Dzieje się zbyt dużo żeby uznać, że to jest jakaś taka po prostu zwykła niekompetencja, bo mamy do czynienia z odejściami najważniejszych dowódców. Nigdy się nie zdarzyło żeby dwóch z trzech najważniejszych dowódców po prostu rzuciło papierami. Mamy do czynienia z zahamowaniem modernizacji, vide śmigłowce, to, co się wokół tego dzieje po prostu jest absolutnym cyrkiem - mówił w Radiu ZET były szef MON, Tomasz Siemoniak.

Zapytany przez Konrada Piaseckiego, czy działania Macierewicza to systematyczny plan, odparł, że różnie to można oceniać. Ja sądzę, że to jest po prostu pełen chaos i człowiek kompletnie nieodpowiedzialny, który nigdy nie powinien być ministrem obrony narodowej, ani w ogóle ministrem czegokolwiek - dodał. To jest alfabet polskiego szaleństwa i chaosu, ja bym tak to określił. Ale oczywiście zawsze tego rodzaju działania są na czyjąś korzyść. To, że reputacja Polski obronna spadła nisko, to że MON kojarzy się ze skandalami, Misiewiczami, mistralami, obietnicami niedopełnianymi ze śmigłowcami, to są fakty. To nie jest jakiś wymysł opozycji - stwierdził.

Siemoniak krytykował też decyzję o rezygnacji Polski z funkcji państwa ramowego w Eurokorpusie. To zła decyzja, w fatalnym momencie, bo trzeba rozumieć, że Eurokorpus to jest jeden z elementów budowy europejskiej polityki obronnej. I ta zła decyzja ma głębokie konsekwencje polityczne. I też takie, że jak my będziemy się wycofywać z różnych jednostek za granicą, dowództw, itd., to tak samo nie będą chcieli sojusznicy przyjeżdżać do Szczecina, czy przyjeżdżać na ćwiczenia do Polski -powiedział. My chcemy żeby Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, Portugalczycy, ich oficerowie bronili Polski. Żeby Polski bronili to my musimy być w Eurokorpusie, jesteśmy w Kosowie, jesteśmy w Afganistanie, byliśmy w Iraku, tak wygląda sojusznicza współpraca - tłumaczył były szef MON.

Tomasz Siemoniak uważa też, że sprawy zmian w armii nie załatwi nawet spotkanie Antoniego Macierewicza z prezydentem Andrzejem Dudą, bo ono nie ma większego znaczenia. Gdy Konrad Piasecki próbował dociec, czy jego uczestnicy wypalą fajkę pokoju usłyszał w odpowiedzi: ja nie wiem, co będą tam palili, zwłaszcza jeden z uczestników chyba coś pali czasami.

Ja myślę, Macierewicz zabiera ze sobą dowódców żeby pokazać, że prezydent Duda nic nie może i że to jest tak naprawdę, jak w "Uchu prezesa" z prezydentem Dudą. I spodziewam się tylko po tym komunikatu, że jest wszystko świetnie, że dobrze, że prezydent popiera, że jest zgoda i tyle. Bez większego znaczenia, żenujące, że musimy się takimi sprawami zajmować - podsumował.

Nic więc dziwnego,że były szef MON zapewnia, że nigdy nie poda ręki obecnemu ministrowi. Macierewicz przekroczył wszelkie granice. Takim ludziom nie podaje się ręki. To jest ktoś, komu ręki nie zamierzam nigdy w życiu więcej podać. No chyba, że przeprosi, ale nie spodziewam się tego po nim. Za co miałby przeprosić? Między innymi za słowa, że razem z Marcinem Kierwińskim i Donaldem Tuskiem pracują dla Kremla.