycji Kuchcińskiego w dzisiejszym PiS.

Na pierwsze awanse musiał zaczekać do 1999 r., kiedy z rekomendacji PC niespodziewanie został wicewojewodą podkarpackim. On się wtedy uczył polityki. To była taka wprawka przed dalszymi działaniami - ocenia Mieczysław Kasprzak, poseł PSL, który w tym samym czasie był starostą jarosławskim. Widać było, że Kaczyńscy mu imponują i że jest ich człowiekiem na Podkarpaciu - opowiada. Dwa lata później został posłem. Od 2004 r. był szefem PiS na Podkarpaciu, a już dwa lata później został szefem klubu parlamentarnego tej partii. Zawsze dobrze przygotowany, pracowity, ale niemedialny, średnio radzący sobie z wystąpieniami publicznymi. Mimo to od lat ma bardzo mocną pozycję we własnym okręgu.

Jest tu posłem rozpoznawalnym, na którego lokalnie mocno się liczy. Aczkolwiek odkąd w 2010 r. został wicemarszałkiem, nie ma już tak wiele czasu dla swojej małej ojczyzny - ocenia Marek Rząsa, poseł PO z tego samego okręgu. Jego lokalnym konikiem jest inicjatywa Europa Karpat, czyli gospodarcze i infrastrukturalne połączenie regionu z naszymi sąsiadami. Szkoda tylko, że niewiele w tej sprawie zdziałał. Choć może to być zrozumiałe, skoro wciągnęła go działalność polityczna na szczytach - dodaje Rząsa.

Jako marszałek obecnej kadencji swoje ostrzejsze oblicze po raz pierwszy pokazał rok temu, gdy usunął tego samego posła Szczerbę z mównicy i wymierzył mu karę 2,5 tys. zł. Co się panu porobiło, chłopie? Był pan w poprzedniej kadencji marszałkiem, który oprócz znajomości regulaminu demonstrował przede wszystkim kulturę osobistą. Dzisiaj pan się zachowuje na tej sali, jakby była pańską własnością - wypaliła przy okazji innego spięcia była premier Ewa Kopacz. Dopóki jednak Kuchciński działa za zgodą Nowogrodzkiej, większe konsekwencje mu nie grożą.