Polska będzie walczyła o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, reformę systemu instytucjonalnego UE po brexicie, odświeżenie Partnerstwa Wschodniego i rozwinięcie sieci placówek za granicą. Kluczowe będzie również wprowadzenie w życie decyzji szczytu NATO w Warszawie. Zakładają one rozmieszczenie sił wielonarodowych na wschodniej flance Paktu (w tym w Polsce). Minister Witold Waszczykowski przedstawił wczoraj rządowi priorytety polityki zagranicznej. Zdaniem Pawła Kowala, byłego wiceszefa MSZ w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, PiS szykuje się do korekty swojej polityki. Natomiast były szef komisji spraw zagranicznych Sejmu Paweł Zalewski przekonuje, że w interesie Polski jest ścisła współpraca z Niemcami na rzecz wzmocnienia Unii. Co na to PiS? Jeśli chodzi o Berlin, wyraźnie widać uspokojenie i powrót do pragmatycznej współpracy

>>>PAWEŁ ZALEWSKI: PiS UZNAJE UNIĘ ZA PRZESZKODĘ W ŁAMANIU POLSKIEJ KONSTYTUCJI I PRAWA>>>

W informacji dla rządu szef MSZ zadeklarował, że jego resort będzie walczył o niestałe miejsce dla Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, reformę systemu instytucjonalnego UE po brexicie, odświeżenie Partnerstwa Wschodniego i rozwinięcie sieci placówek za granicą (powołanie ambasady w Tanzanii, na Filipinach i w Panamie oraz konsulatów w Houston i Belfaście). Takie informacje podało wczoraj Polskie Radio.

W pierwszym exposé minister stawiał na sojusz z Wielką Brytanią i zapowiedział "remanent" w relacjach z Berlinem. Nie eksponował roli unijnych instytucji. Z informacji PR wynika, że ten rok pod tym względem będzie inny. Prawo i Sprawiedliwość za jedną z przyczyn brexitu (uderzył w koncepcję sojuszu z Londynem i tym samym w interesy Polski) uznaje niewydolność instytucji UE, które nie poradziły sobie z kryzysem migracyjnym i terroryzmem. Można się spodziewać, że po doświadczeniach z zastosowaną wobec Polski procedurą ochrony państwa prawa rząd będzie zainteresowany osłabieniem Komisji Europejskiej na rzecz wzmocnienia Rady Europejskiej.

PiS jest zwolennikiem mniejszej roli instytucji biurokratycznych i większej roli Europy międzyrządowej. W obecnym klimacie politycznym Warszawa nie będzie pod tym względem osamotniona, a jej plany nie muszą okazać się fantasmagorią. Rząd jest również przekonany, że procedura ochrony państwa prawa to próba rozszerzenia poprzez fakty dokonane uprawnień Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego i jest nielegalna. Jak pisaliśmy w DGP, legalność tej procedury kwestionowały też służby prawne Rady UE. Przekonywały, że jest ona niezgodna z traktatową zasadą przyznania przewidującą, że instytucje UE mają tyle uprawnień, ile wynika wprost z traktatów.

Rząd, przyjmując wczoraj założenia polskiej polityki zagranicznej na 2017 r., ujawnił tylko ogólne założenia. Są nimi bezpieczeństwo, silna pozycja Polski w Europie i UE, integracja regionu, polityka wschodnia. Techniczne aspekty, jak to zostanie osiągnięte, pozostają poufne.

Można się jednak pokusić o analizę dotychczasowych działań i tego, co z nich wynika na przyszłość. W 2016 r. największym ciosem w koncepcję polityki zagranicznej zaproponowanej przez MSZ był wspomniany brexit. Z Brytyjczykami mieliśmy budować strategiczne stosunki. Ich rola w UE radykalnie jednak zmalała. Nie zmalała jednak polska aktywność w relacjach z Londynem. Po lipcowym spotkaniu premier Beaty Szydło z jej odpowiedniczką Theresą May zorganizowano konsultacje międzyrządowe (które do tej pory Brytyjczycy prowadzili jedynie z Francją). Efekty nie były jednak przełomowe.

Nie uzyskaliśmy żadnych gwarancji dotyczących praw Polaków przebywających na Wyspach (rozmowy na ten temat są częścią ogólnounijnego targu dotyczącego wolnego przepływu osób między UE i Wielką Brytanią po brexicie). Potwierdzono informacje o rozlokowaniu w okolicach Orzysza 150 żołnierzy z pułku Light Dragoons, jednak nie można tego uznać za bezpośredni rezultat konsultacji (kwestie bezpieczeństwa były częścią rozmów w kontekście szczytu NATO). Wspomniano o planach powołania polskiej katedry na Cambridge. Mówiono również o podpisaniu w przyszłości polsko-brytyjskiej umowy wojskowej. Na spotkaniu w Londynie można było zauważyć dysproporcje w obsadzie ministerialnej na zorganizowanej przy Downing Street konferencji prasowej. Z polskiej strony byli - oprócz pani premier - m.in. szefowie: polskiej dyplomacji, MON, MSW i Ministerstwa Rozwoju. Brytyjczyków reprezentował minister... ds. wyjścia z UE David Davis.

>>>PAWEŁ KOWAL: WRACAMY W STARE KOLEINY>>>

Co do zasady współpraca z Brytyjczykami ma sens. Zjednoczone Królestwo jest mocarstwem atomowym i podobnie postrzega politykę Rosji w Europie (jako zagrożenie dla bezpieczeństwa ocenia jej aktywność na Bałtyku i nad północnym Atlantykiem). Londyn dysponuje stałym miejscem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Ma ponad 4 proc. głosów w MFW i spory wpływ na decyzje w Banku Światowym. Mimo to ten strategiczny sojusz pozostaje bardziej potencjalny niż realny. Z kolei zdaniem lewicowego dziennika „Guardian” relacje z Polską są dla May funkcją wyjścia z izolacji, w jakiej znalazł się Londyn po brexicie.

Tak samo jak przereklamowany jest sojusz polsko-brytyjski, wiele przesady kryje się za tezą o radykalnym ochłodzeniu w stosunkach z Berlinem. PiS przejmował władzę, gdy relacje Berlin - Warszawa były zdominowane przez celebrę kolejnych rocznic. Realne problemy - takie jak zagwarantowanie praw mniejszości polskiej na terenie RFN czy sprzeczne interesy w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego - nigdy przez dyplomację PO nie zostały rozwiązane (RFN od lat blokuje przyznanie Polakom statusu mniejszości narodowej, mimo że taki status wynika z traktatu polsko-niemieckiego z 1991 r., rozbudowuje również z Rosjanami gazociągi pod Bałtykiem). Jeśli prześledzić oficjalne wypowiedzi przedstawicieli państwa polskiego i niemieckiego, nie znajdziemy jednak dramatycznych czy egzaltowanych deklaracji, które mogłyby świadczyć o załamaniu w tych stosunkach (poza słowami Martina Schultza, który reprezentuje Parlament Europejski i spekuluje się, że docelowo może być szefem niemieckiego MSZ).

Nie widać również tąpnięcia w inwestycjach niemieckich w Polsce (w 2016 r. zapowiedziano za to budowę fabryki Daimlera w Jaworze czy centrum serwisującego silniki w samolotach używanych przez Lufthansę w Środzie Śląskiej). Nieoficjalnie wiadomo również, że dla polskiego MSZ optymalnym następcą Angeli Merkel na stanowisku szefowej rządu byłaby Angela Merkel. To partner przewidywalny i krytyczny wobec polityki Kremla. O tym, że dla Polaków byłaby ona "najlepszym wyjściem", mówił również w rozmowie z "Bildem" Jarosław Kaczyński. Można się spodziewać, że 2017 r. upłynie pod znakiem (na ile to możliwe) pragmatycznej współpracy na linii Warszawa - Berlin.

Znakiem zapytania pozostają relacje z USA. MSZ wobec prezydentury Donalda Trumpa pozostaje optymistą. Minister Waszczykowski w wywiadzie dla "Polska The Times" chwalił się, że przewidział jego zwycięstwo. Nieoficjalnie MSZ uważnie śledzi każdą nominację i każdy gest, które związane są z deklarowanym resetem amerykańsko-rosyjskim. Resort dyplomacji liczy również, że nie będzie żadnych zmian w kwestii decyzji szczytu NATO w Warszawie, na którym państwa Sojuszu zobowiązały się do rozmieszczenia na wschodniej flance (w tym w Polsce) wielonarodowych oddziałów (w Polsce państwem ramowym w odniesieniu do nich są Stany Zjednoczone). Implementacja decyzji ze szczytu to jedno z kluczowych zadań dla polskich władz w 2017 r.