PAP: Wczoraj w Domu Dziennikarza w Warszawie wspólnie z architektem Markiem Skrzyńskim przedstawił pan wizualizację mierzącego 150 m projektu Łuku Triumfalnego Bitwy Warszawskiej 1920 r. Miałby on stanąć w poprzek nurtu Wisły. Czy to jest ostateczny projekt tego monumentu, czy zamierza pan wspólnie z Towarzystwem Patriotycznym rozpisać konkurs na projekt pomnika?

Jan Pietrzak: Oczywiście, to nie jest ostateczny projekt, bo nie mamy jak dotąd decyzji o lokalizacji Łuku. Ale ja jestem zobowiązany okresowo przedstawiać środowiskom, które nas popierają, sprawozdanie, w jakim stadium są nasze prace. A to stadium jest marne, ponieważ dotąd nie ma zgody władz Warszawy na lokalizację.

Natomiast poprosiłem w związku z tym współpracującego z nami architekta Marka Skrzyńskiego o przygotowanie jakiegoś projektu. A on wpadł na świetny pomysł, żeby postawić ten pomnik w nurcie Wisły i - za pomocą takiej sztuczki - oderwać się od władz Warszawy, którym Wisła podlega w mniejszym stopniu niż ulice w stolicy. Jednym słowem: to jest taki chwyt administracyjny, że może łatwiej będzie nam dostać zgodę na budowę.

Ale prawdę mówiąc, wielkim optymistą nie jestem, bo tutaj czas goni... Konkurs miał sens, gdy cztery lata temu zaczynaliśmy rozmowy z władzami miasta. Wtedy był czas na wszystko: na rozpisanie otwartego konkursu, na jego przeprowadzenie... Teraz tego czasu jest coraz mniej, bo setna rocznica Bitwy Warszawskiej nieubłaganie się zbliża. Dlatego nie wykluczam, że zrobimy konkurs zamknięty, gdy w przyszłym roku zmienią się władze Warszawy. Mam nadzieję, że pojawią się wreszcie polskie władze w Warszawie. I wtedy zapadną szybkie decyzje, a my musimy być na nie przygotowani.

Rozmawiał pan kilka razy z wiceministrem środowiska Mariuszem Gajdą, któremu administracyjnie podlega Wisła. Czy to, że Łuk Triumfalny ma stanąć w nurcie Wisły - to jest ostateczna decyzja?

Nie ma żadnej ostatecznej decyzji. Jesteśmy na etapie zabiegania o pomoc, o wsparcie jakichś instytucji samorządowych lub państwowych, które nam pomogą w tym dziele. Wiceminister Gajda jest bardzo miłym człowiekiem i w tych dziedzinach, za które odpowiada, jest bardzo kompetentny. Potrafi udzielić odpowiedzi, czy taka budowa jest możliwa, bo to jest związane z gospodarką wodną. Dlatego z nim rozmawialiśmy o tym. Ale to wszystko to na razie są prace przymiarkowe. Żadnych decyzji nie ma, nie wiem, kto je podejmie i kiedy - ale starać się trzeba.

Wspominał pan, że chciałby ideę budowy Łuku Triumfalnego Bitwy Warszawskiej 1920 r. połączyć z obchodzoną w przyszłym roku setną rocznicą odzyskania niepodległości. Czy ma pan konkretne pomysły lub plany, do kogo chce pan się zwrócić?

Tu już nie będę się wdawał w szczegóły moich pomysłów. W każdym razie wczoraj w ramach spotkania w Klubie Ronina ludziom, którzy są mi bliscy i mi w tej sprawie pomagają, zdałem sprawozdanie na jakim etapie jesteśmy. Nie chcemy nic ukrywać. Natomiast co do przyszłych planowanych rozmów i konsultacji - zdam relację - gdy coś się uda załatwić.

Honorowy patronat nad budową Łuku Triumfalnego objął wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński. Czy ktoś jeszcze zadeklarował poparcie?

Również Senat RP podjął uchwałę, która bardzo wspiera nasze starania. Dla mnie takim bezpośrednim impulsem do zorganizowania wczorajszej konferencji w Domu Dziennikarza był fakt wizyty w Warszawie prezydenta USA Donalda Trumpa. To było dla mnie bardzo przykre, bo tu nastąpiło zderzenie dwóch cywilizacji. Z jednej strony przyjechał do nas prezydent Trump i wygłosił przepiękne przemówienie, dostrzegając bohaterstwo Polaków, wielki wkład w obronę zachodniej cywilizacji. Mówił o tym, jak Polska zwycięża, ile zwycięstw jest za nami. Gratulował postawy, ducha, bohaterstwa polskiego. Mieszkał w hotelu Marriott, wyglądał przez okno i co widział przed oczyma?... Pałac Stalina, czyli pomnik zwycięstwa bydlaka, ludobójcy, mordercy. I taki pomnik stoi, a nie ma w Warszawie pomnika naszego zwycięstwa. To jest tak denerwujące dla mnie - starego, przedwojennego warszawiaka.

Przez tyle lat rządzenia przez te różne władze, przez dwadzieścia kilka lat niepodległości, istnienia III Rzeczypospolitej - ja nie mogę doczekać się postawienia w stolicy pomnika Bitwy Warszawskiej. Może na stare lata robię się coraz bardziej nerwowy i mam coraz mniej cierpliwości. Ale z uporem o tym przypominam i pokazuję wszystkim, którzy się tym interesują, że ta sprawa ma wielką wagę. Ona dotyczy naszego ducha narodowego, naszej dumy, o której tak chętnie mówią politycy, a którą nam najdobitniej przedstawił w swoim przemówieniu prezydent USA. A Polacy? Bezradni, nie są w stanie poradzić sobie z prezydent Warszawy, która nie życzy sobie tego pomnika w stolicy. To jest po prostu irytujące.