W praktyce duża część absolwentów szkoły nigdy dotąd nie zasiadła za sędziowskim stołem, odpadając z konkursów przeprowadzanych przez Krajową Radę Sądownictwa lub w ogóle do nich nie przystępując. Osoby te zajęły wymagające dużo mniejszych kompetencji stanowiska asystentów sędziów czy referendarzy sądowych lub całkowicie zrezygnowały z kariery w sądach. Sytuację ma uzdrowić nowe prawo, które już weszło w życie – w czerwcu tego roku, i jest jednym z pierwszych elementów forsowanej przez PiS reformy sądownictwa. Projekt zmieniający dotychczas obowiązującą ustawę o KSSiP powstał w resorcie sprawiedliwości i od początku był przez ministerstwo firmowany.

Przygotowywanie przyszłych sędziów i powrót asesorów

TAK BYŁO

Było wiele dróg dochodzenia do zawodu sędziego, ale wszystkie zbiegały się przed Krajową Radą Sądownictwa, która przeprowadzała konkursy na wolne stanowiska sędziowskie. Mogli w nich startować zarówno doświadczeni praktycy: adwokaci czy radcowie prawni, jak i przedstawiciele naukowego środowiska prawników, a także referendarze sądowi i asystenci sędziów czy właśnie absolwenci KSSiP. Ci ostatni nie mieli żadnych gwarancji zatrudnienia w wymiarze sprawiedliwości, choć przecież w tym celu ich szkolono. Dane z poprzednich lat pokazują, że tylko około jedna piąta z nich została sędziami.

TAK JEST

KSSiP ma dostarczać kadr sądom nie tylko wedle założeń, ale też w praktyce. To nauka w krakowskiej szkole ma być podstawowym sposobem zdobycia togi z fioletowym żabotem (taką noszą sędziowie). Po ukończeniu aplikacji i zdaniu egzaminu sędziowskiego przed komisją państwową absolwenci KSSiP niemal z automatu dostaną etat asesora, czyli „sędziego na próbę”. O pierwszeństwie przyjęcia na asesurę i możliwości wyboru konkretnego miejsca pracy będzie decydował wynik z egzaminu. I wola ministra sprawiedliwości, bo to on będzie mianował asesorów, w dodatku na czas nieokreślony. Szef MS zyskał też prawo zamieniania wakatów w sądach, czyli wolnych stanowisk sędziowskich, w posady dla asesorów. Owi „sędziowie na próbę” będą mogli orzekać, choć nie we wszystkich sprawach. Jeśli ich praca nie wzbudzi zastrzeżeń, otrzymają nominację sędziowską bez konkursu. Konkursy wciąż będą organizowane, ale tylko dla kandydatów innych niż absolwenci krakowskiej szkoły.

Instytucja asesora w przeszłości funkcjonowała już w polskich sądach, ale zniknęła w 2009 r. po niekorzystnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że zbytnie powiązanie asesora z ministrem nie gwarantuje jego niezawisłości.

SKUTKI

DLACZEGO TO WAŻNE

Model dochodzenia do zawodu sędziego w dużej mierze przesądza o tym, jacy ludzie, jak wykształceni, z jakim bagażem życiowego doświadczenia i na ile wyrobioną odpornością na wszelkie naciski trafiają do sądów.

PLUSY

Fundusze przeznaczone na centralne szkolenie przyszłych sędziów przestaną się w pewnym sensie marnować, bo trudno inaczej określić finansowanie nauki specjalistów, z których wiedzy korzystają potem prywatne firmy prawnicze, a nie sądy. Ścieżka kariery przyszłych sędziów stanie się bardziej przewidywalna, a kryteria, jakie będzie musiał spełniać kandydat na sędziego – czytelniejsze. Jako że systematycznie będzie się powiększać liczba sędziów mających za sobą naukę w KSSiP, ujednolici się ich poziom wykształcenia, a co za tym idzie – poziom orzecznictwa (mówiąc kolokwialnie, jest szansa, że będzie mniej całkowicie odmiennych wyroków zapadających w bardzo podobnych sprawach).

Zwolennicy zmiany przekonują też, że wraz z ograniczeniem liczby konkursów przestaną pojawiać się wątpliwości co do tego, czy były one rzetelnie przeprowadzone i zakończyły się wyborem najlepszego kandydata (od lat powracają spekulacje o faworyzowaniu osób już zatrudnionych w danym sądzie, np. asystentów sędziów lub członków rodzin urzędujących orzeczników). Powrót do instytucji asesora pozwoli też uniknąć sytuacji, w której pełnoprawnym sędzią zostanie człowiek, który nigdy sali sądowej nie widział na oczy.

MINUSY

W wielu krajach Zachodu urząd sędziego jest zwieńczeniem kariery najlepszych prawników (koroną zawodów prawniczych), w Polsce nowy system jeszcze bardziej zniechęci doświadczonych adwokatów czy radców prawnych do ubiegania się o sędziowską togę. Skorygowane zasady funkcjonowania KSSiP mogą, zdaniem krytyków, prowadzić do upolitycznienia szkoły. Sam minister sprawiedliwości, a więc przedstawiciel władzy wykonawczej (i prokurator generalny w jednej osobie, o czym nie wolno zapominać), dzięki jednej ustawie zyskał wiele nowych, potężnych narzędzi kształtowania kadr w sądach, w tym wychowania sobie dużej grupy lojalnych sędziów, wdzięcznych za stworzenie im szansy na rozpoczęcie kariery.

KONTROWERSJE

Według krytyków nowe przepisy są typowym przejawem tego, jak władza wykonawcza podporządkowuje sobie władzę sądowniczą. Pojawiają się też zarzuty ograniczania dostępu do zawodu publicznego, a także niekonstytucyjności rozwiązania, zgodnie z którym wymierzać sprawiedliwość będzie mianowany przez ministra asesor. Co ciekawe, asesorów w sądach już lada dzień może się pojawić cały tłum. Obecnie jest około pół tysiąca wakatów sędziowskich, na które od dłuższego czasu nie były ogłaszane konkursy (choć procedurę przeprowadza KRS, to musi ją zainicjować minister sprawiedliwości). Przedstawiciele MS oficjalnie już deklarowali, że część z tych stanowisk zajmą asesorzy. Wedle szacunków pierwsza grupa absolwentów KSSiP mogąca skorzystać z nowych rozwiązań będzie liczyć ok. 450 osób. Brakującą liczbę również da się wypełnić, gdyż nowe przepisy przewidują, że w razie nieobsadzenia przez aplikantów aplikacji sędziowskiej wszystkich wolnych stanowisk asesorskich minister może zrobić asesorami także aplikantów prokuratorskich (ci jednak będą mogli orzekać tylko w sprawach karnych).

OPINIE

Łukasz Bojarski prezes INPRIS – Instytutu Prawa i Społeczeństwa, były członek Krajowej Rady Sądownictwa powołany przez prezydenta RP (wrzesień 2010 – wrzesień 2015)

Nie jestem zwolennikiem asesury sędziowskiej. Uważam, że sędziami – a przecież asesor nim jest i decyduje o „sprawach życia i śmierci” obywateli – powinny być osoby, co do których nie ma wątpliwości, że się sprawdzą. A jeśli nie, to działać powinna procedura dyscyplinarna. Traktowanie asesury jako okresu próby zdejmuje ciężar odpowiedzialności z decydentów, bo ich decyzje nie są ostateczne. W uzasadnieniu projektu ustawy o KSSiP autorzy ustawy przyznali, że obdarzenie tytułem sędziowskim absolwentów tej szkoły bez doświadczenia zawodowego niesie pewne ryzyko. Podkreślali, że charakter i cel asesury to rozwój umiejętności wymaganych dla sędziego, a ocena kwalifikacji asesora następować będzie po trzech latach. Wolałbym, by zamiast przyznawania się do tego ryzyka, ustawodawcy podjęli wysiłek jego ograniczenia.

Wolałbym także, żeby w procedurze decydowania o tym, kto zostanie sędzią, poza prawnikami z KSSiP i członkami (znów prawniczej) komisji egzaminacyjnej, brały udział lub miały możliwość wyrażenia zdania także inne podmioty. To minister decyduje o obsadzie stanowiska dyrektora szkoły, a jego pozycję wzmacnia się kosztem Rady Programowej. O wykładowcach szkoły decyduje ostatecznie... ten sam minister (bo może nie zgodzić się na konkretnego kandydata). Podobnie o dużej części członków komisji egzaminacyjnej.

Małgorzata Manowska sędzia, dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury

Uważam, że każde państwo musi podjąć racjonalną decyzję, jaka będzie zasadnicza droga dojścia do urzędu sędziego. Jeśli miałby to być system anglosaski, w którym zawód sędziego jest ukoronowaniem zawodów prawniczych, to trzeba by było zupełnie inaczej tę drogę ułożyć. Zlikwidować KSSiP i nie marnować na jej utrzymywanie środków publicznych. Jeśli droga dojścia do urzędu sędziego ma się odbywać przez aplikację, to trzeba wzmocnić potencjał szkoły. (...) Dlatego minister sprawiedliwości zdecydował o przedstawieniu parlamentowi propozycji, zgodnie z którą główna droga dojścia do urzędu sędziego będzie prowadziła poprzez aplikację i asesurę odbywaną po zdaniu egzaminu sędziowskiego. Nie oznacza to, że będzie to jedyna droga dojścia. Nadal w konkursach na stanowisko sędziego będą mogli startować adwokaci, radcowie prawni, notariusze, prokuratorzy, jak również przedstawiciele nauki. (...) Spotkałam się z niegodziwymi wypowiedziami, że KSSiP stanie się teraz rządową agendą. Obrażają one de facto całe środowisko sędziowskie. Bo to właśnie sędziowie są wykładowcami w KSSiP. To oni szkolą aplikantów, są ich patronami podczas praktyk. Wniosek z tego jest taki, że jeżeli ktoś twierdzi, że szkoła będzie upolityczniona i będzie szkołą janczarów, to tym samym zarzuca swoim kolegom i koleżankom, którzy są wykładowcami i patronami, że będą indoktrynować politycznie aplikantów.

Adam Strzembosz były I prezes Sądu Najwyższego

To jawny powrót do PRL. Z tą różnicą, że w PRL asesorem nie można było być dłużej niż przez pięć lat, a teraz będzie można nim być na czas nieokreślony. Ja bym mógł nawet z nazwiskami przytoczyć przypadki ze stanu wojennego, kiedy użyto asesorów do wydania surowych wyroków w sprawach politycznych. Sędziego do tego zmusić trudno, bo on już ma pewną pozycję. A asesora powoływanego przez ministra sprawiedliwości można musztrować: albo wydasz taki wyrok, albo nie zostaniesz sędzią. I on będzie pod bardzo dużym naciskiem.

Dariusz Zawistowski przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa

My asesury jako takiej nie kwestionujemy. Tyle że nasza wizja zasadniczo różniła się od tego, co zostało zaproponowane przez resort sprawiedliwości. My w naszych działaniach podejmowanych w celu przywrócenia asesury kierowaliśmy się zarówno stanowiskiem Trybunału Konstytucyjnego, jak i tym, co na ten temat mówił Europejski Trybunał Praw Człowieka. Chodziło o to, aby uniknąć poprzednich błędów polegających na niezapewnieniu asesorom niezawisłości w sposób dostateczny. (...) Ja nie twierdzę, że minister będzie miał osobisty wpływ na to, kto dostanie się na asesurę. Jedynie zwracam uwagę na to, że te rozwiązania są wątpliwe pod względem ustrojowym.