Jeden z dokumentów, który znalazł się w sieci to "skan pisma, które do szefa Urzędu Ochrony Państwa Andrzeja Milczanowskiego skierował kapitan Andrzej Hodysz, szef Delegatury UOP w Gdańsku".

Załącznikami do pisma były materiału dotyczące transakcji kupna przez Biuro Studiów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (ministerialnego organu zajmującego się inwigilacją oraz walka z opozycją demokratyczną w latach 80. – red.) działki w gminie Sulęczyno, by prowadzić kontrolę operacyjną Lecha Wałęsy. Źródło: Wprost.pl

Po tym, jak Wałęsa upublicznił dokument, odniósł się do tego Sławomir Cenckiewicz, historyk i m.in. członek kolegium IPN. Jego zdaniem, były prezydent działa niezgodnie z prawem. - Gdzie jest państwo prawa? – dociekał.

Cenckiewicz wskazał równocześnie, o czym pisze też Wprost.pl, że dokument mógł zostać "wypożyczony z UOP w latach 1992-1995". I przypomina, że Milczanowski był szefem urzędu od 1 sierpnia 1990 do 31 stycznia 1992 roku oraz od 6 czerwca 1992 do 14 lipca 1992 roku.

To jednak nie wszystko – na skanie widnieje klauzula "tajne", co oznacza, że gdyby ruszyło w tej sprawie śledztwo, to Wałęsę mogłyby czekać nieprzyjemności. Kto ujawnia lub wbrew przepisom ustawy wykorzystuje informacje niejawne o klauzuli >>tajne<< lub >>ściśle tajne<<, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5, stanowi prawo.