- Jeżeli dochodzi do sytuacji, kiedy muszą być barierki, żeby ludzie, którzy mają inne poglądy się za blisko nie spotkali, to pokazuje, jak duże jest napięcie wywołane, niestety, rządami PiS - mówił w TVN24 Petru.

Na Twitterze Ryszard Petru zamieścił krótki film, z którego możemy się dowiedzieć, że przestrzeń publiczna w okolicy Krakowskiego Przedmieścia została podzielona przez barierki, a wstęp poza nie mieli tylko nieliczni. W dalszej części jest wypowiedź jednej z uczestniczek obchodów miesięcznicy, która w agresywny sposób komentuje obecność lidera Nowoczesnej po stronie barierek wydzielającej przestrzeń dla sympatyków PiS biorących udział w marszu.

W rozmowie w TVN24 Petru odniósł się też do określania obchodów miesięcznicy smoleńskiej mianem "wydarzenia religijnego". - Chciałem pokazać atmosferę drugiej strony, jak bardzo przyjaźnie osoby, które nazywają tę miesięcznicę wydarzeniem religijnym, jak religijnie podchodzą do innych, do bliźnich - skomentował.

Dodał, że jego zdaniem liczba policjantów, którzy ochraniali uroczystości miesięcznicy smoleńskiej, przewyższała znacznie liczbę policjantów zaangażowanych w ochronę prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa podczas jego ubiegłotygodniowej wizyty w Polsce.

Lider Nowoczesnej powiedział, że pojawił się na poniedziałkowej kontrmanifestacji wobec miesięcznicy smoleńskiej protestując przeciwko przepisom ustawy o zgromadzeniach, która - jak ocenił - "w sposób istotny odbiera prawa obywatelskie".

- W wyniku ustawy o zgromadzeniach miało być bezpieczniej. Jest mniej bezpiecznie. Dopóki nie było tej ustawy, która zakazywała kontrdemonstracji, dużo mniej osób przybywało na Krakowskie Przedmieście i nie było ryzyka - powiedział Petru.

Od kwietnia obowiązują zmiany w Prawie o zgromadzeniach, które dały pierwszeństwo tzw. zgromadzeniom cyklicznym, czyli np. miesięcznicom. Ustawa daje możliwość otrzymania na trzy lata zgody władz na cykliczne organizowanie zgromadzeń i brak możliwości organizacji konkurencyjnego zgromadzenia w tym samym miejscu i czasie.

Odnosząc się do informacji o skierowaniu do sądu przez policję 44 wniosków w związku z wykroczeniami po poniedziałkowych manifestacjach, powiedział, że ma filmik, na którym ktoś został spisany za to, że krzyczał "Lech Wałęsa".

- Jeżeli ktoś ma być spisywany i mieć sprawę karną z tytułu tego, że krzyczał "Lech Wałęsa", to już jest daleko idąca ingerencja w prawa wolności człowieka - uważa lider Nowoczesnej.

Rzecznik komendanta stołecznego policji podkom. Sylwester Marczak powiedział PAP we wtorek, że po poniedziałkowych manifestacjach policja skieruje do sądu 44 wnioski o ukaranie w związku z wykroczeniami - chodzi m.in. o usiłowanie zakłócenia legalnej manifestacji i używanie słów wulgarnych. W trakcie poniedziałkowych manifestacji policja wylegitymowała 106 osób. Jak powiedział rzecznik, policjanci odnotowali także osiem przypadków zakłóceń aktu religijnego.

Zatrzymano również dwie osoby; jak poinformował Marczak, według wstępnych ustaleń jedna z tych osób miała podawać się za policjanta i wykonywać czynności legitymowania.

W poniedziałek w Warszawie odbyły się obchody 87. miesięcznicy katastrofy smoleńskiej. Wieczorem uczestnicy przeszli w marszu pamięci z warszawskiej archikatedry św. Jana - gdzie odprawiona została msza w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej - przez Plac Zamkowy, Krakowskie Przedmieście, przed Pałac Prezydencki. Tam przemówienie miał prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Również w poniedziałek została zorganizowana przez ruch Obywatele RP kontrmanifestacja - odbyła się na Placu Zamkowym, uczestnicy zgromadzili się wokół Kolumny Zygmunta. Obok wygrodzona barierkami przebiegała trasa comiesięcznego marszu pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej. Organizatorzy kontrmanifestacji zarządzili, by tuż przed rozpoczęciem marszu pamięci, zgromadzeni opuścili Plac Zamkowy - przenieśli się wtedy na Pl. Piłsudskiego, gdzie złożyli białe róże przy Grobie Nieznanego Żołnierza.