Złożone pod koniec ub. tygodnia przez polityków PiS wnioski do TK prawnicy nazywają absurdalnymi i pozbawionymi podstaw prawnych. Jaki jest więc ich cel? To proste: zniszczyć autorytet Sądu Najwyższego, ostatniego organu władzy sądowniczej, który może postawić tamę próbie podporządkowania sądów politykom.

Awantura wybuchła po tym, jak SN w siedmioosobowym składzie uznał, że prezydent nie może ułaskawić osoby zanim o jej winie przesądzi prawomocny wyrok. Chodziło o Mariusza Kamińskiego oraz jego współpracowników, którzy zostali skazani przez sąd I instancji za przekroczenie uprawnień w czasie, gdy kierowali CBA. Przez dużą część polityków PiS stanowisko SN jest interpretowane jako dalszy etap wojny środowisk prawniczych z partią rządzącą, co powoduje, że nie ma mowy o ugodowym kursie.

Podkreślano, że SN nie był uprawniony do wydania tego orzeczenia. Pojawiły się głosy, że doszło do sporu kompetencyjnego między głową państwa a SN. Efektem są trzy wnioski, które wpłynęły do TK. Pierwszy, dotyczący właśnie rzekomego sporu kompetencyjnego, złożył marszałek Sejmu.

Abecadło prawa

To wszystko stwarza fatalne wrażenie. Wszystkie wnioski są błędne. I są to błędy podstawowe - ocenia prof. Maciej Gutowski, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu. Jego zdaniem nie ma wątpliwości, że między prezydentem a SN nie ma sporu kompetencyjnego. Jak tłumaczy, istnieją tylko dwa spory kompetencyjne - pozytywny i negatywny. Ten pierwszy występuje wówczas, gdy dwa organy chcą wykonać to samo uprawnienie, a drugi, gdy żaden organ nie uznaje się za właściwy do jego wykonania.

A przecież SN nie próbował wykonać prawa łaski za prezydenta. On jedynie rozstrzygnął w sprawie, że głowa państwa skorzystała z przysługującego jej uprawnienia w niewłaściwym momencie. To jest prawnicze abecadło - kwituje prawnik. Zdaniem ekspertów, TK nie powinien zajmować się wnioskiem złożonym przez Kuchcińskiego. Co by się jednak stało, gdyby postąpił inaczej?

 Jeżeli TK dostrzegłby podstawy do stwierdzenia, że prawo łaski może być przez prezydenta stosowane również wobec osób niewinnych, to - nawet w obecnej sytuacji, gdy oddalamy się od standardów państwa prawnego - mielibyśmy do czynienia z bezprecedensowym złamaniem norm konstytucyjnych - ocenia dr Tomasz Zalasiński, konstytucjonalista. Jego zdaniem rozstrzygnięcie takie oznaczałoby, że prezydent może stosować prawo łaski na przyszłość wobec wskazanych przez siebie osób, stawiając je faktycznie ponad prawem. Uzurpowanie przez prezydenta tej kompetencji - wbrew konstytucji - doprowadzi do podważenia podstaw praworządności w Polsce - stwierdza Zalasiński.

PO: to terroryzm

Z równie ostrą krytyką spotkał się wniosek, w którym posłowie PiS kwestionują instytucję pytań prawnych, jakie sądy mogą kierować do SN, a sądy administracyjne do NSA.

To terroryzm wysadzać instytucje pytań w powietrze tylko po to, by bronić kolegę. To instrumentalne stosowanie prawa – komentuje Borys Budka z PO. Podobnie widzi to wielu prawników. Argumenty posłów są absurdalne. Np. ten o rzekomym ograniczaniu przez te przepisy niezawisłości sędziowskiej. Trudno uznać go za racjonalny, gdy się weźmie pod uwagę, że to przecież wyłącznie od woli sądu zależy, czy zada pytanie SN, czy też NSA, czy nie. Nikt go nie może do tego zmusić - wskazuje Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Poza tym przypomina, że instytucja zagadnień prawnych jest bardzo potrzebna, gdyż dzięki niej procesy toczą się szybciej. Zapobiega występowaniu znaczących rozbieżności w orzecznictwie.

Profesor Gutowski ironizuje, że jemu ten wniosek podoba się najbardziej. Tylko nie rozumiem, czemu posłowie się tak ograniczają. Mogliby zażądać od trybunału, aby zakwestionował przepisy, na mocy których zapadają wszelkie orzeczenia sądowe. Nie byłoby wtedy żadnych "błędnych" - mówi.

Przedstawienie musi trwać

Mimo tylu krytycznych głosów nie ma co liczyć na to, że posłowie PiS skończą z utarczkami z III władzą. Teraz bowiem mają po swojej stronie TK (na ostatnim posiedzeniu Sejm wybrał w miejsce Stanisława Biernata Andrzeja Zielonackiego; sędziowie wskazani przez PiS będą teraz w TK w większości). A że liczą na jego pomoc, widać chociażby z tego, co mówią o sprawie Kamińskiego.

Teraz sprawa trafi ponownie do trzyosobowego składu SN i dopiero po tej decyzji mogłaby ponownie znaleźć się w sądzie okręgowym. Do tego czasu orzeczenie wyda TK, a jego konsekwencją mogą być zmiany prawne - nie kryje pewności jeden z posłów PiS. Z tego obozu płyną głosy, że sposobem na zapobieżenie ewentualne dalszym kłopotom z interpretowaniem prawa łaski będzie wyraźne zapisanie w przepisach, że prezydent może je stosować także wobec osób skazanych nieprawomocnie.

O tym, że rządzący mogą liczyć na pomocną dłoń TK, świadczyć może także fakt, iż na 20 czerwca wyznaczył on publiczne ogłoszenie wyroku w sprawie wszczętej na wniosek prokuratora generalnego, a dotyczącej przepisów ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. A to właśnie brak oceny TK tych regulacji stał się pretekstem do nieuchwalenia na zakończonym w piątek posiedzeniu Sejmu dwóch ważnych projektów – noweli ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz zmian w prawie o ustroju sądów. Należy również przypomnieć, że to od wydania wyroku przez TK w tej sprawie decyzję co do podpisania nowelizacji uzależniał prezydent Duda. 20 czerwca rozpoczyna się kolejne posiedzenie Sejmu, a jak zapowiada PiS, wspomniane ustawy mają być uchwalone jeszcze przed wakacjami.

Jak uszyć wyrok?

Co ciekawe, w składzie, który już 20 czerwca oceni obecną ustawę o KRS, znaleźli się sędziowie wybrani jedynie przez obecną większość sejmową. Nad wnioskiem PG mają się pochylić: Julia Przyłębska, Mariusz Muszyński, Henrych Cioch, Marcin Warciński i Lech Morawski. To każe przypuszczać, że wyrok będzie szyty pod rządzących.

Środowisko sędziowskie nie zamierza pozostawać bierne wobec polityków. Można się spodziewać zaostrzenia dotychczasowego stanowiska. Jak bowiem wynika z ankiety, którą sędziowie z całej Polski wypełniali 20 kwietnia br., aż 85 proc. z nich opowiedziało się za koniecznością przeprowadzenia akcji protestacyjnej. Prezentacja wyników odbyła się w sobotę, podczas pierwszego spotkania Forum Współpracy Sędziów.

O co konkretnie politycy pytają trybunał

Trzy wnioski, które w czwartek zostały złożone w Trybunale Konstytucyjnym, mają jeden mianownik. Jest nim uchwała Sądu Najwyższego w składzie siedmiu sędziów z ostatniego dnia maja, w której stwierdzono, że prezydent nie może stosować prawa łaski wobec tych osób, które nie zostały jeszcze prawomocnie osądzone (sygn. akt I KZP 4/17). Orzeczenie to efekt ułaskawienia przez prezydenta m.in. Mariusza Kamińskiego, jeszcze zanim uprawomocnił się skazujący go wyrok sądu I instancji.

Pierwszy z wniosków został podpisany przez marszałka Sejmu. Marek Kuchciński domaga się w nim rozstrzygnięcia przez TK sporu kompetencyjnego, jaki jego zdaniem zaistniał między prezydentem a Sądem Najwyższym. Oczekuje od trybunału, że ten przesądzi, czy SN miał prawo interpretować sposób wykonywania przez prezydenta prawa łaski. Chce wiedzieć, czy prawo łaski to uprawnienie głowy państwa wykonywane osobiście, czy też ma być ono wykonywane przy udziale innych podmiotów. A jeżeli tak, to czy wśród nich jest także SN. Mówiąc wprost: marszałek Kuchciński oczekuje, że TK przesądzi raz na zawsze, czy sądy mogą kontrolować prezydenckie decyzje, do których podejmowania głowa państwa została upoważniona na podstawie przepisów konstytucji.

Drugi wniosek złożył prokurator generalny. Zaskarżył w nim przepisy kodeksu postępowania karnego, które pozwalają na wniesienie i rozpoznanie przez SN kasacji na niekorzyść oskarżonego, mimo że głowa państwa zastosowała wobec niego akt łaski. PG twierdzi, że dla rozstrzygnięcia konstytucyjności tych regulacji najważniejsza jest treść art. 139 ustawy zasadniczej, który mówi o prezydenckim prawie łaski. Zdaniem prokuratora z tego przepisu jasno wynika, że prezydenckie uprawnienie nie może być ograniczane żadnymi normami postępowania, a więc także tymi, które są zawarte w k.p.k. We wniosku podkreślono również, że „prezydenckie akty łaski nie ingerują bezpośrednio w sprawowanie wymiaru sprawiedliwości, nie rozstrzygają o winie, nie dotykają niezawisłości sędziowskiej”.

Ostatni z wniosków został złożony przez grupę posłów PiS. Dotyczy przepisów pozwalających sądom powszechnym kierować zagadnienia prawne do SN, a sędziom administracyjnym do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Innymi słowy: politycy oczekują, że TK powie, czy sądy te mogą wydawać uchwały. W tym przypadku zarzucono regulacjom m.in., że ograniczają niezawisłość sędziowską. A to dlatego, że pogląd wyrażony przez SN czy NSA dotyczący danego zagadnienia prawnego jest dla sądu pytającego wiążący. Tymczasem konstytucja stanowi, że sędziowie podlegają tylko ustawom i konstytucji.