14 czerwca Komisja Europejska podjęła decyzję o wszczęciu procedury przeciwko Polsce, Czechom i Węgrom w związku z "niewywiązywaniem się przez te państwa" z zobowiązań w sprawie relokacji uchodźców. Kraje te miały miesiąc na wystosowanie odpowiedzi do KE. W lipcu i wrześniu 2015 r. państwa członkowskie UE zgodziły się na przeniesienie 160 tys. uchodźców z Włoch oraz Grecji. Termin na zakończenie tych działań wyznaczono na wrzesień 2017 r.

W czwartek szef MSWiA Mariusz Błaszczak na konferencji poświęconej odpowiedzi Polski do KE w sprawie decyzji o relokacji uchodźców przekonywał, że bezpieczeństwo jest polityką narodową, a nie wspólnotową.

Resort spraw wewnętrznych i administracji poinformował, że Polska w swojej odpowiedzi do KE wnosi o umorzenie postępowania o naruszenie prawa UE w związku z decyzjami o relokacji z 2015 r. W przygotowanym przez MSWiA stanowisku wskazano m.in. na "systemowe braki w mechanizmie wykonywania decyzji o relokacji, które nie pozwalają na zapewnienie odpowiednich gwarancji bezpieczeństwa".

"MSWiA w przygotowanej dla KE odpowiedzi z całą stanowczością zaznaczyło, że Polska nie odrzuca unijnej zasady solidarności i konieczności niesienia pomocy humanitarnej" - poinformował resort.

W odpowiedzi dla KE wskazano, że zarówno Włochy, jak i Grecja nie wypracowały "skutecznych metod weryfikacji osób do relokacji pod kątem bezpieczeństwa". "Nie jest również możliwa szybka identyfikacja osób wymagających ochrony międzynarodowej i oddzielenie ich od migrantów ekonomicznych" - podało MSWiA. Zaznaczyło, że do teraz nie zostały w ramach UE wypracowane "skuteczne mechanizmy i procedury weryfikacji" przyjmowanych uchodźców pod kątem bezpieczeństwa ani sprawnej i szybkiej identyfikacji osób wymagających ochrony międzynarodowej oraz "migrujących wyłącznie z pobudek ekonomicznych".

Na konferencji Błaszczak podkreślił, że zasadnicza kwestia poruszona w piśmie do KE dotyczy polityki bezpieczeństwa. - Dokument zawiera argumenty, w moim przekonaniu bardzo mocne argumenty, przemawiające za tym, że Polska nie musi przyjmować imigrantów ekonomicznych z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, zwanych uchodźcami. Moja argumentacja jest oparta o zasadę bezpieczeństwa - przekonywał. Dodał, że dokument powstał pod nadzorem wiceministra odpowiedzialnego m.in. za kwestie polityki migracyjnej Jakuba Skiby.

Według Błaszczaka mechanizm relokacji jest nieskuteczny. - Został on narzucony Polsce przy zgodzie koalicji PO-PSL. - Jest to mechanizm, który przyciąga nowe fale migracji. Bezpieczeństwo polskich obywateli jest najwyższym priorytetem polskiego rządu - podkreślił minister.

Strona polska podkreśliła w swoim wystąpieniu do KE, że kluczem do rozwiązania problemów migracyjnych jest działanie u źródła - czyli tam, gdzie rodzi się migracja. - Dlatego też naszym zdaniem działania podejmowane przez Unię Europejską powinny opierać się na współpracy z państwami trzecimi położonymi wzdłuż szlaków migracyjnych, budowaniu ich zdolności w dziedzinie azylu i zarządzania migracją oraz pomocy humanitarnej dla uchodźców udzielanej w pobliżu krajów ich pochodzenia. Niezmiernie ważne jest również wzmacnianie ochrony granic zewnętrznych UE i walka z przemytnikami migrantów oraz handlarzami ludźmi - podkreślono w wystąpieniu.

Według Polski decyzja w sprawie relokacji została podjęta na podstawie błędnej podstawy prawnej. - Decyzja, naszym zdaniem, (...) powinna być podejmowana nie przez Radę Unii Europejskiej, a więc nie na zasadzie większości, ale przez Radę Europejską na zasadzie konsensusu - powiedział Błaszczak.

W odpowiedzi do KE resort spraw wewnętrznych zwrócił również uwagę na toczące się postępowanie w sprawie decyzji o relokacji. W grudniu 2015 r. Węgry i Słowacja wniosły do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargi o stwierdzenie nieważności decyzji Rady. Polska przyłączyła się do tych postępowań w charakterze interwenienta.

Jak mówił Błaszczak, w toczącym się postępowaniu podniesiono zarzuty proceduralne i materialnoprawne, wskazano m.in., że w procedurze przyjmowania decyzji nie dochowano wymogu jednomyślności.

Polska strona w odpowiedzi przedstawiła także szczegółowe informacje na temat prób realizacji decyzji o relokacji z Włoch i Grecji. Jak podano, Polska w 2015 r. zgłosiła gotowość do relokacji 100 osób, wskazując swoje preferencje - m.in. rodziny, samotne kobiety, posiadanie kontaktów z Polską, komunikatywna znajomość języków: polskiego, angielskiego, rosyjskiego, francuskiego, innych języków UE, posiadanie kwalifikacji zawodowych, wykształcenie potwierdzone dowolnymi dokumentami, przynależność do mniejszości religijnych w krajach pochodzenia.

Resort spraw wewnętrznych wskazał, że oficerowi łącznikowemu wyznaczonemu do Włoch uniemożliwiono przeprowadzenie bezpośrednich przesłuchań i sprawdzeń w stosunku do kandydatów do relokacji z Włoch. - Polskę pozbawiono zatem podstawowego środka umożliwiającego dokonanie oceny wiarygodności wnioskodawców - podkreślono w dokumencie.

Z kolei jeśli chodzi Grecję, to tam - jak wskazało MSWiA - oficer łącznikowy wziął udział w przesłuchaniach wnioskodawców w Grecji, jednak w weryfikowanej grupie znajdowały się osoby, które mogły stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa RP (np. osoby posługujące się fałszywą tożsamością lub osoby podające nieprawdziwe dane o swoim wieku lub kraju pochodzenia oraz osoby, w stosunku do których były informacje, że posiadają powiązania w grupami terrorystycznymi).

"W związku z tym władze RP w kwietniu 2016 r. poinformowały stronę grecką o braku możliwości zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. Strona grecka wycofała wszystkie zaproponowane wnioski" - dodano.

- Doświadczenia nasze są takie, że nie można było oddzielić ludzi, którzy są uchodźcami, od ludzi, którzy są imigrantami, którzy chcą napłynąć do Europy, żeby polepszyć swoje warunki życia. Nie sposób także stwierdzić tożsamości tych ludzi, rzeczywistego wieku, kraju pochodzenia. To są bardzo ważne pod względem bezpieczeństwa kwestie. Nie podejmę decyzji, która by stanowiła zagrożenie bezpieczeństwa Polek i Polaków - podkreślił Błaszczak.

- To jest argumentacja, jaką przedstawiłem KE, i - jestem o tym przekonany - że każdy rozsądny człowiek te argumenty podzieli. Zobaczymy, jak to będzie w przypadku Komisji Europejskiej, zobaczymy, na ile zacietrzewienie ideologiczne będzie miało znaczenie w konfrontacji z faktami - dodał.

Pytany, jakiej spodziewa się decyzji, minister odpowiedział: "spodziewam się rozsądnej reakcji, spodziewam się tego, że argumenty, które przedstawiłem, zostaną podzielone przez Komisje Europejską".