Posłowie z komisji komentowali jego zeznania m.in. tak, że w takim razie UOKiK należałoby rozwiązać, skoro nie potrafi uchronić konsumentów przed takimi firmami, jak Amber Gold. Jestem po prostu załamany - powiedział Marek Suski (PiS). Załamuje pan nas - mówiła też w trakcie przesłuchania szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS).

Sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold przesłuchała we wtorek b. wiceprezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Jarosława Króla. Pełnił on tę funkcję, gdy urząd uznał w wyniku zakończonego postępowania (24 sierpnia 2012 roku), że reklamy publikowane przez Amber Gold nie wprowadzały klientów w błąd. UOKiK zakwestionował wtedy jedynie trzy klauzule stosowane w umowach przez Amber Gold, które dotyczyły niejasnych kryteriów ustalania cen kruszców.

Podczas przesłuchania kilku posłów dopytywało świadka o generalną ocenę adekwatności środków podjętych przez jego urząd w sprawie Amber Gold. Czy ma pan poczucie, że UOKiK zawiódł w sprawie Amber Gold? - pytał Jarosław Krajewski (PiS). Król przekonywał, że na tamten czas oraz w sytuacji braku wiedzy UOKiK np. o przeszłości i karalności Marcina P. działania były adekwatne.

Gdyby dziś zdarzyła się podobna historia, przyznał świadek, zapewne podjęte byłyby inne działania, bo mamy na takie sprawy wyostrzone spojrzenie. Działań podjętych przez urząd nie mogę nazwać zaniechaniem, ani błędem - powiedział. Dzisiaj to postępowanie można byłoby prowadzić inaczej, ale to nie znaczy, że doszło do zaniechań - ocenił.

Zwracał uwagę, że od tamtego czasu zmieniono np. ustawę o ochronie konkurencji i konsumentów, rozszerzając kompetencje UOKiK w zakresie usług finansowych. Czy pan wywiązał się należycie ze swoich obowiązków? - dopytywała Andżelika Możdżanowska (PSL), a świadek powtarzał, że dziś inaczej by postępował, ale przy takich narzędziach prawnych, które wtedy UOKiK miał do dyspozycji, postępowania urzędu były adekwatne.

Skomentował to poseł Krajewski, relacjonując swoją rozmowę z jedną z pokrzywdzonych przez Amber Gold osób, której zdaniem w tej sprawie państwo zawiodło, a wśród instytucji państwa, które zawiodły był m.in. UOKiK.

Krajewski przypomniał też, że UOKiK wszczął wstępne postępowanie wyjaśniające ws. Amber Gold dopiero 30 listopada 2011 r. Świadek wskazywał, że do tego czasu sprawa Amber Gold była jedną z setek, jakie się toczyły w UOKiK. Nie było to wtedy postępowanie o charakterze priorytetowym, ono się toczyło swoim rytmem - mówił.

Polityk PiS dopytywał jednak, czy do 30 listopada 2011 r. nie było żadnych przesłanek do wszczęcia postępowania z urzędu, w celu choćby treści reklam Amber Gold. Krajewski wskazał, że spółka reklamowała się, mówiąc o gwarantowanych zyskach na poziomie nawet 16 proc. Jak pan postrzegał gwarancje zysku z lokaty w kontekście ochrony konkurencji i konsumentów? - pytał poseł PiS.

Jeśli chodzi o samą firmę (...), jakkolwiek by to teraz źle nie brzmiało, to ona musiała być przez nas traktowana jako legalnie działająca firma. Była analizowana w taki sam sposób, jak każda inna firma - mówił Król.

Powtarzał, że nie można jednak mówić o zlekceważeniu sprawy Amber Gold przez UOKiK. Urząd w żadnym postępowaniu konsumenckim nie wchodzi do modelu ekonomicznego, biznesowego działania przedsiębiorcy - zaznaczył. Podkreślił jednocześnie, że w tamtym czasie nie było świadomości tego, że Amber Gold było ogromnym przestępstwem. Teraz to jest oczywiste, ale nie było oczywiste w tamtym momencie - mówił.

Czy skutecznie ochronił pan klientów, tak lub nie? - dociekała Możdżanowska. Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi - mówił świadek. Nie mogliśmy ostrzec w sprawie Amber Gold, ponieważ nie wiedzieliśmy, że to jest przekręt - podkreślił świadek. Witold Zembaczyński (Nowoczesna) zapytał, jak w takim wypadku świadek ustosunkuje się do słów b. prezesa NBP Marka Belki, który wskazywał, iż tylko analfabeta mógł myśleć, że to nie jest przekręt. Belka mówił w lutym przed komisją, że trzeba być analfabetą, żeby do czegoś takiego nie dojść. Nie będę komentował takich słów, uważam, że są niestosowne - odpowiedział Król. Zaznaczył, że jego Urząd nie mógł zastąpić organów ścigania.

Myślę, że wszyscy państwo także byliście tym zaskoczeni, bo nie mieliśmy przecież żadnej skargi od żadnego konsumenta, od żadnego posła nie mieliśmy żadnej interpelacji w tej sprawie, żaden minister się do nas nie zwracał w tej sprawie - powiedział Król. Nie było także, dodał, pytań dziennikarzy, kierowanych do UOKiK.

Wątek braku skarg od klientów wracał podczas przesłuchania byłego wiceprezesa UOKiK kilkakrotnie. Król przekonywał, że problem polegał na tym, że Amber Gold, przynajmniej do pewnego momentu, wypłacało ludziom pieniądze i trudno było wykryć oszukańczy proceder. Na to szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) zapytała, jak UOKiK zweryfikował, że umowy Amber Gold z klientami są wykonywane. Gdyby nie były wykonywane, na pewno mielibyśmy sygnały z rynku - odpowiedział świadek, dodając, że "taka była wiedza powszechna" do czasu ogłoszenia upadłości przez Amber Gold.

Załamuje pan nas - skomentowała Wassermann, zwracając uwagę, że na wiedzy powszechnej może opierać się przysłowiowy Kowalski, który wierzy, że są takie urzędy jak UOKiK, stojące na straży jego interesów.

Marek Suski (PiS) dopytywał o to, na jakiej podstawie w Urzędzie zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające, skoro nie było skarg klientów, a UOKiK nie znał notatki KNF w sprawie Amber Gold. Król powiedział, że w pewnym momencie nasiliła się kampania reklamowa Amber Gold i pracownicy departamentu polityki konsumenckiej UOKiK dostrzegli niewłaściwe elementy w tych reklamach.

Ja bym nie umniejszał tego, że nie mieliśmy żadnych skarg od klientów - mówił Król. Podkreślał, że jak coś jest nie tak z jakąś firmą, to jest lawina skarg do urzędu od konsumentów. Skoro tu nie było lawiny, można było, na podstawie generalnych doświadczeń UOKiK, wyciągnąć wnioski, że wszystko jest w porządku.

Poseł Krajewski pytał też świadka, czy jako wiceprezes UOKiK zaobserwował do sierpnia 2012 r. jakiekolwiek wsparcie ws. Amber Gold ze strony kancelarii ówczesnego premiera Donalda Tuska lub zainteresowanie tą sprawą samego premiera Tuska. Nie miał pan takich informacji, sygnałów, że jest narastający problem, który zagraża stabilności rynku finansowego? - pytał Krajewski. Nikt z Urzędem się nie kontaktował z kancelarii premiera, choć w wielu innych sprawach były takie kontakty - odpowiadał świadek.

Podczas przesłuchania świadek tłumaczył też, że przed sierpniem 2012 r. nie miał świadomości tego, iż Amber Gold była wpisana na listę ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego ani tego, że szef tej spółki Marcin P. był wielokrotnie karany. Król dodał też, że prawdopodobnie dopiero na końcowym etapie postępowania prowadzonego przez UOKiK dowiedział się o tym, iż gdańska prokuratura rejonowa prowadzi postępowanie ws. Amber Gold z zawiadomienia KNF.

Świadek odniósł się też do krytyki UOKiK ws. działań podejmowanych w sprawie Amber Gold. Jak zaznaczył, ta krytyka pojawiła się dosyć szybko, bez wysłuchania jakichkolwiek wyjaśnień ze strony Urzędu. Urząd naprawdę bardzo wnikliwie analizował wszystkie obszary rynku, również rynek parabanków i firm pożyczkowych - podkreślił. Dodał, że w maju i czerwcu 2012 r. Urząd zwracał się do ministra finansów z prośbą o przyjrzenie się temu sektorowi, że jest to sektor, który nie jest nadzorowany w sposób ostrożnościowy, tylko merytorycznie przez Urząd.

Przypominał, że UOKiK jeszcze przed wybuchem afery zgłaszał także potrzebę regulacji nadzorczych dotyczących parabanków, ale to nie było słyszane. Dodał, że po upadku Amber Gold zapadła decyzja, by wszystkie firmy z listy ostrzeżeń KNF sprawdzić pod kątem konsumenckim. Ale w wyniku tych kontroli, dodał, nie było fajerwerków. Mówił również, że w UOKiK zawsze było dużo kontroli, bo urząd często jest na celowniku, bo łatwo może komuś nacisnąć na odcisk.

Marek Suski zwracał uwagę, że Amber Gold ogłosiła upadłość 13 sierpnia 2012 roku, a świadek podpisał się pod zakończeniem postępowania UOKiK 24 sierpnia tego samego roku i stwierdził w nim, że umowy Amber Gold były wykonywane. Czy pan był pijany, bo na trzeźwo nie da się takich pism podpisywać? - pytał Suski. W tej sprawie zawaliliście - dodawał.

Nie zgadzam się z takimi ocennymi sformułowaniami - skomentował świadek. Wątek podpisu Króla pod zakończeniem postępowania UOKiK z 24 sierpnia 2012 r. wracał kilkakrotnie podczas przesłuchania. Postępowanie to Urząd wszczął w listopadzie 2011 r., badał w nim wzory umów stosowane przez spółkę oraz jej materiały reklamowe.

Król zaznaczył, że wiedzę o aferze mamy post factum. To było wyrafinowane przestępstwo, które oszukiwało wszystkich. Nie było przesłanek, aby podejmować inne działania niż te, które były podejmowane - przekonywał. W jego ocenie do zaniechań w tej sprawie doszło po stronie organów ścigania. Wszyscy dotychczasowi świadkowie trzymają się, niczym pijany roweru, prokuratury, że prokuratura powinna działać. Państwo z UOKiK wpisujecie się w to podejście, ale po co w takim razie istnieje w ogóle UOKiK, skoro mamy prokuraturę? - skomentował Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15).

Ile pan zarabiał w UOKiK? - zapytał w pewnym momencie Marek Suski. Gdy świadek zwracał uwagę, że pytanie nie ma związku ze sprawą, Suski upierał się, że jest jak najbardziej stosowne. Król odpowiedział, że było to standardowe wynagrodzenie wiceprezesa organu administracji rządowej, czyli 6-7 tys. zł.

A nagrody?"- dopytywał Suski. Świadek odpowiedział, że były drobne nagrody w czasie, gdy rząd tworzyły PiS, Samoobrona i LPR, a prezesem UOKiK był obecny prezes Marek Niechciał. Rozumiem, że za 6 tys., jak mówiła pani Bieńkowska, tylko wariat i złodziej pracuje - komentował Suski. Powiedział też, że jego zdaniem konkluzją przesłuchania powinno być stwierdzenie, że UOKiK należałoby rozwiązać. Król odpowiadał, że negatywne oceny postępowania UOKiK są ocenami, które można formułować po ogłoszeniu upadłości przez Amber Gold i po ujawnieniu się całej afery.

Amber Gold - firma powstała na początku 2009 r. - miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukano w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Zastępca szefa KNF Marcin Pachucki zeznawał przed komisją w styczniu, że w drugiej połowie 2010 r. odbyło się jego spotkanie z przedstawicielami UOKiK, a we wrześniu 2010 r. poprosił o przygotowanie pisma do departamentu ochrony klientów UKNF (zajmującego się z kontaktami z UOKiK), wskazującego na wątpliwości, co do funkcjonowania spółki Amber Gold. Dodawał, że "finalnie UOKiK przekazał informację, że nie znajduje podstaw do prowadzenia postępowania administracyjnego w zakresie naruszenia zbiorowego interesów klientów".