Andrzej Pozorski był pytany w poniedziałek w Radiowej Jedynce o to, czy Lech Wałęsa może trafić do więzienia w związku z prowadzonym postępowaniem ws. składania przez niego fałszywych zeznań.

Na to pytanie trudno jest na tę chwilę odpowiedzieć, dlatego że śledztwo prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko - podkreślił Pozorski, zwracając uwagę na - jego zdaniem - nieprawdziwe przekazy medialne, z których wynika, że prokuratorzy prowadzą śledztwo przeciwko byłemu prezydentowi. Na tym etapie, na razie zbieramy dowody, które mają nam (pomóc) ustalić, czy rzeczywiście doszło do popełnienia przestępstwa, a dopiero potem odpowiem na pytanie, czy ktoś w tej sprawie usłyszy zarzuty - wyjaśnił Pozorski.

Przypomniał także, że sprawa prowadzona przez białostocki oddział IPN - dotycząca ewentualnego fałszowania dokumentów TW "Bolek" przez SB - jest wciąż w toku, ponieważ na decyzję o umorzeniu śledztwa zostało złożone zażalenie. Za taką decyzją (o umorzeniu - PAP) przemawiała nie tylko opinia, ale również całość materiału dowodowego, który został w tej sprawie zgromadzony - przesłuchano świadków, zebrano bardzo obszerną dokumentację archiwalną i całość tego materiału dała podstawę do przyjęcia (...) że dokumenty są autentyczne, są prawdziwe, nie noszą one znamion podrabiania czy przerabiania - powiedział.

Zastępca prokuratora generalnego zaznaczył, że śledczy nie mają stuprocentowej pewności, że dokumenty pochodzące z domu gen. Kiszczaka były sporządzone przez Lecha Wałęsę, natomiast nie ma żadnych przesłanek, żeby zapadła inna decyzja (niż o umorzeniu postępowania w tej sprawie). Nie przyjęliśmy - tak jak twierdził pan prezydent - że te dokumenty były fałszowane tylko i wyłącznie po to, żeby byli funkcjonariusze mogli pobierać z tego tytułu wynagrodzenie - zaznaczył.

Postępowanie w sprawie złożenia przez Lecha Wałęsę fałszywych zeznań dotyczy też innych spraw, w których były prezydent zeznawał jako świadek i twierdził, że nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, nie pobierał za to wynagrodzeń ani nie pisał donosów.

Pozorski był również pytany o powód różnicy zdań biegłych grafologów. W 2000 r. Lech Wałęsa został oczyszczony przez sąd lustracyjny z zarzutów dot. współpracy z SB. Podczas rozprawy okazało się, że obciążają go sfałszowane materiały. Wyrok został oparty na opinii grafologicznej z listopada 1990 r., stwierdzającej, że własnoręczne doniesienie Wałęsy i dwa pokwitowania odbioru pieniędzy nie zostały przez niego sporządzone.

Z materiałami dot. Lecha Wałęsy możemy się spotkać w trzech teczkach. Pierwsza, tj. tajny współpracownik o pseudonimie +Bolek+, i te dokumenty są wytworzone pomiędzy 1970-76 r. i to tymi dokumentami zajmował się pion śledczy IPN w Białymstoku. W latach 80. służb bezpieczeństwa chciały wykazać, że Lech Wałęsa kontynuuje współpracę z SB i wtedy podejmowano próbę sfałszowania dokumentów (...) Wówczas pobrano dokumenty z +teczki pracy+ z lat 70. i starano się podrobić te dokumenty, jednak (...) to się nie udało - powiedział Pozorski.

Jak dodał, nikt nie kwestionuje, że próby fałszowania były podejmowane ale w latach 80., a nie w 70.". "Ja w tej chwili nie twierdzę, że Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, ja tylko twierdzę, że z dokumentów zabezpieczonych w tzw. +szafie Kiszczaka+ wynika, że ta współpraca została zakończona w 1976 r. Podkreślił, że IPN zajmował się sprawą dokumentów z lat 1970-76, a nie z lat 80.

Jest jeszcze trzecia teczka, czyli +sprawa operacyjnego rozpracowania+, gdzie Lech Wałęsa był pokrzywdzonym. Ja jedynie domniemam, kierując się własnym doświadczeniem, że być może to te dokumenty miał do dyspozycji były prezydent, i to z tych dokumentów mogły zniknąć pewne dokumenty. (...) Zdarzało się tak, że ktoś na początku był tajnym współpracownikiem, następnie przerwał współpracę, a później podejmował się działalności opozycyjnej i wówczas był rozpracowywany - ocenił Pozorski.

Śledztwo w sprawie złożenia przez Lecha Wałęsę fałszywych zeznań dotyczących dokumentów TW "Bolek" pion śledczy IPN prowadzi od 29 czerwca. Wiąże się ono z wypowiedziami Wałęsy, który m.in. w śledztwie białostockiego IPN dotyczącym ewentualnego fałszowania dokumentów przez SB zeznał, że dokumenty te nie są autentyczne. Podczas okazywania Wałęsie dokumentów z teczki TW "Bolek" były prezydent twierdził, że nie zostały one przez niego napisane (np. doniesienia agenturalne) ani podpisane.

Pod koniec czerwca, umarzając białostockie śledztwo, prokuratorzy IPN uznali jednak, że ponad 50 dokumentów z lat 1970-76, w tym zobowiązanie do współpracy z SB, doniesienia i pokwitowania odbioru pieniędzy są autentyczne, czyli zostały wytworzone lub podpisane przez Lecha Wałęsę. W tej sprawie - jak podał IPN - zebrano obszerną dokumentację archiwalną (także materiał porównawczy), przesłuchano też świadków, w tym byłych funkcjonariuszy SB, oraz uzyskano opinię Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie.

Decyzję o umorzeniu śledztwa zaskarżył pełnomocnik prawny Lecha Wałęsy. Były przywódca Solidarności neguje autentyczność dokumentów z teczek TW "Bolek" przejętych w ubiegłym roku przez IPN od wdowy po Czesławie Kiszczaku; b. prezydent stanowczo też zaprzecza, by kiedykolwiek był tajnym współpracownikiem SB.