Instytuty Polskie, które zajmują się promocją polskiej kultury za granicą, są nadzorowane przez MSZ.

"Gazeta Wyborcza" dotarła do listy osób, których zapraszanie resort spraw zagranicznych rekomenduje szefom Instytutów.

"GW" zauważa, że MSZ pomija przy tym "znaczące postacie polskiej kultury".

Zagraniczni wydawcy najczęściej zwracają się do Instytutu Książki o dofinansowanie przekładów książek Andrzeja Stasiuka, Olgi Tokarczuk, Marka Krajewskiego, Andrzeja Sapkowskiego, Zygmunta Miłoszewskiego, Jacka Dehnela i Mariusza Szczygła. Tych nazwisk nie ma jednak na liście osób rekomendowanych przez MSZ. Za to w dziale 'Ludzie kultury, publicyści" są za to nazwiska Jana Pietrzaka, Bronisława Wildsteina, Sławomir Cenckiewicz i Waldemar Łysiak.

Są też ludzie filmu. Aktor jeden: Redbad Klijnstra, znany z serialu "Na dobre i na złe" oraz z filmu "Smoleńsk". I reżyserzy, m.in.: Paweł Łoziński, Andrzej Titkow, Joanna Kos-Krauze, Antoni Krauze, Wojciech Smarzowski. "GW" zauważa, że brak nazwiska Pawła Pawlikowskiego, zdobywcy Oscara za "Idę".

Na liście jest również siedmioro ludzi teatru, z czego tylko dwóch zawodowo związanych ze sceną. Reszta to krytycy i teatrolodzy.

Dużo liczniej reprezentowani są historycy. To około 30 nazwisk. MSZ rekomenduje też 33 dziennikarzy posługujących się językiem obcym. Według "GW", "niemal wyłącznie prawicowych".

Na liście MSZ są m.in.: Piotr Semka, Cezary Gmyz, Jerzy Targalski czy Łukasz Warzecha oraz inni publicyści "wSieci", "Do Rzeczy" i Radia Wnet. Są też Matthew Tyrmand czy Eryk Mistewicz, który według "GW" "zamienił dziennikarstwo na marketing polityczny".

"Gazeta Wyborcza" podaje, że MSZ nie odpowiedziało na pytanie, jakie były kryteria doboru nazwisk. Resort podkreśla, że w jego działaniu nie ma nic niezgodnego z przepisami, a wchodzenie w szczegóły "nie leży w interesie Polski".