Prezydent Francji Emmanuel Macron odwiedza w dniach 23-25 sierpnia Austrię, Rumunię i Bułgarię i rozmawia m.in. o przepisach ws. pracowników delegowanych. Spotkania z najbardziej krytycznymi w tej kwestii władzami w Warszawie Paryż nie przewidział.

W telefonicznej rozmowie z "Faktami" TVN do wizyty Emmanuela Macrona odniósł się w środę minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Prezydent Macron chce w tej chwili zrównoważyć te rozmowy z Polakami, które były liczne, spotkaniami z innymi państwami z Europy Środkowo-Wschodniej, w których dotychczas takich kontaktów nie było - powiedział minister Waszczykowski.

Wiceszef MSZ ds. europejskich Konrad Szymański powiedział w rozmowie z PAP, że w sprawie pracowników delegowanych i usług transportowych Grupa Wyszehradzka jest zjednoczona i ma bardzo spójne stanowisko, a rozmowy Macrona z szefami rządów Austrii, Czech i Słowacji w Salzburgu tego nie zmienią.

W 2016 r. KE przedstawiła propozycję nowelizacji dyrektywy z 1996 r. w sprawie delegowania pracowników w UE. Najważniejszą proponowaną zmianą jest wprowadzenie zasady równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu. Oznacza to, że pracownik wysłany przez pracodawcę tymczasowo do pracy w innym kraju UE miałby zarabiać tyle, co pracownik lokalny wykonujący te same zadania.

Osobie delegowanej ma przysługiwać nie tylko płaca minimalna, jak jest obecnie, lecz także inne obowiązkowe składniki wynagrodzenia, takie jak: premie czy dodatki urlopowe. Gdy okres delegowania przekroczy dwa lata, pracownik delegowany - zgodnie z propozycją KE - byłby objęty prawem pracy państwa goszczącego.

Dla polskich firm, które delegują prawie pół miliona pracowników, to skrajnie niekorzystne zapisy. Francja, wspierana przez kilka innych zachodnich krajów, forsuje ograniczenie delegowania do 12 miesięcy. Obecne rozwiązanie, zgodnie z którym firma płaci składki na świadczenia społeczne od delegowanych pracowników według stawek kraju pochodzenia, Macron i wielu innych polityków na Zachodzie nazywają "dumpingiem socjalnym".

Europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk powiedział w środę w "Faktach po faktach" w TVN24, że Grupę Wyszehradzką na obecnym spotkaniu z Macronem reprezentują dwaj premierzy: Czech i Słowacji.

Kuźmiuk podkreślił, że jesienią premier Węgier - które sprawują przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej - planuje zorganizowanie spotkania z prezydentem Francji; planowane jest również spotkanie Trójkąta Weimarskiego. Kuźmiuk przekonywał też, że Polska jest równym partnerem dla innych krajów europejskich. Dodał, że "o relacje z Polską się zabiega".

Z kolei, w opinii Rafała Trzaskowskiego (PO) polski rząd jest marginalizowany na arenie międzynarodowej. Jak budować skuteczne koalicje, skoro nawet nasi najbliżsi partnerzy w Grupie Wyszehradzkiej, o których zawsze tak bardzo zabiegał rząd PiS - Czesi i Słowacy - mówią, że oni nie chcą być w takim kursie kolizyjnym z Francją i Niemcami - pytał w TVN24. Trzaskowski podkreślił, że jeśli chodzi o państwa tzw. Międzymorza, mają one "tak rozbieżne interesy", że niemożliwe jest zbudowanie z nimi "jednoznacznej koalicji".