To miało być kolejne, comiesięczne posiedzenie rządowo-samorządowej Komisji Wspólnej. Zazwyczaj większość czasu uczestnicy spędzają na opiniowaniu projektów ustaw i rozporządzeń. Tym razem było inaczej. Za sprawą współprzewodniczącego Komisji - ministra Mariusza Błaszczaka - dyskusja zeszła na inny temat.

- W dniu 6 maja w Warszawie odbędzie się demonstracja Platformy Obywatelskiej o charakterze antyrządowym - zagaił niejako "przy okazji" szef MSWiA. - Oczywiście nie odbieramy nikomu prawa do udziału w tym marszu, ale z informacji medialnych wynika, że przedstawiciele korporacji samorządowych wezmą w tym udział. Czy nie uważają państwo, że jest to przekroczenie pewnej granicy, naruszenie apolityczności samorządów? - zapytał bez ogródek minister.

Wypowiedź ta spowodowała długą wymianę zdań. - Na marsz pójdzie, kto chce. W naszych korporacjach samorządowych są także ludzie, którzy nie chcą brać w nim udziału. A ci, co pójdą, nie zrobią tego pod żadnym szyldem partyjnym - odbił piłeczkę Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich. Poprosił również ministra, by nie traktować udziału samorządowców w marszu jako demonstracji antyrządowej, lecz co najwyżej jako spór polityczny. - Bywaliśmy w takich sporach także z innymi rządami. Zorganizowaliśmy przecież dwa czarne marsze w stolicy za poprzednich rządów - zwracał uwagę Porawski.

Te argumenty nie przekonały ministra Błaszczaka. - Różnica między czarnymi marszami a marszem 6 maja jest taka, że organizatorem tego drugiego jest PO. Zgłoszenie o organizacji marszu partii trafiło do stołecznego ratusza. Zrozumiałem niuanse, które pan nakreślił, ale odbiór społeczny jest taki, że totalna opozycja maszeruje z samorządami przeciwko rządowi. Można protestować, ale nadużyciem jest wpisywanie władz lokalnych w protesty antyrządowe, tym bardziej, że przedstawiciele samorządów wpisują swoich mieszkańców w spór polityczny przeciwko rządowi, a to już jest potężne nadużycie - ripostował Mariusz Błaszczak.

Samorządowcy nie kryją, że wniosek PO skierowany do stołecznego ratusza trochę ich zmieszał i stanowi teraz nie lada problem. - Zapowiadany marsz 6 maja został zarejestrowany przez PO. Dla mnie osobiście to jest pewne zaskoczenie, dlatego że Związek Gmin Wiejskich RP stara się być apartyjny. Chcemy zasygnalizować, że nie wszystkie kwestie związane z centralistyczną wizją państwa nam odpowiadają. Pewnie byłoby lepiej, gdyby wyrażenie tego poglądu odbyło się w akcji organizowanej wyłącznie przez samorząd. Ale tak się okazało, że na ten sam dzień skrzyknęło się więcej środowisk - przyznał Marek Olszewski, szef Związku Gmin Wiejskich RP.

Ale to nie uspokoiło dyskusji, bo głos zabrał prezydent Sopotu Jacek Karnowski. - Mam wrażenie, że PO wciąż jest partią legalną, a więc może zarejestrować marsz, bo ktoś w końcu musiał to zrobić. A gdyby marsz zarejestrował np. Związek Miast Polskich, a PO się do niego przyłączyła, byłoby dobrze, czy nie? - dopytywał prezydent Karnowski. - Jeśli pan minister chce nas nazywać totalną opozycją, proszę bardzo. Ale proszę nie odbierać prawa do maszerowania - dodał.

Wtórował mu Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic i szef Związku Miast Polskich. - Z reguły nie jestem chętny do maszerowania i demonstrowania. Ale nie można powiedzieć, że jeśli jakiś wójt przyjedzie na organizowane zgromadzenie 6 maja, to wpisze swoich mieszkańców do Platformy Obywatelskiej. To nadużycie, które spowoduje, że trudno będzie nam osiągnąć porozumienie w najważniejszych sprawach - stwierdził Frankiewicz.

Głos zabrał też Mieczysław Struk, marszałek woj. pomorskiego. - Samorządy wezmą udział w każdym proteście, by zamanifestować swoje poglądy. Centralizacja państwa może się spotykać z oporem tych, którzy się z tym nie zgadzają. Jeśli uważamy, że centralizacja uderza w samorząd, to mamy milczeć tylko dlatego, że PO czy ZNP i inne organizacje uważają podobnie? - zwrócił uwagę marszałek. Nie spodobało mu się również to, że Mariusz Błaszczak przyrównał samorządy do totalnej opozycji. - Pan minister z wielką ochotą przytacza te słowa Grzegorza Schetyny. Ale równie dobrze my możemy przypomnieć słowa pani premier Beaty Szydło, że rząd PiS będzie się wsłuchiwać w głos ludzi. Albo słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który mówił, że inicjatywy referendalne nie będą trafiać do kosza - stwierdził.

Minister Błaszczak pozostał jednak nieugięty. - Skoro organizatorem jest PO, bądźmy konsekwentni i nazywajmy rzeczy po imieniu. Obawiam się, że mimo państwa zapewnień, w przestrzeni medialnej będzie to inaczej wyglądało - skwitował szef MSWiA.

W "Marszu Wolności" 6 maja ulicami stolicy przemaszerują przedstawiciele wielu środowisk - oprócz samorządów, pojawią się także reprezentanci nauczycieli, rodziców, środowisk sędziowskich, opozycyjnych partii politycznych czy ruchów obywatelskich. Do udziału w nim - nie tylko lokalnych urzędników, ale i mieszkańców - namawiają korporacje samorządowe. - Samorządowy Komitet Protestacyjny rekomenduje włączenie się do przedstawicieli samorządów i mieszkańców gmin - czytamy w komunikacie opublikowanym na stronach internetowych Związki Gmin Wiejskich RP.