Przed głosowaniem wniosku PiS o skierowanie wniosku obywatelskiego do Komisji Ustawodawczej marszałek Marek Kuchciński przypomniał, że w takiej są sytuacji dwie możliwości: albo odrzucenie w ogóle wniosku, albo skierowanie go do komisji.

Za skierowaniem wniosku do komisji głosowało 441 posłów, nikt było przeciw, dwie osoby wstrzymały się od głosu.

Wniosek o skierowanie wniosku obywatelskiego do Komisji Ustawodawczej złożył PiS w nocy z wtorku na środę podczas debaty nad nim. Uzasadniając go Dariusz Piontkowski (PiS) mówił, że jego klub robi to "szanując podpisy Polaków pod wnioskiem referendalnym". Pozostałe kluby opowiedziały się za przeprowadzeniem referendum. W czwartek przed głosowaniem apelowały o bezzwołczne jego przeprowadzenie.

"W kampanii wyborczej Prawo i Sprawiedliwość obiecywało, że będzie słuchać Polaków, że będzie przeprowadzać referenda. Rodzice, dziadkowie, nauczyciele zebrali prawie milion podpisów" - przypomniała Krystyna Szumilas (PO).

Według niej "zmarnowane zostały już dwa miesiące", bo debata nad wnioskiem obywatelskim mogła zostać przeprowadzona zaraz po złożeniu wniosku obywatelskiego w Sejmie. Oceniła też, że, choć w piątek jest juz zakończenie roku szkolnego, to nadal nie jest za późno na wyrażenie zgody przez Sejm o przeprowadzenie referendum. Zdaniem Szumilas wystarczy, by marszałek ogłosił przerwę w obradach by mogło się odbyć posiedzenie komisji ustawodawczej i wniosek wrócił pod obrady izby tego samego dnia. "Tak się stało w przypadku ogłoszenia referendum w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej, tak się musi stać w przypadku referendum edukacyjnego" - podkreśliła posłanka PO.

"Czego się boicie? Dlaczego obrady nad przeprowadzeniem wniosku odbywały się w nocy?" - pytała Katarzyna Lubnauer (Nowoczesna). "Dlaczego nie chcecie dopuścić do tego referendum i macie zamiar zamrozić (wniosek obywatelski) w zamrażarce, jaką jest Komisja Ustawodawcza? Dlaczego tyle mówicie o woli suwerena, gdy jesteście opozycją, a zapominacie o tym natychmiast, kiedy rządzicie?" - dodała.

PSL chciał wyznaczenia terminu, w jakim powinna zakończyć prace komisja, do której trafił wniosek, ws. referendum oświatowego. Krzysztof Paszyk (PSL) wyjaśnił, że wniosek ten podyktowany jest obawą, "że blisko milion Polek i Polaków reprezentujących suwerena zostanie najzwyczajniej w świecie oszukanych poprzez zamrożenie projektu w komisji ustawodawczej".

"Nietrudno sobie wyobrazić, że po skierowaniu projektu do komisji ustawodawczej jej przewodniczący, poseł PiS nie będzie prowadził merytorycznej pracy, czym skutecznie zablokuje na kilka miesięcy albo i do końca kadencji przeprowadzenie referendum" - powiedział. I wnioskował, aby Sejm zobowiązał komisję ustawodawczą do przygotowania i przedstawienia uchwały o przeprowadzenie referendum do 6 lipca 2017 r.

Marszałek Sejmu podkreślił jednak, że formalnie możliwości takiego wniosku nie ma. Dodał, że kwestie te rozstrzygają marszałek i prezydium Sejmu.

"Czy pamięta Pani premier swoją deklarację, bodajże z grudnia 2015 r. złożoną na antenie Telewizji Trwam, ważnej telewizji, która na pewno nie zmanipulowała Pani słów, o tym, że akurat referendum oświatowe mogłoby się odbyć. Czy pani pamięta dzisiaj te swoje deklaracje? Czy ma pani odwagę spojrzeć w oczy wnioskodawcom, Polakom, nie dotrzymując tych zobowiązań" - pytał Jacek Protasiewicz (Unia Europejskich Demokratów).

Z kolei Dariusz Piontkowski (PiS) przekonywał, że "przez osiem lat PO i PSL demolowało polską edukację". "Doprowadziliście do tego, że liceum stało się półtora rocznym kursem przygotowawczym do matury. Zmusiliście działaczy opozycji antykomunistycznej do tego, aby głodowali w obronie historii w polskiej szkole. Zmusiliście miliony rodziców do tego, aby zbierali podpisy w obronie swoich dzieci, które przymusowo chcieliście wysyłać do szkoły. Nie reagowaliście na likwidację tysięcy szkół" - mówił. Dodał, że rząd przygotował reformę, która "naprawia te błędy".

Pomysłodawcą referendum jest Związek Nauczycielstwa Polskiego, a w skład komitetu wspierającego inicjatywę wchodzą przedstawiciele partii politycznych, stowarzyszeń, organizacji i ruchów społecznych, w tym ruchów rodzicielskich; m.in. "Rodzice przeciwko reformie edukacji", koalicja "Nie dla chaosu w szkole", Krajowe Porozumienie Rodziców i Rad Rodziców, Społeczne Towarzystwo Oświatowe, Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej, OPZZ, PO, Nowoczesna, PSL, Razem i Inicjatywa Polska.

Podpisali oni pod koniec stycznia wspólną "Deklarację na rzecz przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum z inicjatywy obywateli w sprawie reformy systemu oświaty". "Edukacja to obszar kluczowy dla rozwoju społecznego. Dlatego każda zmiana systemowa w oświacie wymaga rzeczowego uzasadnienia opartego na badaniach naukowych i szczegółowych analizach. W przypadku reformy minister edukacji Anny Zalewskiej brak jest głębszej analizy stanu polskiej edukacji, a tym samym merytorycznego uzasadnienia dla wdrażanych zmian, oznaczających powrót do systemu sprzed 1999 r." - napisano w deklaracji. W ocenie jej sygnatariuszy, zmiany w przyjętym kształcie zagrażają wszechstronnemu rozwojowi młodego pokolenia Polaków.

Pod wnioskiem o jego przeprowadzenie zebrano ponad 910 tys. podpisów osób popierających tę ideę. Złożono go w Sejmie 20 kwietnia.

Pytanie referendalne, które chcą zadać obywatelom autorzy wniosku, brzmi: "Czy jest Pani/Pan przeciw reformie edukacji, którą rząd wprowadza od 1 września 2017 roku?".

Zgodnie z reformą edukacji w miejsce obecnych pojawią się 8-letnie szkoły podstawowe, 4-letnie licea ogólnokształcące, 5-letnie technika i dwustopniowe szkoły branżowe; gimnazja zostaną zlikwidowane. Reforma oświaty rozpocznie się od nowego roku szkolnego, czyli od roku szkolnego 2017/2018. Uczniowie kończący w tym roku klasę VI szkoły podstawowej staną się we wrześniu uczniami VII klasy szkoły podstawowej.

Rozpoczęło się stopniowe wygaszanie gimnazjów - w tym roku nie prowadzono do nich rekrutacji. W roku szkolnym 2018/2019 gimnazja opuści ostatni rocznik kończący klasy III. Od 1 września 2019 r. gimnazjów nie będzie już w ustroju szkolnym.