Jak przekonuje dr Wacław Berczyński decyzja o wyjeździe do USA nie zapadła w niejasnych okolicznościach. – Moja "ucieczka" była planowana na 13 kwietnia. "Uciekałem" do domu, w którym mieszkam od 1987 roku. Chciałem spędzić Wielkanoc z rodziną. To chyba nie przestępstwo – ironizuje na łamach "Super Expressu" Berczyński.

Były szef podkomisji smoleńskiej Macierewicza uważa, że opozycja dobrze wie, że miał niezbędne pozwolenia na dostęp do zastrzeżonych dokumentów związanych z przetargiem na śmigłowce wojskowe. – Ale udają zaskoczenie, czyli rżną głupa – mówi dr Berczyński.

Ekspert zapewnia, że jeśli w sprawie śmigłowców dla wojska zostanie wezwany do prokuratury, to stawi się na przesłuchanie. – Jak trzeba to pojadę (do Polski-red.) i na pewno udzielę wszelkich wyjaśnień – mówi Wacław Berczyński.

Jak dodaje, nie miał nic wspólnego ze sprawami przetargu na samoloty dla VIP-ów.

Odpowiedź PO

Zapytany w porannej rozmowie radia RMF FM, czy przekonują go słowa Berczyńskiego ws przetargu na śmigłowce dla wojska, Tomasz Siemoniak ocenił, że "wywiad pogrąża do reszty Berczyńskiego".

- Bo w tym wywiadzie przyznaje się, że miał dostęp do dokumentacji, przyznaje się, że wpływał na ten przetarg słowami, że nie mógł przejść obojętnie wokół tej sprawy - powiedział Siemoniak. Dodał, że Berczyński na pewno "grzebał w dokumentacji przetargowej". - Wcześniej MON wydał komunikat, że Berczyński nie zajmował się sprawą śmigłowców tutaj się okazuje, że się zajmował - zaznaczył polityk PO, b. szef MON w rządzie PO-PSL.

Dopytany o słowa Berczyńskiego, że przetarg na śmigłowce, "to był duży, a może największy przekręt w historii Polski", Siemoniak odpowiedział, że ta opinia jest "bzdurna" i w kompletnej niezgodzie z tym, co mówi rząd PiS.- Rząd PiS oświadczył oficjalnie, że niedostateczna była oferta offsetowa, którą przez rok premier Mateusz Morawiecki negocjował i odnosił się do jakiś kwot, przeciętności czy nieprzeciętności tych śmigłowców, a to co mówi dzisiaj Berczyński jest jakąś nieporadną desperacką próbą obrony - stwierdził Siemoniak.

Zapytany dlaczego wyjazd Berczyńskiego w połowie kwietnia z Polski nazywa "nagłą ucieczką" skoro Berczyński kupił bilety na dwa miesiące przed wyjazdem, Siemoniak powiedział, że "Berczyński wydał dziwne oświadczenie, że nie może wrócić do Polski, porzucił obowiązki przewodniczącego komisji badania wypadków i wyjechał". - Napisał w pierwszym zdaniu, że nie może wrócić do Polski i jakoś go w Polsce od wielu tygodni nie ma - dodał.

Siemoniak stwierdził, że nie ma dla niego znaczenia, "kiedy Berczyński kupował bilety, faktem jest, że nagle opuścił polskie życie publiczne i dopiero po raz pierwszy się wypowiada".