Wtorkowe zdarzenia – ultimatum prezydenta warunkujące podpisanie ustawy o Sądzie Najwyższym przyjęciem zgłoszonej przezeń poprawki do ustawy o KRS oraz napad furii szefa rządzącej partii objawiony w pozaregulaminowym wystąpieniu – podniosły temperaturę sporu politycznego na kolejny, jeszcze wyższy poziom. Opozycja uzyskała argumenty uzasadniające tezę, że cała "reforma" wymiaru sprawiedliwości nie ma służyć dobru Rzeczypospolitej, ale możliwości przeprowadzenia przez prezesa Kaczyńskiego osobistej zemsty na tych, których obwinia za śmierć swojego brata. PiS uzyskał możliwość – otworzoną mu przez ultimatum prezydenta – aby wykonać leninowski manewr "jeden krok w tył, dwa do przodu".

Przyjęcie przez PiS ultimatum prezydenta nic nie zmieni z punktu widzenia konstytucyjności ustaw. Co więcej, wprowadzenie zmiany, polegającej na udzieleniu powołanej niezgodnie z Konstytucją RP Krajowej Radzie Sądownictwa prawa do zachowania w składzie Sądu Najwyższego sędziów, pogłębi jeszcze zamęt prawny. Jest to ustępstwo polityczne, podobnie jak większość 3/5 głosów i obecność połowy posłów, wymagana dla powołania sędziów do KRS. Nie powoduje to jednak w żaden sposób sanacji prawnej proponowanych „reform”. Skutkiem tego może być całkowita anihilacja przeprowadzonych przez PiS zmian po przegranych przez PiS wyborach parlamentarnych. Prawo i Sprawiedliwość otworzyło puszkę Pandory i jak Pandora może stać się, z nami wszystkimi, jedną z ofiar swojej lekkomyślności.