Prezes TK sędzia Julia Przyłębska w końcu sierpnia pytana w wywiadzie dla PAP o wnioski z zarządzonego przez nią po objęciu funkcji audytu w TK mówiła, że w Trybunale "był taki zwyczaj - choć nie dotyczyło to wszystkich sędziów, tylko niektórych - że zawierane były umowy z zewnętrznymi osobami niezatrudnionymi w Trybunale o sporządzenie projektów orzeczeń wraz z uzasadnieniami". - Nie chodzi nawet o same koszty, bo to były koszty rzędu 7 czy 4 tys. zł z tytułu takiej umowy, ale nie do końca rozumiem ideę zlecania napisania projektu orzeczenia z uzasadnieniem przez kogoś spoza składu sędziowskiego - oceniała Przyłębska.

- To oznacza, że te wielkie autorytety prawne nie potrafią, albo nie chce im się pisać wyroków, czyli wykonywać podstawowego zadania, do którego są przeznaczeni. Oni jedynie potrafią wyrazić to, co myślą tylko w jednej sprawie, w sprawach politycznych - powiedział w niedzielę Jaki w programie "Woronicza 17" TVP Info.

Wiceminister dodał, że kwestia ta pokazuje "jak wielkim problemem jest polski wymiar sprawiedliwości, elity tego wymiaru sprawiedliwości". Zaznaczył, ze tytuły naukowe to nie wszystko, gdyż "potrzebna jest jeszcze elementarna chęć takiej przyzwoitości". - To sędziowie powinni wydawać wyroki, a nie zlecać pisanie tych wyroków studentom prawa, to jest absolutnie nieakceptowalne - podkreślił.

- Mówię to też jako przewodniczący komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji, która wydaje decyzje administracyjne, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, abym zlecił komuś na zewnątrz napisanie decyzji, naprawdę podałbym się wtedy do dymisji - zaznaczył Jaki. Ocenił taką praktykę jako "niedopuszczalną".

Z kolei Marcin Kierwiński (PO) odnosząc się do tej kwestii zaznaczył, że "różne opracowania są pisane na potrzeby spraw toczonych w TK". - Nie wiem jaka była ta umowa i w jakim momencie (...). Wiele rozpraw, bo sam byłem jako przedstawiciel Sejmu w TK, odbywa się na przynajmniej kilku terminach. Sędziowie spotykają się, dyskutują, wyciągają wnioski i może w ramach dwóch, trzech rozpraw przed wydaniem ostatecznego wyroku skierowano zapytania w konkretnych tezach o opinie - dodał.

W piątek "Rzeczpospolita" napisała natomiast, że osoby niebędące sędziami pisały w 2015 r. projekty orzeczeń Trybunału na podstawie umów o dzieło. Według "Rz" wykonawcami nie byli asystenci sędziego, ale inni pracownicy Trybunału, a raz osoba z zewnątrz. Świadczy o tym rachunek wypłaty honorarium w wysokości 4 tys. zł dla prawnika z Instytutu Nauk Prawnych PAN - zaznaczała gazeta.

"Rz" napisała o pięciu umowach o dzieło, w których szef Biura TK w 2015 r. zleca przygotowanie "projektu orzeczenia". Wykonawcy za swoją pracę otrzymywali 4-10 tys. zł. Jak podał dziennik w sprawach tych sędzią sprawozdawcą był ówczesny wiceprezes TK sędzia Stanisław Biernat. Była też jeszcze przynajmniej jedna umowa innego sędziego. Umowy - jak napisała "Rz" - zobowiązywały wykonawcę do zebrania materiałów i przygotowania projektu orzeczenia wraz z analizą prawną i wnioskami do konkretnej sprawy w ścisłym kontakcie z jej sprawozdawcą.

- Artykuły i wywiad zamieszczone w "Rz" sugerują, że odkrywają jakieś mroczne i wstydliwe tajemnice trybunalskie. Tymczasem, przedmiotem umów, o których mowa, jest świadczenie pomocy dla sędziów, która występuje powszechnie w innych sądach konstytucyjnych czy sądach europejskich. Wiąże się to z rolą asystentów sędziów, zarówno zatrudnionych na etacie, jak i na podstawie umów cywilnoprawnych - oświadczył w piątek Biernat w stanowisku przekazanym PAP.

B. wiceprezes TK dodał, że "rola ta nie polega na pewno na pisaniu wyroków ani uzasadnień, ale na zbieraniu materiałów, analizach prawnych i ewentualnie przygotowywaniu wstępnych projektów uzasadnień, w ścisłym kontakcie z sędzią i pod jego kierunkiem". - Status osoby współdziałającej ma tutaj drugorzędne znaczenie - zaznaczał.