Bez utwardzenia naszej postawy, ale i bez różnego rodzaju zmian wewnętrznych, bez budowy silnego, a nie teoretycznego państwa, bez sprawnych służb specjalnych, które piszą raporty dla premiera, po których ja musiałem wzywać szefa wywiadu i pytać, "czy to jest pisane w Warszawie, czy w Berlinie?", nic tu nie zdziałamy - powiedział Kaczyński w wywiadzie, mówiąc o stosunkach polsko-niemieckich.

Jak to powiedział Nicolas Sarkozy mojemu śp. bratu: "Niemcy nigdy nie ustępują". A mówił to przedstawiciel Francji, państwa bardzo silnego, pod wieloma względami silniejszego niż Niemcy - zaznaczył lider PiS. - Na pewno musimy się starać porozumieć. Ale, aby to było możliwie, musimy zajmować twarde stanowisko - oświadczył.

Pytany o kanclerz Niemiec Angelę Merkel ocenił, że "bez niej przecież nie byłoby Brexitu".

A następnie sama sobie strzeliła w kolano, wysyłając Franka-Waltera Steinmeiera na prezydenta i otwierając drogę dla Martina Schulza - zaznaczył Kaczyński.

Jego zdaniem Merkel "stworzyła sytuację, w której jej zwycięstwo wyborcze staje się mocno zagrożone". - I w związku z tym także zmienił się jej stosunek do (Donalda) Tuska. Ona wcześniej dość letnio go broniła, a jej współpracownicy mówili nawet przy końcu roku, że jeśli się sprzeciwimy to go nie wybiorą. A potem to się zmieniło. To zmiana ostatnich miesięcy i tygodni - zauważył lider PiS.

Odnosząc się do obecnej polityki Niemiec wobec Polski Kaczyński podkreślił, że kanclerz Merkel "jest osobą bardzo sprawną w pewnym sposobie prowadzenia polityki: żeby utrzymać bardzo dobre stosunki osobiste przy braku jakichkolwiek zmian realnych. Nie możemy się na to dalej nabierać. Stosunki z Niemcami muszą być na miarę polityki Niemiec wobec nas. Ta polityka, począwszy od polityki historycznej, a skończywszy na polityce energetycznej jest skierowana przeciwko naszym interesom. Z tego trzeba wyciągać wnioski" - dodał.

Kaczyński był też pytany o budowę relacji polsko-niemieckich po upadku komunizmu.

Przypomnijmy, czym nas przyjęły Niemcy w sferze wolności po 89 roku? Nieuznaniem granic. Był to najbardziej wrogi akt wobec Polski, jaki można sobie wyobrazić. Kto przeczyta pamiętniki Helmuta Kohla, nie ma wątpliwości, że gdyby nie bardzo brutalny nacisk ze strony Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii i mniej brutalny ze strony Francji, to nasze granice nie byłyby uznane. Niemcom powiedziano: jak chcecie się zjednoczyć, musicie uznać granice Polski. Niemcy nie chcieli tego zaakceptować, tylko zostali do tego zmuszeni - podkreślił lider PiS.

Odnosząc się do postawy polskich elit wobec Niemiec Kaczyński zaznaczył, że po 1989 r. "zaczęto dziękować, przepraszać, budować symetrię między potwornością zbrodni niemieckich wobec Polski a incydentami, które się zdarzały Polakom wobec Niemiec".

Bo się przecież zdarzały, ale to były incydenty, a nie polityka państwa. To były Himalaje głupoty politycznej. Zamiast budować, jak to mi kiedyś radził austriacki minister spraw zagranicznych w 1991 roku "złe sumienie" ("Oni mają złe sumienie i wykorzystujcie to"), no to myśmy budowali polskie "złe sumienie". Oczywiście efekty tego były fatalne. Pozwalaliśmy na przykład na ekspansję ich mediów w Polsce. To była cena tego poparcia - powiedział szef Prawa i Sprawiedliwości.