Minister obrony narodowej w piątek otworzył w Białymstoku pierwszy punkt informacyjny dotyczący Wojsk Obrony Terytorialnej. – To historyczny dzień, nie mniej istotny niż obecność wojsk amerykańskich w Polsce – przekonywał Antoni Macierewicz. Urzędnicy MON zapowiadali, że do końca 2016 r. wojska tej formacji będą liczyły ok. 5 tys. żołnierzy. Na razie udało się sformować dowództwa trzech brygad. Nabór ochotników rozpoczął się zaledwie trzy tygodnie temu. Choć oddziały OT jeszcze nie powstały, to już budzą w wojsku zawodowym silne emocje. Powodów jest kilka.

Pierwszy to pieniądze. Jak informuje MON, służba w OT to będzie „średnio 20 dni w roku oraz 9–10 dni w okresie urlopowym”. Wynagrodzenie to ok. 450 zł miesięcznie. Razem wychodzi ok. 5,4 tys. w ciągu roku za 30 dni. Tymczasem za miesiąc służby (może kilka dni mniej, wliczając weekendy) szeregowy zawodowy w zależności od wysługi dostaje ok. 3 tys. zł. Mimo że jest znacznie dłużej szkolony niż „terytorials”, którego szkolenie podstawowe ma trwać 16 dni.

Drugą kwestią jest sprzęt. Minister zapowiadał, że OT dostanie ten najnowszy. Wiadomo, że chodzi m.in. o karabinki Beryl (w przyszłości mają to być MSBS-y), siłą rzeczy będzie to też zupełnie nowe wyposażenie osobiste żołnierzy. Z tego, co wiadomo, żołnierze OT mają się poruszać samochodami ciężarowo-osobowymi Mustang, które w przyszłości mają zastąpić przestarzałe pojazdy Honker, z których obecnie korzysta armia. O ile obrona terytorialna od razu będzie miała nowy sprzęt, to w wojsku zawodowym ten proces pozyskiwania nowego sprzętu zajmie więcej czasu i będzie rozłożony na lata.

– Takie porównanie jest zupełnie błędne, bo to nie są porównywalne formy służby. Terytorialna służba wojskowa pełniona jest nie przez 30, a przez 365 dni w roku. Oprócz czynności w koszarach realizowana nie tylko poprzez utrzymywanie gotowości do podjęcia działań, ale również w formie między innymi szkolenia poprzez dostęp do platformy e-learningowej czy też szkolenia fizycznego według naszych zaleceń – odpiera zarzuty generał Wiesław Kukuła, dowódca Obrony Terytorialnej.

– Otrzymujemy to samo wyposażenie – te same karabinki co wojska lądowe. Decyzja o tym, że ma to być nowy, a nie zużyty sprzęt, jest najlepszą z możliwych. Czas na szkolenie WOT jest krótszy i w związku z tym musi być bardzo efektywnie wykorzystany. Cykl życia sprzętu wojskowego w WOT musi być jak najdłuższy, co nie będzie burzyć systemów szkolenia i nie będzie zmuszać nas do powtarzania szkoleń i budowania nowych nawyków u żołnierzy – zwyczajnie nie mamy na to czasu. Pomijając aspekty taktyczne, jest to jeden z powodów, dla których powinniśmy na starcie pozyskać jak najnowsze wyposażenie – by jak najdłużej z niego korzystać. To jest logiczne i racjonalne – tłumaczy Kukuła.

Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo duża część sprzętu, którego używa wojsko zawodowe, nowa nie jest ani w najbliższym czasie nie będzie. Efekt: na wspólnych ćwiczeniach obok siebie będą zawodowcy mający w rękach karabiny kilkuletnie i członkowie OT mający nowy sprzęt.

Pewne kontrowersje wśród żołnierzy budzi także stworzenie studium oficerskiego dla OT, gdzie ludzie z wyższym wykształceniem po roku stają się oficerami. Taka ścieżka dla osób z wykształceniem wyższym wykorzystywana jest także w innych rodzajach wojsk. Problemem jest to, że dowództwa brygad OT są w dużej mierze tworzone z żołnierzy zawodowych będących obecnie w służbie – tak więc personel przechodzi z regularnych już funkcjonujących jednostek do tych nowo tworzonych. Jest to swego rodzaju kanibalizm. Ale zachętą do przenosin bywa możliwość szybkiego awansu.

– Dodatkowe bonusy czy droga na skróty w pewnych obszarach burzy w wojsku równowagę. System motywacyjny powinien być sprawiedliwy. A to jest niesprawiedliwe. Niestety, obecnie pomysł na jednolitą politykę kadrową nie jest na pierwszym miejscu – komentuje Czesław Mroczek, były wiceminister obrony narodowej w rządzie PO-PSL.

Zgodnie z planami resortu w latach 2016–2019 na obronę terytorialną mamy wydać 3,5 mld zł. W tym roku budżet resortu jest nominalnie o ponad miliard złotych wyższy niż rok wcześniej i jest to wciąż ustawowe 2 proc. PKB.