W Sejmie trwają prace nad poselskim (przygotowanym przez PiS) projektem ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych (FDS). Z niego do gmin i powiatów trafiać ma co roku 2-3 mld zł na przebudowę i remonty dróg lokalnych. Pieniądze pochodzić mają z nowej opłaty drogowej w wysokości 20 gr za litr paliwa (przy czym połowa wpływów trafiałaby właśnie do władz lokalnych, a połowa na inwestycje w drogi krajowe).

Teoretycznie samorządy powinny się cieszyć. Rząd chce zapewnić im stałe źródło finansowania, w dodatku z pulą środków wyższą niż w przypadku dotychczasowego programu "schetynówek", gdzie corocznie samorządy mogły starać się o pieniądze z puli wynoszącej ok. 1 mld zł rocznie.

Okazuje się jednak, że potencjalnie główny beneficjent nowych rozwiązań - czyli samorząd nadzorujący drogi lokalne - wcale nie chce takiego "prezentu". Zrzeszający ok. 300 jednostek Związek Miast Polskich (ZMP) właśnie negatywnie zaopiniował zmiany szykowane przez PiS. Zdaniem zarządu ZMP, zwiększenie cen paliw odbije się negatywnie na gospodarce.

Ale bardziej lokalne władze boli fakt, że najbardziej na zmianach zyskają nie one, lecz… budżet państwa. - Mimo składanych przez projektodawców deklaracji, że środki uzyskane w ten sposób zostaną przeznaczone na drogi lokalne, faktycznie w projekcie zapisano, że jedynie 50 proc. z nich trafi do nowo utworzonego Funduszu Dróg Samorządowych, a pozostałe 50 proc. zasili Krajowy Fundusz Drogowy. Samorządy, wydając środki przekazane z Funduszu, zobligowane będą do opłacania podatku VAT. Faktycznie zatem większość pieniędzy pozyskanych z nowo wprowadzonej opłaty trafi do budżetu państwa, podczas gdy w debacie publicznej opłata przedstawiana jest jako nowe źródło wpływów dla samorządów - zwracają uwagę samorządy.

To zresztą nie jedyne uwagi, jakie mają do projektowanych zmian. Negatywnie oceniają też fakt, że wejście ustawy w życie oznaczać będzie równoległą likwidację programu "schetynówek". A to oznacza, że bilans netto staje się dla gmin i powiatów mniej korzystny (na "plus" 2-3 mld z FDS, na "minus" 1 mld z programu "schetynówek"). Zdaniem władz ZMP tak naprawdę dodatkowa korzyść finansowa dla samorządów wyniesie "nie więcej niż kilkaset milionów złotych rocznie". - To o wiele za mało, aby skutecznie zmodernizować sieć dróg lokalnych - zwracają uwagę włodarze polskich miast.

Ponadto władzom lokalnym nie podoba się planowany sposób podziału środków z FDS. Odpowiadać za to miałby wojewoda, który samodzielnie powoła stosowną komisję do oceny projektów. Tymczasem w funkcjonującym programie "schetynówek" skład komisji jest jasno określony (dwóch przedstawicieli wojewody, jedna osoba wyznaczona przez zarząd województwa, jeden przedstawiciel oddziału GDDKiA, jeden reprezentant komendanta wojewódzkiego Policji).

Choć w samym stanowisku ZMP nie ma tego wątku, to z naszych rozmów z samorządowcami wynika, że obawy budzi też rola, jaką w nowym systemie miałby odgrywać minister infrastruktury. Projekt ustawy zakłada, że "część wpływów FDS będzie przeznaczona na wnioski bezpośrednio oceniane przez ministra właściwego do spraw transportu". Dotyczyć to ma zadań "szczególnie istotnych dla zapewnienia spójności sieci dróg publicznych lub bezpieczeństwa ruchu, w tym zadań dotyczących budowy i przebudowy mostów w ciągu dróg wojewódzkich". Zdaniem samorządów to niebezpieczny mechanizm. - Wnioski oceniać będzie pojedynczy minister, kierując się tylko sobie znanymi przesłankami - twierdzi jeden z wójtów.

To nie pierwszy negatywny głos dotyczący projektu ustawy autorstwa posłów PiS. Wcześniej propozycje zrugali m.in. przedstawiciele branży przewozowej czy środowisk rolniczych. Ale tak zdecydowanie negatywna opinia samorządowców to poważny cios dla PiS, który do tej pory podkreślał, że proponowana reforma to wyjście naprzeciw oczekiwaniom lokalnym włodarzy, domagających się zwiększenia środków na drogi lokalne.

- Widać, że coraz większe rzesze Polaków dostrzegają prawdziwe intencje PiS związane z tym projektem. Gdyby rząd rzeczywiście chciał się zatroszczyć o stan dróg, to mógłby przeznaczyć większą część środków z akcyzy na ten cel. A zamiast tego tworzy się dodatkowy podatek, w dodatku zawoalowanej formie - komentuje Piotr Zgorzelski z PSL. Poseł sugeruje, że zmotoryzowani Polacy początkowo nie odczuliby nowej opłaty. - Na czele spółek paliwowych stoją politycy, którzy zagwarantowaliby, że przez najbliższe miesiące podwyżek cen paliwa faktycznie by nie było. Ale to tylko bomba z opóźnionym zapłonem, bo odbiliby to sobie potem. Z kolei brak jasnych kryteriów przydzielania środków na drogi spowoduje przydzielanie pieniędzy wedle uznania politycznego - dodaje Piotr Zgorzelski.

Posłowie PiS nie kryją zaskoczenia, gdy informujemy ich o stanowisku samorządów miejskich. - Rozumiem, że w samorządach są siły polityczne, które chcą zrobić na złość rządowi. Ale trudno uszczęśliwiać kogoś na siłę. Być może te pieniądze trzeba będzie wydać inaczej - mówi z lekkim przekąsem poseł PiS Marcin Horała. Nasz rozmówca nie zgadza się z podstawowym argumentem ZMP, że wskutek konieczności odprowadzania VAT od każdej realizowanej inwestycji drogowej, to budżet państwa będzie najwięcej zyskiwał, a nie samorządy i kierowcy poruszający się po lokalnych drogach. - VAT to 23 proc., więc niekoniecznie większość środków trafi do budżetu. Być może środki nie będą tak wielkie jak samorządy by chciały, ale pamiętajmy, że nasz projekt przewiduje dwa-trzy razy większe środki niż program "schetynówek" - wskazuje poseł Horała.

Nie jest wykluczone, że ostateczna wersja projektu będzie się różnić od tej, nad którą w ubiegłym tygodniu debatował Sejm. - Projekt jest obecnie dopracowywany w komisji sejmowej, nie wykluczam, że zostaną wprowadzone do niego jeszcze jakieś poprawki - zapowiada Jerzy Polaczek (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury.

O jakich zmianach w projekcie dotyczącym Funduszu Dróg Samorządowych myślą politycy PiS? Więcej we wtorkowym DGP