W czwartek prokuratur przedstawił Wilhelmowi R. zarzut popełnienia przestępstwa z art. 119 paragraf 1 Kodeksu karnego, poprzez kierowanie gróźb bezprawnych wobec grupy osób z powodu ich przynależności politycznej. Wobec podejrzanego zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozoru Policji, zakaz opuszczania kraju oraz zakazu zbliżania się do wskazanych osób i biur poselskich PO. Zarzucone podejrzanemu przestępstwo dyskryminacji, jest przestępstwem ściganym z urzędu. Zagrożone jest karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

W rozmowie z PAP poseł Tomasz Kostuś poinformował, że ani on, ani poseł Borys Budka nie oczekują ukarania napastnika. - To ofiara języka nienawiści, który obecnie funkcjonuje w polityce i naszym życiu społecznym. Naszym zdaniem, kara niczego nie zmieni. My nie będziemy domagali się kary wobec tego mężczyzny. Ten człowiek wymaga opieki, a życie polityczne naprawy. Dobrze pamiętamy sytuację, gdy ofiarą padł pracownik biura PiS. Nikomu chyba nie zależy do powtórzenia podobnej tragedii. Eskalacja oskarżeń i używanie takich określeń w życiu publicznym jak "agenci", "mordercy", "zdrajcy" wobec adwersarzy politycznych w końcu doprowadzi do jakiegoś nieszczęścia - uważa poseł Kostuś.

Do zdarzenia doszło w środę po popołudniu. Do biura posła Tomasza Kostusia (PO) wszedł niezapowiedziany mężczyzna i przez kilka minut groził, że wróci tam z nożem lub maczetą "i załatwi posła (Borysa-PAP) Budkę". Pracownikom biura kazał przekazać tę wiadomość posłowi Kostusiowi i opuścił biuro.

Napastnik wyszedł z budynku, w którym mieści się biuro poselskie. Jego pracownicy, po konsultacji z posłem, natychmiast powiadomili policję.

Funkcjonariusze zatrzymali podejrzanego. - Sprawę traktujemy jak najbardziej poważnie. Obecnie prowadzimy działania sprawdzające, ale na razie nie możemy nic więcej powiedzieć  - powiedział asp. Brandys. Za groźby karalne grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności.

Poseł Kostuś powiedział PAP bezpośrednio po zdarzeniu, że "nie ma wątpliwości, że były to groźby karalne wypowiedziane adresem konkretnych osób". - Nie wiemy, kim jest ten człowiek i czy nie zamierza zrealizować swoich gróźb. Przy obecnym stanie nastrojów społecznych nie można niczego wykluczać i niepotrzebnie ryzykować, więc poprosiłem pracowników biura o poinformowaniu o incydencie policji - dodał.

Poseł Budka, do którego bezpośrednio miały odnosić się groźby w opolskim biurze poselskim zapewnił PAP, że w zdarzeniu nikt nie ucierpiał. - Z tego, co wiem nikomu się nic nie stało, pan sobie pokrzyczał i poszedł, potem jeszcze wrócił  - powiedział poseł PO. - Ubolewam nad tego typu sytuacjami, niestety jest to skutkiem tej polityki nienawiści rozpętanej przez Jarosława Kaczyńskiego. To szaleństwo, które było widać z mównicy sejmowej, niestety udziela się ludziom na dole - dodał.

O zdarzeniu, jako pierwszy, poinformował na stronie internetowej tygodnik "Wprost".