Jak donosi "Newsweek", decyzja zapadła na spotkaniu w mieszkaniu europosła PiS, Ryszarda Czarneckiego. Wzięli w nim udział: gospodarz, Jacek Saryusz-Wolski i prezes PiS, Jarosław Kaczyński. – Saryusz był jak jabłko na drzewie. Wystarczyło podejść i je zerwać, nic trudnego – pisze tygodnik. Za przygotowanie transferu miał odpowiadać właśnie Ryszard Czarnecki.

Według PiS, Saryusz-Wolski był sfrustrowany tkwieniem w Platformie. – Odbierano mu kolejne funkcje, wycinano metodą salami – twierdzi anonimowo na łamach tygodnika jeden z polityków PiS.

Na co mógł liczyć Saryusz-Wolski w zamian za kandydowanie? "Newsweek" twierdzi, że w grę nie wchodziła teka Ministra Spraw Zagranicznych ani stanowiska komisarza w UE. – Najpewniej dostanie miejsce na liście PiS w kolejnych wyborach do europarlamentu, a fundacja Centrum Europejskie Natolin, w której Saryusz pełni funkcję szefa rady, nadal będzie otrzymywać rządowe dotacje czytamy w "Newsweeku". W grę wchodzą duże pieniądze. Tygodnik sugeruje, że Natolin jest "w przededniu rozstrzygnięcia konkursu zorganizowane przez ministra nauki". – Stawką jest ponad ćwierć miliona złotych dofinansowania – doprecyzowuje gazeta. Według informacji "Newsweeka" fundacja Saryusz-Wolskiego może też liczyć na dalsze dotacje z Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Tygodnik donosi też, w jaki sposób kandydatura Saryusz-Wolskiego przedostała się do mediów. Okazuje się, że jeden z dyplomatów PiS użył jego nazwiska na spotkanie z prezydencją maltańską. W tym samym pomieszczeniu był też ktoś z otoczenia Donalda Tuska. – Jego ludzie natychmiast wypuścili to do „Financial Times” i spalili temat – mówi na łamach "Newsweeka" jeden ze współpracowników prezesa PiS.