Schetyna odniósł się w ten sposób do wezwania przez Komisję Europejska Polski i innych państw, by przyjęły uchodźców oraz do możliwych konsekwencje naszej odmowy. Premier Beata Szydło zapowiedziała we wtorek, że nie ma w tej chwili możliwości, by do Polski byli przyjmowani uchodźcy. Mówiła, że nie zgodzimy się na narzucanie jakichkolwiek przymusowych kwot dotyczących uchodźców.

Schetyna przypomniał podczas konferencji w Elblągu, że "kwestie relokacji liczby uchodźców zostały podjęte w 2015 r. przez poprzedni rząd, a niedotrzymanie zobowiązań w tej sprawie jest działaniem na szkodę Polski".

- Mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo to są zapowiedzi kompletnie nieodpowiedzialne, podważające decyzje poprzedniego polskiego rządu, ale także pokazujące, że nie jesteśmy w stanie usiąść przy stole w Europie i rozmawiać o najważniejszych problemach - powiedział szef PO.

Jak mówił Schetyna do końca czerwca, czyli w trakcie trwania prezydencji maltańskiej zostaną przygotowane nowe zapisy dotyczące przyszłości polityki azylowej.

- Jeśli Polska dziś obraża się na decyzję Rady Europejskiej sprzed 2 lat, jeśli nie podejmuje rozmowy to znaczy, że takimi wypowiedziami wypisują politycy PiS Polskę z projektu Unii Europejskiej. Bo takie będą konsekwencje dalekosiężne takiej polityki - ocenił.

Jak powiedział, "nieodpowiedzialne wypowiedzi polityków PiS, ministrów i premier rządu PiS będą wpływać (...)na politykę spójności, na fundusze europejskiej, jakie mają trafić do Polski".

Schetyna zaznaczył, że rząd PO-PSL powołany w listopadzie 2007 r. musiał wprowadzić i uszanować ustalenia szczytu klimatycznego Rady Europejskiej z 9 marca 2007 z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jak dodał, "te ustalenia były szkodliwe dla polskiego przemysłu i polskiej gospodarki".

- Ale my powołując rząd wiedzieliśmy, że musimy się z tym zmierzyć i realizować wynikające z ustaleń Rady Europejskiej sprawy. Podobnie jest tutaj, te wynegocjowane przez rząd premier Ewy Kopacz kwestie były najlepsze z możliwych. Uniknęliśmy automatyzmu, narzucania kwot, ograniczyliśmy liczbę relokacji do minimalnej - powiedział szef PO.

Dodał, że "Polska nie jest krajem pierwszego wyboru dla uchodźców, tym bardziej rzecz dzisiaj dotyczy kilkudziesięciu osób: matek i dzieci a nie setek tysięcy, jak mówi minister Błaszczak, terrorystów". Dodał, że "kompromitacją jest jeśli minister spraw wewnętrznych kraju europejskiego posługuje się takim językiem i takimi argumentami".

- Bardzo wyraźnie i bardzo wprost mówię, że taka polityka to jest polityka odejścia od stołu i odwrócenia się tyłem do Europy. To jest realizacja planu Jarosława Kaczyńskiego - odwrotu od Unii Europejskiej, opuszczenia jej struktur, bolesna i nieakceptowalna przez Polaków i nie możemy się z nią zgodzić - dodał Schetyna.

- Jeśli minister spraw wewnętrznych mówi dziś, że lepiej jest płacić kary z publicznych pieniędzy za nieprzyjmowanie uchodźców niż relokować kilkadziesiąt kobiet i dzieci to takie słowa są absurdalne - powiedział szef PO. - Za takie słowa grozi nie tylko Trybunał Stanu, ale poważniejsze konsekwencje i to mówię z pełną odpowiedzialnością - dodał Schetyna.

Szef MSWiA Mariusz Błaszczak pytany w środę w radiowej Jedynce o wezwanie KE dla Polski i innych państw, by przyjęły uchodźców i możliwe konsekwencje naszej odmowy powiedział, że przyjęcie uchodźców "z całą pewnością byłoby gorsze".

- Pamiętajmy o tym, co wydarzyło się na zachodzie Europy. Pamiętajmy o zamachach terrorystycznych - w zasadzie w większych państwach Unii Europejskiej są one, niestety, faktem - powiedział. - Pamiętajmy, że zaczynali właśnie od stosunkowo nielicznych społeczności muzułmańskich, które teraz są bardzo liczne - dodał Błaszczak.

W 2015 roku rząd Ewy Kopacz zaakceptował unijną decyzję o podziale uchodźców, docierających do Europy. Ogólnie rozdzielonych miało zostać 120 tys. osób. Polsce miało przypaść ponad 6 tys. uchodźców. Termin na zakończenie działań wyznaczono na wrzesień 2017 roku. Dotychczas tylko nieco ponad 18 tys., czyli około 11 proc. ustalonej liczby osób, zostało faktycznie przeniesionych.