Poseł Witold Zembaczyński  mówi "Gazecie Wyborczej" o nietypowym zdarzeniu tuż po mocnym wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego w Sejmie. Gdy prezes PiS zszedł z mównicy, nagle poprosił do siebie polityka Nowoczesnej. Gdy ten podszedł do prezesa PiS usłyszał, jak Jarosław Kaczyński powtarza: Oni wszyscy będą siedzieć, będą siedzieć. Zapytał wtedy: Kto? Ja też? Czy jestem winien pana nieszczęścia?".  Prezes PiS dalej jednak mówił: Wszyscy będą siedzieć!. Zaczął wspominać jakąś debatę, mówić, że kiedyś powiedziałem, o rozliczeniu PiS-u więzieniem, tymczasem to oni, czyli PO, tam skończą - dodał polityk Nowoczesnej.

Poseł miał jednak problemy z rozmową z prezesem PiS. Spójna rozmowa była niemożliwa, przez partyjnych klakierów, którzy utworzyli mur. Rwali się do bitki. Ale na Mariusza Błaszczaka wystarczyło jedno spojrzenie Kaczyńskiego, by spuścił z tonu, on się tylko na takiego kowboja kreuje - stwierdził. Powiedział też, że wspomniał prezesowi, że liczy się nie tylko nienawiść. Jednak jego zdaniem, Kaczyński nie chciał słuchać jego słów. 

Jednak nie słowa prezesa PiS okazały się dla Zembaczyńskiego najważniejsze. Z tego spotkania zapamiętam coś innego: obraz totalnie rozbitego, zagubionego człowieka, któremu drga twarz, trzęsą się ramiona a w oczach stają łzy - wyjaśnił. Sądzi więc, że Kaczyński, przyzywając go do ław PiS szukał kogoś, poza klakierami, przy którym chciał wylać złość - podsumował.

Kaczyński: Jesteście kanaliami

Kaczyński - po słowach Borysa Budki z PO, nawiązującego do wypowiedzi prezydenta Lecha Kaczyńskiego dotyczących reformy Sądu Najwyższego, wyszedł na mównicę i wygłosił emocjonalne przemówienie w którym zaatakował opozycję. Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami - stwierdził.