Według najnowszych planów MON zamierza kupić 16 śmigłowców - po osiem dla sił specjalnych i morskich. Przed tygodniem Macierewicz zapowiedział, że pierwsze dwa zostaną dostarczone najpóźniej w marcu. 18 stycznia mówił, że stanie się to na przełomie stycznia i lutego. Jeszcze wcześniej zapowiadał dostawę do końca 2016 r.

Pytany o te opóźnienie Macierewicz powiedział, że "do polskiej armii zostaną dostarczone śmigłowce po zawarciu kontraktu, który rozpisany został w ostatnich dniach". Podkreślił, że o zamówienie ubiegają się wszystkie trzy firmy, które konkurowały w postępowaniu prowadzonym przez poprzednie kierownictwo MON - europejski Airbus Helicopters, należące do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin zakłady PZL Mielec oraz WSK "PZL-Świdnik", które należą do włoskiego Leonardo.

- Liczymy na to, że to przesunięcie czasowe dotyczące dwóch śmigłowców będzie tak mniej więcej 10 razy mniejsze niż podobne problemy, jakie miał poprzedni rząd i liczymy też na taką wielkoduszność ze strony mediów, by te opóźnienia rządu, 30 dni czy 60 dni, nie rzutowały na ocenę skuteczności działania polskiej armii. Bo w stosunku do tych lat, jakie zmarnowaliśmy, lat, jakie zmarnował poprzedni rząd, 60 dni naprawdę nie jest wielkim problemem, jak sądzę - podkreślił Macierewicz.

- Potwierdzam determinację, aby pierwsze dwa śmigłowce zostały dostarczone do sił specjalnych w najbliższym czasie - dodał minister, który w czwartek przebywał na spotkaniu ministrów obrony NATO w Brukseli.

Przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON do końcowego etapu zakwalifikowało ofertę Airbus Helicopters z maszyną H225M Caracal. MON podało wówczas, że tylko ta oferta spełniła wymogi formalne. Zakłady PZL Mielec oferowały MON śmigłowiec Black Hawk w eksportowej wersji, a WSK "PZL-Świdnik" - maszynę AW149. MON odrzuciło ofertę Świdnika ze względy na zbyt odległy termin dostawy, Mielca - z powodu braku uzbrojenia.

Tej decyzji sprzeciwiało się będące wówczas w opozycji PiS oraz związki zawodowe działające w zakładach w Mielcu i Świdniku. Ówczesny szef MON Tomasz Siemoniak (PO) wiele razy podkreślał, że przetarg na śmigłowce dla wojska był rzetelny, a warunki dla wszystkich oferentów były takie same.

30 września 2015 r. rozpoczęły się negocjacje umowy offsetowej, której podpisanie było warunkiem zawarcia kontraktu z Airbus Helicopters. Na początku października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju, które negocjowało offset z Airbusem, poinformowało o zakończeniu rozmów, uznając ich dalsze prowadzenie za bezprzedmiotowe. Według rządu oferta Airbusa nie odpowiadała interesom ekonomicznym i bezpieczeństwa Polski, a wartość proponowanego offsetu była niższa od oczekiwanej.

10 października 2016 r. szef MON zakładach PZL Mielec zapowiedział, że pierwsze Black Hawki pozwalające prowadzić ćwiczenia siłom specjalnym zostaną dostarczone jeszcze w 2016 r. Dwa dni później resort oświadczył, że z uwagi na pilną potrzebę wyposażenia wojska w nowe śmigłowce, rozważany jest wybór trybu ich pozyskania zgodny z zasadami zakupów ze środków publicznych, zarazem pozwalający uniknąć długotrwałych procedur. Przedstawiając w Sejmie informację na temat przetargu na śmigłowce Macierewicz zapowiadał, że pierwsze maszyny w ramach nowego postępowania zostaną dostarczone w 2018 r., a MON będzie zmierzało do tego, by każda z fabryk produkujących w Polsce mogła dostarczyć sprzęt siłom zbrojnym.

Wkrótce potem MON przedstawiło założenia, zgodnie z którymi polskie siły zbrojne otrzymają pierwsze śmigłowce przeznaczone do działań wojsk specjalnych oraz misji poszukiwawczo-ratowniczych w roku 2017 r., informowało też, że trwają rozmowy z potencjalnymi trzema kontrahentami.

Pod koniec listopada 2016 r. minister oświadczył z kolei, że pierwsze śmigłowce do szkolenia zostaną dostarczone Wojskom Specjalnym do końca roku, o ile - zaznaczył - zostanie zawarty kontrakt. W połowie stycznia Macierewicz mówił, że pierwsze dwa śmigłowce zostaną dostarczone na przełomie stycznia i lutego. Natomiast przed tygodniem oświadczył, że stanie się to w marcu.