- Miesięcznica jest symbolem nienawiści, a nie modlitwy, ani pamięci - powiedział we wtorek dziennikarzom w Białowieży Schetyna.

- To jest ciągłe budowanie i poszukiwanie paliwa, które ma tworzyć religię smoleńską, która ma być przeciw: która ma dzielić Polaków, która ma szukać tych, będących drugiego sortu, bo wcześniej nie wierzyli w zamach, a dzisiaj nie chcą zgodzić się na budowę kilku pomników na Krakowskim Przedmieściu - podkreślił szef Platformy.

- To jest właśnie polityka PiS, to jest polityka podziału, niechęci i nienawiści. My się absolutnie nie będziemy zgadzać. Będziemy za każdym razem, w takich sytuacjach walczyć o prawo do zgromadzeń, o wolność do demonstracji. Walczyliśmy o to w latach 80-tych - to jest święte prawo do pokazywania innego, własnego zdania. Jarosław Kaczyński dzisiaj chce to zabrać i absolutnie się na to nie zgodzimy - oświadczył Schetyna.

Szef Platformy nawiązał też do słów szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka, który mówił we wtorek w radiowej Trójce, że PiS chce zmienić ustawę o zgromadzeniach tak, by można było obciążyć kosztami ochrony manifestacji tych, którzy je blokują. Dążą do awantur, to niech za to zapłacą - mówił Błaszczak.

- Jeżeli jeszcze raz Błaszczak będzie mówił, formułował takie oczekiwania, że będzie musiał złapać, zatrzymać tych demonstrujących, żeby ustalić ich tożsamość, żeby potem móc ich obciążać tymi karami, które mają równoważyć opłaty budżetowe MSW - to jest absurd - mówił lider PO.

- On nie rozumie tego co mówi i to jest przykre, że ktoś taki jest ministrem spraw wewnętrznych. Ja w tej samej konwencji mógłbym powiedzieć, że PiS powinien, płacić urzędowi miasta stołecznego Warszawy za wynajmowanie Krakowskiego Przedmieścia od katedry do Pałacu Prezydenckiego. Przecież to jest absurdalne - ocenił Schetyna.

- To jest kolejny absurd, którym się on posługuje. On nie rozumie na czy polega rola ministra spraw wewnętrznych. Ten wczorajszy spektakl, to odgradzanie, odsuwanie ludzie, którzy przyszli na Krakowskie Przedmieście jest takim pokazem strachu - podkreślił.

- Oni się naprawdę boją. PiS boi się Polaków, boi się warszawiaków, boi się innego zdania i ma z tym kłopot. Bo widzieliśmy wczoraj prezesa Kaczyńskiego, który dopiero jak dowiedział się, że nie ma towarzystwa i że protestujący przenieśli się na plac Piłsudskiego, to wtedy dowcipkował i pokazywał wyraźną radość i uśmiech. Niepotrzebnie - dodał szef PO.