Przed spotkaniem z Władimirem Putinem w Hamburgu w ramach G20 prezydent USA ma dziś dać w Warszawie jasny sygnał poparcia dla Polski i Europy Środkowej. Słowa Donalda Trumpa o solidarności z regionem mają być gwarancją, że ewentualna normalizacja stosunków Waszyngton – Moskwa nie odbędzie się kosztem tych, którzy postrzegają Rosję jako potencjalnego agresora. Jak komentuje magazyn "Foreign Policy", te gwarancje zostaną złożone w specyficznym momencie: na finale śledztwa w sprawie kampanijnych powiązań ekipy Trumpa z Rosjanami i krótko po brukselskim szczycie NATO, na którym zabrakło jednoznacznego odniesienia do art. 5 traktatu waszyngtońskiego.

– Chcielibyśmy słyszeć takie słowa (o przywiązaniu do art. 5 – red.) codziennie – mówił tuż przed wizytą, podczas briefingu w Waszyngtonie, ambasador RP w USA Piotr Wilczek. Dyplomata nie odpowiedział na pytanie, czy Rosja zostanie w Warszawie wskazana jako kraj, który rodzi zagrożenie dla pokoju w Europie. Dodał, że Polsce zależy na podkreśleniu odstraszającej roli NATO. Sam Trump podczas wizyty prezydenta Rumunii Klausa Iohannisa w Waszyngtonie na początku czerwca, zapytany przez dziennikarzy wprost o stosunek do art. 5, potwierdził w końcu jego znaczenie dla USA.

Analitycy Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych (ECFR) przekonują, że polskie władze – oprócz gwarancji bezpieczeństwa – oczekują od Trumpa wsparcia dla swoich ambicji w inicjatywie Trójmorza, która została ogłoszona w sierpniu 2016 r. i swoim zasięgiem obejmuje 12 państw położonych między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym. Podkreślenie przez prezydenta USA znaczenia projektów militarnych, energetycznych i infrastrukturalnych na linii północ–południe – od Świnoujścia i Redzikowa przez Konstancę oraz Deveselu po Rijekę – to w przypadku Trójmorza przejście z poziomu rozważań politologicznych do konkretu. Tak jak przejściem do konkretu było przyjęcie w polskim terminalu LNG amerykańskiej jednostki ze skroplonym gazem. Władze w Warszawie, niezależnie od oceny wiarygodności Trumpa, po wizycie zyskują poważny argument w rozmowach ze stolicami środkowoeuropejskimi.

Jakie korzyści ma Trump? Jako polityk bez dobrych relacji z Niemcami i Francją dostaje poparcie 38-milionowego państwa unijnego, które od ponad dwóch dekad buduje swoje bezpieczeństwo w oparciu o sojusz z USA. Równocześnie spotyka się z przedstawicielami regionu, który zamieszkuje 105 mln osób, generujących PKB (liczony według parytetu siły nabywczej) o wartości 3,3 bln dol. Więcej niż Brazylia, Francja, Kanada czy Meksyk.

Mimo to region jest daleki od spójności w polityce wobec USA. Jak pisze ECFR, nie wszyscy są gotowi inwestować w Amerykę jako jedynego gwaranta bezpieczeństwa. Słowacja i Słowenia jako państwa unii walutowej są zainteresowane głównie udziałem w procesach integracyjnych wewnątrz strefy euro. Czechy ponad stosunki z USA stawiają relacje z Niemcami. Na szczycie Trójmorza Praga nie będzie reprezentowana na szczeblu prezydenckim. Z kolei szef MSZ RFN Sigmar Gabriel został zaproszony jedynie w charakterze mówcy na towarzyszące szczytowi Trójmorza Global Forum, co zostało w Berlinie odebrane jako policzek (Gabriel nie pojawi się w Warszawie). Także dlatego Czesi podchodzą sceptycznie do polskiej koncepcji. – Monitorujemy ją, ale w tym momencie nie przywiązujemy do niej większej wagi – komentował cytowany przez Reutersa przedstawiciel czeskiego rządu.

Rumunia swoją politykę bezpieczeństwa opiera na USA. Udostępniła już swoje terytorium do zainstalowania elementów tarczy antyrakietowej (w Deveselu). Gości Amerykanów w bazie lotniczej „Mihail Kogălniceanu” w Konstancy. Politycznie i gospodarczo Bukareszt stawia jednak na sojusz z Berlinem i Paryżem, a Trójmorze traktuje jako uzupełnienie. Osobnym przypadkiem są Węgry, które budują bezpieczeństwo energetyczne na dostawach surowca przez Gazprom i współpracy w energetyce atomowej z Rosją.

Do inicjatywy lansowanej przez Polskę dystansuje się Austria, która podobnie jak Czechy nie wyśle na warszawski szczyt reprezentanta na szczeblu prezydenckim. Wiedeń nie ma interesu we wspieraniu energetycznych pomysłów Warszawy. Podobnie jak Węgry jest jednym z klientów Gazpromu i postrzega Rosjan jako wiarygodnych partnerów, którzy sprzedają surowiec po konkurencyjnej cenie. Największy entuzjazm wobec Trójmorza wykazuje Chorwacja, która inwestuje w terminal LNG na wyspie Krk niedaleko Rijeki i którą łączy z Polską wspólnota interesów, jeśli chodzi o handel skroplonym gazem.

Jak przypomina ECFR, m.in. z powodu opisanych różnic w 2016 r. nie udało się przekonać regionu do pomysłu powołania stałego sekretariatu Trójmorza. Warszawa jednak zdaje sobie sprawę ze wszystkich tych różnic, a ideę traktuje przede wszystkim jako lewar do ochrony interesów narodowych. Współpraca w regionie i włączenie do niej USA mają wzmocnić bezpieczeństwo militarne Polski i pomóc w powołaniu hubu energetycznego w Europie Środkowej, który poprzez sprowadzanie LNG z USA i surowca z szelfu norweskiego wprowadzałby realną konkurencję na rynku handlu gazem.

Żaden z rozmówców "DGP" z Pałacu Prezydenckiego i rządu w rozmowach przed wizytą nie prezentował idealistycznej postawy wobec Trumpa. Eksponowanie podobieństw światopoglądowych miało raczej charakter instrumentalny. Nikt nie ukrywał również obaw o wiarygodność prezydenta i jego uwikłanie w relacje z Rosjanami. Teza, która znalazła się w analizie agencji Associated Press, według której Trump przylatuje do Warszawy, gdyż może liczyć na „rozentuzjazmowane tłumy”, a „ciepłe powitanie zatrze słabe wrażenie po majowym debiucie w Europie”, jest tylko w połowie prawdziwa. Polskiej stronie chodzi przede wszystkim o utrwalenie decyzji ubiegłorocznego szczytu NATO w Warszawie o rozmieszczeniu sił USA na wschodniej flance Sojuszu i wpływ na kształt resetu amerykańsko-rosyjskiego. Temu miały też służyć zakończone sukcesem starania o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ (zwiększenie zdolności oddziaływania na ewentualny deal Waszyngton–Moskwa).

Jak wyliczył amerykański politolog Alan Sabrosky, w historii stosunków międzynarodowych 75 proc. sojuszy nie zostało dotrzymanych. Podobnie może być z asymetrycznym aliansem polsko-amerykańskim. Nie stoi to jednak w sprzeczności z próbą prowadzenia polityki bezpieczeństwa z ukierunkowaniem na jedyne rzeczywiste supermocarstwo. Nawet jeśli rządzi nim polityk, co do którego wiarygodności można mieć poważne wątpliwości.