Andrzeja Szydło (zbieżność nazwisk z panią premier przypadkowa) zwolnił prezes KGHM Radosław Domagalski-Łabędzki. W sobotę, 10 czerwca, w dniu miesięcznicy smoleńskiej i tydzień przed urodzinami prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego "GPC" opublikowała zdjęcie z tzw. babskiego combra, tradycyjnej imprezy z okazji Dnia Hutnika.

Jedną z "atrakcji" była makieta samolotu z napisem "TU POLEWAJ" wbitego w ziemię, który obsługiwały panie przebrane za stewardessy. Publikacja wywołała niemałą burzę, choć sprawa w kręgach rządowych znana była wcześniej. Jak ustaliliśmy już na początku czerwca bulwersujące zdjęcia trafiły do ministra energii, Krzysztofa Tchórzewskiego (ten resort nadzoruje kontrolowany przez Skarb Państwa KGHM), który wezwał do Warszawy prezesa miedziowego giganta i zażądał wyjaśnień. - Prezes już półtora tygodnia temu powołał wewnętrzną komisję do wyjaśnienia tej sprawy – mówi nasz rozmówca z Polskiej Miedzi.

- To nie była impreza centrali, ale jej oddziału. W związku z tym, za zakładowe obchody Dnia Hutnika odpowiadała huta, która miała swój niezależny komitet organizacyjny, u nas wiedzy o programie imprezy nie było. Kiedy dowiedzieliśmy się, co się wydarzyło, myśleliśmy początkowo, że to zwykła głupota uczestniczek zabawy, jednak dzisiaj wszystko wkazuje na to, że była to zaplanowana akcja i po prostu prowokacja – dodaje.

W sobotę sprawa wzbudziła mnóstwo emocji. Tematem zainteresowała się sama premier Beata Szydło. Z naszych informacji wynika, że na poniedziałek premier wezwała do KPRM w sprawie sytuacji w KGHM ministrów Henryka Kowalczyka, Krzysztofa Tchórzewskiego, a także Elżbietę Witek (szefowa gabinetu politycznego premiera) i Adama Lipińskiego (sekretarz stanu w KPRM).

Drugie dno

Przypomnijmy, że szef KGHM Polska Miedź to były wiceminister rozwoju, który do spółki trafił prosto z ministerstwa pod koniec 2016 r. Firma po likwidacji resortu Skarbu Państwa miała trafić do resortu rozwoju, jednak ostatecznie znalazła się w nadzorze ministerstwa energii (konflikt między tymi dwoma instytucjami nie jest tajemnicą).

Michał Czarnik, wiceprzewodniczący rady nadzorczej KGHM, zapowiedział na Twitterze zwołanie na wtorek Komitetu Audytu (część rady) w tej sprawie. Tyle, że rada nadzorcza może odwołać i powołać członków zarządu KGHM Polska Miedź. Nie jest organem władnym do ingerowania w politykę kadrową spółki na niższych szczeblach. A Komitet Audytu nie ma kompetencji w sprawach kadrowych w ogóle. Warto dodać, że na 21 czerwca zwołane zostało walne, a pod koniec maja uzupełniono projekty uchwał, na wniosek ministra energii, o zmiany w radzie nadzorczej spółki.

We wtorek o godz. 14 odbędzie się także zaplanowane ponad miesiąc temu posiedzenie rady nadzorczej miedziowego kombinatu. Jeden z punktów to zmiany w zarządzie. Jednak, jak ustaliliśmy, nie chodzi o dymisje, a raczej o uzupełnienie składu zarządu o wiceprezesa ds. produkcji (dotychczasowy, Piotr Walczak dwa tygodnie temu zrezygnował ze stanowiska).

Jeden z naszych rozmówców twierdzi jednak, że w sytuacji ostatecznej to premier Beata Szydło mogłaby "wyjąć" KGHM z nadzoru w resorcie energii i przenieść go pod KPRM (tak niedawno przejęła np. nadzór nad PZU).

O KGHM czytaj też w poniedziałkowym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej"