Minister spraw zagranicznych był pytany w radiowej "Trójce" o sens działań związanych z wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej. - To jest obowiązek dyplomacji, aby przypominać Rosjanom, że: "im dłużej nie współpracujecie, im dłużej ukrywacie wrak (samolotu tupolew należącego do polskich Sił Powietrznych - PAP), im dłużej ukrywacie czarne skrzynki, tym bardziej uświadamiacie Polakom, że jesteście współwinni tej katastrofie smoleńskiej" - powiedział Waszczykowski.

Pytany, co rząd Prawa i Sprawiedliwości zrobił do tej pory w tej sprawie i czy często przypominał stronie rosyjskiej o konieczności zwrotu wraku, odparł: "Nawet teraz, będąc za granicą, upominałem się o to, aby Rosja przystąpiła jednak do śledztwa i wsparła polskie śledztwo".

Zdaniem Waszczykowskiego Polska wielokrotnie apelowała w tej sprawie do Rosjan i napotykała na bardzo obcesowe odpowiedzi, np. rzeczniczki rosyjskiego MSZ, która - jak podkreślił szef polskiej dyplomacji - "jest dość oryginalną rzeczniczką". - Zwracaliśmy się notami dyplomatycznymi, kiedy kilka miesięcy temu prezydent Putin powiedział, że jego zdaniem zachowanie pilotów wyglądało tak i tak i tutaj cytował coś, co naszym zdaniem nie miało miejsca - przypomniał.

Zwracaliśmy się do naszych sojuszników - zarówno bezpośrednio do NATO, jak i do sojuszników najważniejszych, jak na przykład do Amerykanów, już w pierwszych spotkaniach w 2015 r. zwracałem się do Johna Carry'ego - o pomoc - mówił Waszczykowski wskazując, że Polska liczy na wsparcie sojuszników w tych działaniach, które mają pomóc w ustaleniu przyczyn katastrofy.

Pytany, czy rząd zaskarżył rosyjskie śledztwo za przewlekłość, Waszczykowski zaznaczył, że zwrócił się do urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych o przygotowanie takiej skargi. Dopytywany o zwłokę w przedstawieniu tej skargi, szef MSZ dodał: - Też mnie to dziwi, też rozmawiam z urzędnikami, którzy twierdzą, że to jest sprawa precedensowa i będzie wymagała zaangażowanie zewnętrznego przedmiotu.

10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem rozbił się samolot polskich Sił Zbrojnych Tu-154M o numerze bocznym 101 z oficjalną polską delegacją, udającą się na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, na pokładzie. Zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy rodzajów Sił Zbrojnych RP, szefowie instytucji państwowych, przedstawiciele kombatanckich i społecznych.

Śledztwo w tej sprawie początkowo prowadziła Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Postawiła ona zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom polskiego, rozwiązanego po katastrofie 36. pułku, odpowiedzialny za loty najważniejszych osób w państwie i obsługujący Tupolewa. 4 kwietnia 2016 r. śledztwo przejęła Prokuratura Krajowa z nowym zespołem śledczym.

Własne śledztwo prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podkreślała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i jego "czarnych skrzynek".