Dla Jarosława Kaczyńskiego główny cel to utrzymanie władzy w 2019 r. Prezes wie, że jeśli zmiany wprowadzone przez obecny rząd mają być trwałe i ugruntowane, to potrzebna jest druga kadencja. Inaczej zostaną szybko odwrócone przez obecną opozycję - mówi polityk PiS.

W związku z tym nowe otwarcie po kongresie staje się coraz bardziej potrzebne. Niedawno nastąpiła zadyszka, przez co PiS poczuł na plecach odruch konkurencji. Część osób w partii otrzeźwiała. Minęła euforia sprzed roku i toczy się spór, co dalej. Słabości są znane, ale niełatwo wskazać na nie recepty - mówi dr Jarosław Flis, politolog z UJ. Politycy mają świadomość, że decyzje podjęte przy okazji kongresu mogą ustawić kurs obozu rządzącego do końca kadencji.

Na pewno są tacy, którzy mogą być pewni swojej pozycji, np. Joachim Brudziński, mający duże wpływy w partii. Ale znaki zapytania pojawiają się w odniesieniu do rządu, bo tu ewentualne zmiany mogą być spektakularne. Tam się toczy rzeczywista walka pod dywanem, a jej elementem są różne przecieki, które pojawiają się w przestrzeni publicznej - dodaje Jarosław Flis. Z tych przecieków i rozmów wyłaniają się trzy możliwe scenariusze personalnej układanki na szczytach PiS po kongresie.

Nihil novi?

Pierwszy scenariusz, który jest bazowy, zakłada, że architektura obozu władzy zostaje po staremu. Jarosław Kaczyński jako prezes PiS kieruje całym obozem władzy, a premierem jest Beata Szydło.  Był moment, kiedy pozycja premier osłabła. Jej notowania były niskie po słynnym 27:1. Ale teraz znowu poszły w górę i to jest argument, by dalej rządziła. Skoro nie jest źle, to po co zmieniać - mówi jeden z polityków PiS.

Argumenty za są takie, że w kampanii to Szydło była łagodniejszą twarzą PiS. Lider partii, pamiętając o dużym elektoracie negatywnym, wycofał się na dalszy plan, co pozwoliło zdobyć partii głosy osób o poglądach centroprawicowych. Jeśli PiS myśli o utrzymaniu władzy w kolejnej kadencji, musi te głosy zdobyć ponownie. A od przyszłego roku zaczyna się wyborczy maraton.

Kolejny argument to fakt, że Szydło nie jest Kazimierzem Marcinkiewiczem, tzn. nie ma zagrożenia, że będzie chciała wybić się na polityczną niezależność. Mimo pojawiających się różnic zdań premier Szydło jest lojalna wobec Jarosława Kaczyńskiego. Jej notowania są dobre, teraz nie ma mowy o wymianie premier, a nie wiem, czy w ogóle - zapewnia jeden z polityków z otoczenia Kaczyńskiego.

Jarosław, Polskę zbaw!

Inny scenariusz, o którym mówi się w rządzącej partii od kilku tygodni, to jednak przesiadka na fotel premiera samego prezesa. Wcześniej czy później skończy się to tym, że premierem będzie prezes - podkreśla osoba z PiS. Namawiają go do tego politycy z najbliższego otoczenia. Głównym argumentem jest skuteczność rządzenia. Skoro dziś i tak to on podejmuje najważniejsze decyzje i bywa arbitrem w rządowych sporach, to przesiadka na fotel szefa gabinetu wydaje się naturalna. Dla części polityków PiS przeciwnych wzmacnianiu pozycji premier Beaty Szydło dodatkowym argumentem byłoby osłabienie jej pozycji.

Jeśli Szydło zostanie do końca kadencji, stanie się naturalnym kandydatem na premiera w kolejnej - mówi jeden polityków PiS. Co ważne, choć Beata Szydło zasadniczo jest lojalna wobec szefa PiS, to w tej kadencji były już momenty, gdy powiedziała mu "nie". A prezesowi nie mówi się "nie", można dyskutować, ale jeśli się go nie przekona, wykonuje się to, co powiedział - opisuje polityk PiS.

Tyle że są także argumenty przeciw temu scenariuszowi. Przejęcie przez Jarosława Kaczyńskiego władzy oznacza narzucenie sobie masy formalnych obowiązków także zagranicznych. W tym np. udział w Radach Europejskich. Zwolennicy tej opcji argumentują, że prezes potrafi rozłożyć zadania, obecnie często wspiera go Joachim Brudziński, a 10 lat temu taką funkcję, gdy Kaczyński był premierem, pełnił Przemysław Gosiewski.

Morawiecki premierem?

Trzeci scenariusz można było usłyszeć w kręgach zbliżonych do PiS w zeszłym tygodniu. Miałby wyglądać następująco: Marek Kuchciński przestaje być marszałkiem Sejmu i zaczyna kierować w PiS projektem zmiany konstytucji. W jego miejsce marszałkiem jest Beata Szydło, która tym samym rezygnuje z funkcji premiera. Szefem rządu z kolei zostaje Mateusz Morawiecki. Jego następcą w resorcie finansów obecny prezes PKO BP i jego współpracownik Zbigniew Jagiełło. By Morawiecki nie urósł zanadto w siłę, wicepremierem do spraw społecznych miałaby zostać Elżbieta Rafalska, stając przy okazji także na czele resortu zdrowia.

Te pogłoski częściowo zdementowała Beata Szydło. Premier napisała na Twitterze, że nie zamierza być marszałkiem Sejmu, okraszając to uśmiechem. Jednak szybkie dementi nie oznacza przekreślenia tego scenariusza, może ewentualnie tylko to, że premier Szydło nie wybiera się do Sejmu. Ale o czym warto pamiętać, ostateczne decyzje podejmuje nie ona, ale Jarosław Kaczyński.

Ostatni scenariusz wydaje się najmniej prawdopodobny, podobnie jak inne sugerujące wymianę Beaty Szydło na innego polityka, który nie jest prezesem PiS, np. wicepremiera Piotra Glińskiego. To element dyscyplinowania Szydło, takie scenariusze pokazują, że może być wymieniona niekoniecznie na Kaczyńskiego. A jeśli cokolwiek ma się wydarzyć, to na pewno wie o tym tylko prezes - zauważa jeden z polityków.

Pewne jest jedno: przed kongresem panuje duże zamieszanie. To wygodne dla prezesa, bo buduje napięcie i podbija znaczenie tego wydarzenia. On sam nie zabiera głosu. Szykuje się do wystąpienia programowego - mówi jeden z polityków z jego otoczenia.

Pogłoski o możliwych zmianach, takie jak o premierostwie dla Mateusza Morawieckiego, mogą kolportować zarówno jego zwolennicy, jak i przeciwnicy. Ci pierwsi, by pokazać możliwość awansu, drudzy, by przestrzec przed budowaniem przez niego pozycji.

To, że obecnie najpoważniejszy wydaje się pierwszy scenariusz, nie oznacza, że nie będzie zmian w rządzie. Po kongresie mogą być punktowe korekty, dziś nie ma atmosfery do większych zmian. Większa rekonstrukcja możliwa będzie jesienią - zapowiada polityk PiS. Wówczas będzie dwulecie rządu Beaty Szydło i półmetek kadencji, czyli dobry czas, by dokonać nawet sporych zmian.