Jak pan odbiera to, co się dzieje na scenie politycznej w ostatnich dniach?

Mamy do czynienia z kryzysem ustrojowym. Od dawna przestrzegałem, że taki moment nadejdzie. W Sejmie sytuacja jest do rozwiązania: marszałek Karczewski rozmawia z dziennikarzami, prezydent Duda napisał list do marszałka Kuchcińskiego. Ja na spotkaniu z prezydentem zaproponowałem, że gdyby dziennikarze z rozmów z Karczewskim nie byli zadowoleni, to żeby on przejął mediację. Ale wydaje mi się, że porozumienie na linii Karczewski – dziennikarze zostanie osiągnięte, zaakceptuje to Kancelaria Sejmu. Wszystko wróci do normy i będzie zbliżone do swobód, które obowiązywały do tej pory. Może z wyjątkiem ganiania za politykami do toalety, co spotykało także mnie.

Czy budżet został uchwalony prawidłowo?

Moim zdaniem został uchwalony nieprawidłowo. Nie jestem prawnikiem, ale z tego, co wiem, nie wolno łączyć poprawek w bloki. Zresztą trudno znaleźć słowa opisujące atmosferę tego, co się działo. Przecież budżet to jedna z najważniejszych ustaw, jakie przyjmuje parlament. Dotyczy wszystkich obywateli: wierzących, niewierzących, lewych, prawych. Uchwalanie tego w atmosferze, gdzie nie do końca jest możliwość policzenia głosów czy skontrolowania obrad, jest skandalem. Będziemy się domagać powtórzenia głosowania.

Czyli powtórzenia części obrad, która nie odbyła się na sali plenarnej?

W jakiej formie – nad tym się zastanowimy. Ale na pewno będziemy chcieli powtórzenia tego punktu posiedzenia.

Czyli macie takie zdanie jak reszta opozycji?

To, co mnie różni, to fakt, że mówię o tym panu w trakcie wywiadu, a nie przez megafon przed Sejmem.

A jak można rozwiązać kwestię okupacji przez grupę posłów sejmowej mównicy?

Oni są tak nakręceni, że nie pomoże żadna mediacja. Może spotkam się z przewodniczącym Schetyną, proponując, by zakończyli okupację przed świętami, by przez ten okres, do "sześciu króli" – jak mawia pan Petru – dać ludziom spokój. Dziś mamy do czynienia z aktem terroryzmu, który nastąpił 80 km od naszej granicy, którego pierwszą ofiarą padł Polak. W tych okolicznościach nie ma sensu eskalacja tego konfliktu. Oni tego nie widzą, wolą spór o dziennikarzy i o Szczerbę. Jestem przekonany, że na losie dziennikarzy im specjalnie nie zależy. To tylko pretekst, jak związki partnerskie, legalizacja marihuany czy inne tematy zastępcze. Nieważne, czego dotyczą, ale dają paliwo do wrzasku i destabilizacji życia politycznego.

Kto jest winien tej sytuacji?

Jedni i drudzy są siebie warci, bo zachowanie PiS jest także pełne agresji i nie widać w nim woli kompromisu. Do stanu arogancji i buty, jaki PiS osiągnął w tydzień po przejęciu władzy, Platforma dochodziła pięć lat. Dziś dzień powszedni w Sejmie wygląda tak, że ci, którzy stracili władzę, prowokują tych, którzy sprawują władzę, do takich zachowań, które miałyby dać pretekst do zrzucenia ich ze stołków. A sprawujący władzę wręcz wyczekują tych prowokacji. Naród jest gdzieś w tle.

A jeśli nie dojdzie do porozumienia, to co dalej?

Ja na to nie odpowiem, może da radę pan Krzysztof Jackowski (słynny jasnowidz – red.).

W kwestionowanym przez pana głosowaniu brała udział dwójka posłów. Będzie pan wyciągnął wobec nich jakieś konsekwencje?

Może w końcu dojdzie do ludzi, że istnieją różne systemy polityczne i w różny sposób można traktować parlamentarzystów w klubie parlamentarnym. Ja od początku postawiłem na pluralizm, a nie dyscyplinę czy rozkaz. U nas nie potrzeba wodza w rozumieniu partiokracji, który mówi posłom, co mają robić. Ja 16 grudnia nie sugerowałem głosowania posłom, ale nie byłem nim zaskoczony, bo ta dwójka często głosuje tak jak partia rządząca. Nie będę wyciągał żadnych konsekwencji. W obecnym systemie politycznym 460 posłów jest zbędnych, bo jeśli większość z nich – poza członkami naszego klubu – wykonuje polecenia wodzów, to taniej byłoby utworzyć Sejm z czterech, pięciu wodzów i niech oni głosują.