- Odchodzę z Komitetu Obrony Demokracji - powiedział Kijowski PAP. - Nie chcę dłużej firmować publicznej aktywności tego Stowarzyszenia - podkreślił, dodając, że "obecna formuła KOD się wyczerpała".

Kijowski stwierdził też, że nie odpowiada mu "lansowanie się polityczne na demonstracjach" i przymiarki ich uczestników do przyszłej działalności politycznej. Dodał jednak, że "nie chce mówić o personaliach". B. lider KOD nie chciał zdradzić, co on i jego najbliżsi współpracownicy zamierzają dalej robić. - Na zawsze pozostanę KODerem i na kolejnych demonstracjach, w ważnych dla Polski sprawach będzie się pojawiał - zadeklarował.

W oświadczeniu, zamieszczonym na blogu Kijowskiego w portalu NaTemat.pl. napisał on, że we wtorek "pięcioro członków Zarządu Regionu Mazowsze Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji złożyło rezygnację ze swoich funkcji i wystąpiło ze Stowarzyszenia". "Dzisiaj pozostali dwaj członkowie składają tę samą rezygnację i występują ze Stowarzyszenia. Ja jestem jednym z tych dwóch" - podkreślił.

W opublikowanym w środę w internecie uzasadnieniu decyzji o odejściu z KOD Kijowski napisał:, "Kiedy rezygnowałem z kandydowania na funkcję Przewodniczącego Zarządu Głównego Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji podałem bardzo konkretne argumenty. Nie mogłem odpowiadać za nierzetelne i niepełne sprawozdanie finansowe Stowarzyszenia za rok 2016".

W maju, nowym przewodniczącym KOD został Krzysztof Łoziński. Według Kijowskiego stowarzyszenie odeszło od wartości, które reprezentowało od początku działalności.

- Kiedy w listopadzie 2015 roku zebraliśmy się, żeby bronić demokracji w Polsce, opublikowaliśmy wspólnie manifest Komitetu Obrony Demokracji. Określiliśmy w nim wartości, o które chcemy walczyć. Pisaliśmy między innymi: "Nie godzimy się na zawłaszczanie państwa, dzielenie Polaków na lepszych i gorszych, pogardę dla innego" - napisał w oświadczeniu. - Dzisiaj okazuje się, że ten postulat odnosi się w równym stopniu do Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji, jak do Polski pod rządami PiS-u - dodał.

W styczniu 2017 r. zarząd główny KOD przyjął uchwałę wyrażającą brak zaufania do Kijowskiego, jako przewodniczącego stowarzyszenia i wzywającą go do niezwłocznego ustąpienia z tej funkcji. Miało to związek z informacjami - które na początku stycznia podały "Rzeczpospolita" i portal Onet - że pieniądze ze zbiórek publicznych na KOD trafiały do Kijowskiego i jego żony Magdaleny Kijowskiej. Chodzi o faktury na łączną kwotę 91 tys. 143,5 zł za usługi informatyczne, jakie firma Kijowskiego wykonała dla Komitetu. Kijowski mówił wtedy, że pieniądze, które trafiły na konto spółki MKM-Studio, nie pochodzą "z puszek", lecz z darowizn.

Pod koniec czerwca b. lider KOD wraz z b. skarbnikiem organizacji Piotrem C. usłyszeli prokuratorski zarzut poświadczenia nieprawdy w fakturach oraz przywłaszczenia 121 tys. zł. Obaj nie przyznali się do winy. Grozi im do ośmiu lat więzienia.

W kwietniu Prokuratura Okręgowa w Pruszkowie wszczęła też przeciwko Kijowskiemu postępowanie ws. niepłacenia alimentów. Kijowski na stronie internetowej, założonej do wyjaśnienia stawianych mu zarzutów (w sprawie świadczonych dla KOD-u usług informatycznych i innych powiązanych kwestii) pisze, że nigdy nie unikał płacenia alimentów i nigdy nikt mu takiego zarzutu nie postawił.