Czego Kancelaria Prezydenta oczekuje od wizyty Donalda Trumpa?

Potwierdzenia tego, że nasze relacje z USA mają charakter realnego sojuszu, czyli takiego w którym mówimy nie tylko o intencjach, ale też o wspólnych interesach. Zarówno w zakresie bezpieczeństwa – zwłaszcza w kontekście obecności wojsk amerykańskich na terytorium Polski, jak i interesów gospodarczych. Polska podobnie jak inne kraje regionu potrzebuje inwestycji infrastrukturalnych. Wierzymy, że skonstruowana przez nas platforma Trójmorza pomoże w ich realizacji. To są konkretne sprawy, które chcemy uzgodnić z Prezydentem USA.

Jakie mogą być konkretne skutki tej wizyty? Potwierdzenie art. 5 NATO?

Trudno przed rozmową już określać jej skutki. Liczymy, że będzie to rozmowa realnych sojuszników. Ważnym elementem jest też to, o co zabiegała strona amerykańska – publiczne wystąpienie Prezydenta Trumpa. To wpisuje się w dotychczasową tradycje w relacjach polsko-amerykańskich, podobne przemówienia m.in. na Placu Zamkowym określały przekaz nie tylko względem Polski, ale całego świata. Tak teraz Prezydent Trump w Warszawie będzie chciał wygłosić przemówienie dopełniające szczyt NATO w Brukseli i przedstawiające jego koncepcję dalszej współpracy. Zgodnie z komunikatem Białego Domu, Prezydent Trump podkreśli znaczenie Polski jako amerykańskiego sojusznika w bezpieczeństwie całego regionu.

Gdzie to się odbędzie?

Zostanie to ogłoszone zaraz po ostatecznych ustaleniach. Będzie to publiczne miejsce w Warszawie, na otwartej przestrzeni. Obecnie trwają rozmowy między służbami obu państw. Jest już kilka wariantów.

Czy taka wizyta nie traci na atrakcyjności na skutek problemów Trumpa w polityce wewnętrznej?

Każda wizyta prezydenta USA jest istotna, niezależnie od kontekstu polityki amerykańskiej. Pamiętajmy, że następuje ona sześć miesięcy po objęciu urzędu, podczas drugiej wizyty zagranicznej w tej kadencji. Spotkanie z Prezydentem Dudą nastąpi szybciej niż szereg innych spotkań z liderami poszczególnych państw – Prezydent Trump zaraz po nim leci na szczyt G-20. To nie jest przypadek i stanowi duże wyróżnienie. Szczyt Trójmorza został specjalnie zaplanowany dzień wcześniej niż spotkanie G-20. Pamiętam, że gdy zawoziłem zaproszenie do Białego Domu, spotkałem się z wieloma sceptycznymi, a nawet ironicznymi uwagami. Dziś widać, że ten niby nierealny pomysł przyniósł skutek. Konsekwentnie pracujemy na arenie międzynarodowej i odnosimy sukcesy.

Co skusiło Prezydenta Trumpa na udział w Szczycie Trójmorza?

Myślę, że powie o tym sam prezydent Trump. Format Trójmorza to swoisty prezydencki parasol i zachęta do dalszych działań, zarówno między rządami poszczególnych państw jak i przedsiębiorcami. To wielka szansa dla krajów regionu, aby pokonać bariery infrastrukturalne i zacząć postrzegać się nawzajem jako atrakcyjne rynki. Gołym okiem widać, że współpraca na linii północ-południe jest zbyt mało rozwinięta i nie odpowiada potencjałowi naszych państw. Chcemy to zmienić. Przecież nasz region bardzo dynamicznie się rozwija. Nie stanowi to konkurencji dla współpracy w ramach Unii Europejskiej, a przeciwnie – może ją wzmocnić i wzbogacić.. Wbrew wielu głosom partnerów spoza UE, zdecydowaliśmy się na współpracę przede wszystkim w ramach tej organizacji. Chcemy pokazać, że mamy ambitne cele i chcemy działać na rzecz rozwoju Europy. Nie ukrywamy jednak, że wciąż potrzebujemy rozwoju wzajemnych inwestycji. Przygotowujemy się do dyskusji o dalszym budżecie unijnym. Uważamy, że polityka spójności wciąż powinna być kluczowym filarem rozwoju. Warto, aby była ona również wspomagana przez inwestycje spoza Unii. Obecnie jakąś propozycje w tym zakresie przedstawili Chińczycy, możliwe, że podobna inicjatywa format będzie atrakcyjna także dla Stanów Zjednoczonych. Szukamy wiarygodnych partnerów, którzy pomogą nam w skoku rozwojowym.

To próba budowania przeciwwagi dla liderów tzw. Starej Unii?

To kompletne nieporozumienie. Już teraz straszy się poszczególne państwa, że Polska wpycha je w jakiś antyniemiecki sojusz. To nieprawda. Fakty są takie, że obecnie w Unii mamy deficyt spójności na osi północ-południe. Widoczne jest to zarówno na Zachodnie Europy jak i w naszym regionie. To właśnie to napięcie powoduje niebezpieczeństwo rozpadu Unii. Do tej pory Europa rozwijała się inwestując w oś wschód-zachód, co po zakończeniu zimnej wojny było procesem naturalnym. Teraz jednak czasy się zmieniły. Ktoś kto tego nie rozumie i mówi, że budowanie spójności regionu od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne jest przeciwko komukolwiek, myli pojęcia. Spójność jest korzystna dla wszystkich.

Ale silniejsza gospodarka zwiększa siłę polityczną. To próba wzmocnienia głosu regionu?

Chcemy przede wszystkim rozwijać nasz region gospodarczo. Choć już dziś mówi się, że nasze kraje mogą wyrażać wspólne interesy polityczne, to ekonomicznie wciąż jesteśmy bardzo podzieleni. Nie zapominajmy, że dyskusja o Europie wielu prędkości najbardziej uderza właśnie w nasz region. Jest on najbardziej podzielony, jeśli chodzi o przynależność do strefy Schengen oraz strefy euro. Z dwunastu krajów Europy Środkowej jedynie Słowacja i Słowenia jest równocześnie w Schengen, ma walutę euro i opowiada się za wspólną armią europejską.

Ta inicjatywa zatem nie wpływa na relacje z Berlinem i Paryżem?

Wpływa, bo jest tam zauważana. Niemniej jednak nie widzę podstaw, by miała ona wpływ negatywny. Mam nadzieję, że Prezydent Macron zrealizuje swoją zapowiedź uzgodnioną z kanclerz Merkel i Prezydentem Dudą w Brukseli i jeszcze przed jesienią tego roku odbędzie się szczyt Trójkąta Weimarskiego. Pokażemy tym samym, że nie ma mowy o jakiejś konkurencyjności. Chcemy wspólnie działać na rzecz rozwoju Europy i jej spójności.

Jak prezydent Duda odbiera sukces Prezydenta Macrona we Francji?

Wybór prezydenta to zawsze dobry moment, by na nowo określić ramy współpracy i dokonać pozytywnego resetu. Wraz ze zdobyciem większości parlamentarnej Prezydent Macron przejął odpowiedzialność za politykę francuską i praktycznie samodzielnie rządzi Francją. To silny partner do rozmów. Poczekamy jeszcze do wyborów w Niemczech. Jeśli one potwierdzą trwanie rządu kanclerz Merkel to na kilka lat będziemy mieli w tych trzech stolicach stabilne władze, które muszą ze sobą rozmawiać. Zatem to te trzy stolice mogą poprzez współpracę stanowić o sile Unii na najbliższe lata.

Czy taka sytuacja determinuje zmiany w naszej polityce zagranicznej?

Polityka zagraniczna podlega ciągłym korektom, bo musi dostosowywać się do zmieniającej rzeczywistości. Jedynie sam plan powinien być stabilny i plan Prezydenta Andrzeja Dudy właśnie taki jest. Trzy najważniejsze cele pana prezydenta są realizowane – szczyt NATO w Warszawie zakończył się sukcesem, Polska została niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, a za chwilę odbędzie się szczyt Trójmorza z udziałem prezydenta USA. Wszystkie te sukcesy są rezultatem konsekwentnych działań prezydenta Dudy i polskiego rządu oraz dyplomacji, którzy budują polskie bezpieczeństwo i wzmacniają pozycję naszego kraju na arenie międzynarodowej. Czwarty cel, który sobie wyznaczamy, to właśnie integracja ekonomiczna z państwami regionu. Nie zmienia to jednak faktu, że musimy dostosowywać urzeczywistnianie tego planu do zaistniałych okoliczności. Nie zapominajmy, że na czele państw stoją konkretni ludzie i to od nich zależy, jak uda się zrealizować poszczególne założenia. Relacje czysto międzyludzkie często wpływają na stosunki między państwami.

Jakie korekty powinniśmy wykonać?

Musimy być zdolni do zaproponowania europejskim partnerom pozytywnej wizji rozwoju Unii Europejskiej. Takiej, która połączyłaby nasze interesy z interesami innych państw i przyczyniłaby się do reformy struktur unijnych. To ogromne zadanie dyplomatyczne, którego ciężar spoczywa - zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego – przede wszystkim– na barkach rządu. Prezydent liczy na to, że rząd będzie w stanie wypracować taką koncepcję.

W jaką stronę powinien iść rozwój Unii?

Prezydent mówi o czterech jednościach, które według niego tworzą integrację europejską i których naruszenie niosłoby wielkie szkody dla całej struktury. Unia Europejska powinna zachować jedność instytucjonalną – w Europie nie może powstać żaden dualizm organizacyjny, prawny, rynkowy czy budżetowy. To oznacza, że opowiadamy się za jednością UE oraz stabilnością strefy euro, jednak Unia nie może w przyszłości budować barier między państwami, które do tej strefy niej nie należą. Nie zapominajmy, że rynek oznacza przecież konkurencję. Mówienie zatem o rzekomych dumpingach w ramach Unii jest nie na miejscu. Nie ma czegoś takiego jak dumping socjalny ze strony państw Europy Środkowej. Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że państwa Europy Zachodniej stosują wobec nas dumping technologiczny albo dumping zamożności. Dyskusja o dumpingach zabija rynek, a my dążymy do jego otwartości. Poza tym reforma strefy euro nie może zwiększać kosztów przystąpienia do niej. Ponadto decyzje zapadające wewnątrz strefy euro nie mogą politycznie naciskać na pozostałe państwa, gdy przystąpienie do strefy będzie dla nich niekorzystne ekonomicznie.

W zakresie wspólnej waluty chcemy zachować status quo?

Jeżeli zdaniem członków strefy jej działanie wymaga korekt wewnętrznych, to mają prawo je podjąć, ale nie mogą się one odbywać kosztem krajów, które nie przyjęły wspólnej waluty. Takie działania byłby nie fair, bo nigdy wcześniej ich nie zakładano.

Czy Prezydent Duda przyjmuje, że w jakimś horyzoncie czasowym Polska mogłaby przystąpić do strefy euro?

To nie jest kwestia czasu, tylko naszego interesu gospodarczego. Ta decyzja musi zostać podjęta w oparciu o chłodną, ekonomiczną kalkulację. Nie mamy horyzontu czasowego. Pamiętajmy zresztą, że obecna Konstytucja nie pozwala na wejście do strefy euro. Ci wszyscy, którzy tak zaciekle bronią obecnej Konstytucji, powinni dobrze zastanowić się, czy są pewni również tego jej punktu.

Czy nie otworzyliśmy zbyt wiele frontów wewnątrz Unii? Spór o imigrantów czy kontrolę praworządności może być problemem.

Pytanie tylko, kto te spory wywołuje. Spory o praworządność czy imigrantów są wywołane działaniami instytucji unijnych, które ingerują w wewnętrzną politykę rządu – w naszym przekonaniu słuszną. Polska nie otwiera frontów, robią to instytucje unijne.

Czy Prezydent ma wątpliwości wobec kandydatów na ambasadorów?

Skąd to pytanie?

Minister Waszczykowski mówił, że wciąż czeka na decyzje w sprawie nominacji. Ma prosić o wyjaśnienia w tej sprawie.

Po pierwsze, pan minister Waszczykowski zaprezentował błędną ocenę sytuacji, być może nie będąc właściwie poinformowanym przez urzędników. Sprawa ta była przedmiotem rozmowy prezydenta z ministrem i jest wyjaśniona. Odrębną rzeczą jest styl wypowiedzi ministra, którego niż można zaakceptować, bo jest szkodliwy szczególnie ze strony ministra wobec prezydenta, z którym lojalna współpraca przynosi naszej polityce zagranicznej wymierne korzyści. Słowa jakie padły nigdy nie powinny zaistnieć, bo stworzyły fałszywy obraz podziału i konfliktu MSZ z prezydentem. Dlatego sugerowałem panu ministrowi jak najszybsze podjęcie wysiłku w celu odbudowy dobrych relacji z prezydentem. Dla dobra polskiej polityki zagranicznej.

Nie ma żadnych niejasności? Skąd zatem pretensje MSZ?

Nie znam powodów tych zastrzeżeń. Nie ma ich po stronie Kancelarii Prezydenta.

Prezydent jest bardziej skupiony na sprawach krajowych czy zagranicznych?

W zakresie polityki wewnętrznej jesteśmy aktywni przede wszystkim w ramach realizacji dwóch priorytetowych projektów pana prezydenta. Pierwszy to – referendum konsultacyjne w sprawie przyszłej konstytucji i poprzedzająca je ogólnonarodowa debata dotycząca ustroju państwa, drugi zaś to obchody stulecia odzyskania niepodległości, wydarzenie, które także będzie miało olbrzymi wymiar społeczny. Obecnie przygotowujemy bardzo rozbudowany program obchodów, który ma mieć duże znaczenie symboliczne, budujące tożsamość Polaków. Oprócz tego pracujemy nad projektami ustaw. W zakresie polityki zagranicznej chcemy wykorzystać swoje członkostwo w ramach Rady Bezpieczeństwa i rozwijać współpracę regionalną, zwłaszcza o charakterze inwestycyjnym.

Czy te działania przyczynią się do emancypacji prezydenta z obozu Prawa i Sprawiedliwości? Projekt referendum konstytucyjnego spotkał się z konsternacją wewnątrz szeregów partii rządzącej.

Zgodnie z ideą tego przedsięwzięcia, ma ono być on skierowane do społeczeństwa. Nie można zatem było zacząć dyskusji od partii politycznych, nawet tej tworzącej własne zaplecze. To nie projekt polityków wobec obywateli, tylko odwrotnie. W tej sprawie pan prezydent rozmawiał z marszałkami Sejmu i Senatu oraz przedstawicielami Klubu Kukiz ’15. Powiedział przy tym, że każda grupa społeczna, która zgłosi chęć do takiej dyskusji, zostanie uwzględniona. Partie też mogą zostać wzięte pod uwagę, ale to element większej mozaiki, a nie wiodąca część. Prezydent komunikuje się ze społeczeństwem bezpośrednio.

To chęć pokazania odrębności od PiS?

To naturalna rola prezydenta w ramach polskiej polityki a nie dystans do kogokolwiek. Wiele osób oczekuje od prezydenta ruchów z zakresu władzy wykonawczej, której on na mocy obecnej konstytucji nie posiada, bądź też aktywności poprzez instrumenty konstytucyjne o charakterze "negatywnym" – zwłaszcza w postaci weta. Trudno jednak, by prezydent odrzucał ustawy realizujące jego własny program wyborczy. Dlatego podejmujemy inicjatywy wykraczające poza czyste zarządzanie państwem. Prezydent Duda dba o prestiż Polski na świecie i rozwój polskiej tożsamości wśród obywateli.

Prezydent jest postrzegany jako zależny od PiS?

To narracja, którą wytworzono w bardzo określonym celu, a nie wiarygodny opis rzeczywistości. Prezydent nie jest zresztą tym zaskoczony. Trudno się dziwić, że ludzie, którym nie podoba się fakt, że to właśnie on wygrał wybory, próbują atakować go za pomocą różnych instrumentów. Te działania są jednak nieskuteczne – Prezydent jest wciąż najpopularniejszym polskim politykiem.

W zakresie sporu o Trybunał Konstytucyjny prezydent stanął po stronie swojego środowiska politycznego. Jednak teraz widać, że ta instytucja jest po prostu dysfunkcyjna.

To niesprawiedliwa, w moim przekonaniu, ocena a kwestia organizacji pracy to wewnętrzna sprawa Trybunału. Prezydent podjął określone decyzje, ponieważ uważał, że trzeba naprawić stan prawny zaistniały w zeszłej kadencji, gdy poprzednia władza dokonała niekonstytucyjnego zamachu na kadencyjność Trybunału. To był punkt wyjścia. Prezydent dokonał sanacji stanu prawnego tej instytucji. W sposób oczywisty obecna efektywność Trybunału zależy jednak nie od prezydenta, tylko od zasiadających w nim sędziów..

Prezydent będzie wymagał od prezes Trybunału bardziej zdecydowanych działań?

Prezydent ma prawo do dokonywania ocen i kiedy uzna to za stosowne, to na pewno to zrobi. Obecnie nie widzi żadnych podstaw do interwencji w tej sprawie.

Na ile obchody odzyskania niepodległości mogą zmniejszyć dzisiejszy podział polityczno-społeczny?

To zależy od woli polityków. Można dostrzec różne wydarzenia, w których Polacy potrafią razem cieszyć się z partycypacji we wspólnocie politycznej, jaką jest Polska. To są te momenty, w których politycy powinni zapominać o podziałach partyjnych. Pamiętajmy również, że podobne rocznice w II RP były świętowane również w obliczu olbrzymich podziałów politycznych. I nie chodzi tu o idealizację tego okresu w naszej historii, lecz o świadomość, że nawet przy ostrych konfliktach wewnętrznych budowa etosu państwa była możliwa. Ten etos pozwolił przetrwać naszej tradycji państwowej okres wojny i komunizmu. Uważam zresztą, że spór polityczny jest częścią polskiej tradycji. Wystarczy, że politycy pozwolą Polakom świętować i nie będą odbierać tej radości społeczeństwu.

Niedługo czeka nas kongres PiS. Pan Prezydent jest zaproszony?

Nie, pan Prezydent nie bywa na kongresach partii politycznych.