Rzeczniczka KE Vanessa Mock powiedziała we wtorek, że "ramy procedury praworządności ustalają, jak Komisja powinna zareagować, jeśli pojawią się wyraźne zagrożenia dla praworządności w państwie członkowskim". Jak dodała, "KE uważa, że jest takie zagrożenie dla praworządności w Polsce".

Czarnecki pytany był o tę kwestię w "Sygnałach Dnia" w radiowej Jedynce. Europoseł ocenił, że nie ma "możliwości politycznych" ku temu, by zastosować sankcje względem Polski. Na pytanie o to, czy Węgry poprą w tej sprawie Polskę, odpowiedział: - Tak, ponieważ to leży w interesie Węgier i innych krajów z naszego regionu.

- One doskonale wiedzą – Budapeszt i inne stolice – że dzisiaj Warszawa, a jutro Węgry czy inne kraje, że ta tarcza strzelnicza może się przesunąć i stara Unia może strzelać do innych krajów, mówimy o strzelaniu politycznym - dodał.

- Myślę, że dzisiaj w Europie jest dużo więcej powodów do tego, aby poważnie zastanowić się nad przyszłością Unii, i to są problemy związane z terroryzmem, z nielegalną imigracją spoza Europy, głównie muzułmanów; to są wyzwania, które stoją przed Europą, a nie takie pohukiwania ze strony Komisji Europejskiej - mówił Czarnecki. Zwrócił również uwagę na to, że w poprzednich latach, gdy "szereg innych krajów członkowskich Unii" podejmował reformy systemu sprawiedliwości, Komisja Europejska nigdy nie interweniowała.

- Co więcej, gdy przed dziewięcioma laty polscy sędziowie zwrócili się w sprawach swojego środowiska do Komisji Europejskiej, to KE oficjalnie wypowiedziała się, że ona nie będzie ingerować w wewnętrzne sprawy kraju członkowskiego w kontekście wymiaru sprawiedliwości - powiedział Czarnecki. - Minęło niespełna 10 lat i Komisja Europejska nagle uznała, że musi w tej sprawie zmienić zdanie, nie tłumacząc dlaczego, co świadczy o bardzo politycznym i ideologicznym podejściu do sprawy, a nie merytorycznym - ocenił europoseł.