Zauważone na kanwie przesłuchania Marata rozbieżności w stenogramach spowodowały, że komisja przełożyła zaplanowane na środowe popołudnie przesłuchanie kolejnego ze świadków Pawła Kunachowicza. Przesłuchanie to ma odbyć się 11 października. Komisja wystąpi z wnioskami do ABW i prokuratury o wyjaśnienie tych sprzeczności oraz ustalenie właściwego zapisu rozmów.

Martwi mnie, dlaczego na potrzeby własne ABW sporządza jedną wersję stenogramu, zaś na potrzeby postępowania w prokuraturze jest inna wersja - powiedział PAP Witold Zembaczyński (Nowoczesna). Dodał, że stenogramy sporządzono z rozmów, które uznano za "istotne". A co z resztą? Czy to gdzieś jest, co tam było mówione? - pytał poseł.

"Wymieniliśmy, wymieniłem nazwisko pana Cichockiego"

Przesłuchany w środę Marat był doradcą zarządu Amber Gold latem 2012 r. i już wcześniej oświadczał, że dla tej firmy oraz linii lotniczych OLT pracował trzy-cztery tygodnie. Współpracę zakończyłem 1 sierpnia 2012 roku, gdy okazało się, że wbrew wielokrotnie powtarzanym zapowiedziom/obietnicom p. Marcina P., jego firma nie upubliczni niezależnego audytu ze swojej działalności, co od początku miało być podstawą polityki komunikacyjnej w sytuacji kryzysu - głosiło wydane jeszcze w czerwcu oświadczenie Marata.

Tamto oświadczenie było wywołane zeznaniami Marcina P. przed komisją śledczą. W czerwcu P. stwierdził, że Marat uprzedzał go o czynnościach ABW związanych z jego spółką. Dodał też, że Marat mówił mu o możliwości wykorzystania kontaktów z politykami z KPRM. Według Marcina P., być może powoływał się on na ówczesnego szefa MSW Jacka Cichockiego.

W środę Marat podkreślił, że nie ostrzegał zarządu firmy Amber Gold "o jakichkolwiek działaniach służb specjalnych wokół spółki". Marcin P. twierdził, że prawdopodobnie jest poddawany presji, działaniom, być może nielegalnym ze strony służb - powiedział. Dodał, że gdy Marcin P. narzekał, że jego firma "jest rozbijana od zewnątrz", "w luźnych rozmowach zastanawialiśmy się na głos, że być może należy się zwrócić do kogoś zaufanego i opowiedzieć mu o tych wątpliwościach prezesa zarządu Amber Gold". Wymieniliśmy, wymieniłem nazwisko pana Cichockiego - przyznał Marat.

Uważam współpracę z Amber Gold za błąd w mojej drodze zawodowej, wykazałem się brakiem czujności, ale zdecydowanie wierzyłem, że linie lotnicze OLT mogą być awangardowym przedsięwzięciem na polskim i europejskim rynku - powiedział świadek.

Jak mówił, wiosną 2012 r. zwrócił się do niego znany mu prywatnie Jarosław Frankowski, dyrektor linii OLT z propozycją, by stworzył dział komunikacji tych linii. Wiedziałem wtedy, jak wygląda spółka OLT, była to dynamiczna firma, podbijająca rynek - powiedział.

Świadek relacjonował, że najpierw odmówił, ponieważ pracował w radiu i zajmował się innymi rzeczami. Dodał, że po miesiącu, czy dwóch miesiącach odszedł z poprzedniej pracy i Frankowski zadzwonił jeszcze raz ws. współpracy z OLT. Marat zgodził się wtedy, ale dopiero od września. Pod koniec czerwca zadzwonił do mnie pan Frankowski, mówiąc, że nastąpiła sytuacja kryzysowa wokół firmy Amber Gold, coraz więcej jest publikacji negatywnych związanych z wątpliwościami dot. funkcjonowania tej spółki, rzutuje to również na linie lotnicze OLT i czy nie byłbym w stanie pomóc w zakresie PR - zeznawał.

Linie lotnicze OLT nadepnęły na odcisk LOT-owi

Dodał, że Frankowski zorganizował jego spotkanie z Marcinem P., który twierdził, że "grupa Amber Gold jest poddawana czarnemu PR" i jest to związane, jak uważał P., prawdopodobnie z tym, że linie lotnicze OLT "nadepnęły na odcisk spółce Skarbu Państwa, czyli LOT-owi".

Zaznaczył, że podjął się opracowania strategii PR, opartej na pełnej transparentności i otwartości na media. Przede wszystkim chodziło o opublikowanie pełnego bilansu za 2011 r., pokazania jak spółka zarabia, jakie ma przychody - wyjaśnił świadek.

Marat opowiadał, że gdy OLT ogłosiły upadłość, sytuacja "zaczęła się komplikować". Jak mówił, jego zaufanie do zarządu Amber Gold zupełnie się wyczerpało, gdy dowiedział się, że firma audytorska, która miała dokonać bilansu, nie przygotowuje takiego bilansu, że jest to nieprawda. Wtedy 1 lub 2 sierpnia podziękowałem za współpracę - powiedział świadek.

W swoich pytaniach posłowie nawiązywali do stenogramów z podsłuchów Marcina P. dokonanych przez ABW oraz czerwcowych zeznań P. przed komisją. Zembaczyński przytoczył zapis z podsłuchów, z którego wynikało, że Marat zadzwonił 29 lipca 2012 r. do P., informując, że dzień później do Amber Gold ma wejść ABW. Dostałem informację od naszego kontrahenta, jutro w jego firmie mają pojawić się panowie z ABW - miał mówić Marat według stenogramu, który poseł Nowoczesnej zamieścił na Twitterze.

Skąd pan miał tę informacje? - pytała szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS). Nie wiem, nie pamiętam. Prawdopodobnie była to informacja, która krążyła między dziennikarzami, z którymi rozmawiałem. Nie miałem takiej wiedzy i nie ostrzegałem Marcina P., nie mówiłem mu o tym, że jutro czy pojutrze będzie ABW (...). Ja tej rozmowy nie pamiętam - odpowiedział świadek.

Nie pamiętam bym wiedział, że jutro czy pojutrze konkretnie. Natomiast o tym, że ABW interesuje się spółką, która prowadziła inwestycje w linie lotnicze, które padły, o tym wśród wielu osób, z którymi rozmawiałem, mówiono na głos. To jest oczywiste, że upadki dużych firm są monitorowane przez służby - mówił Marat. Dodał, że podczas rozmów z P. poruszał temat ABW, co było z jego strony "formą nacisku na niego, by zaczął realizować w końcu choć cień strategii, którą na początku naznaczyłem".

W zamieszczonym przez Zembaczyńskiego stenogramie z tej samej rozmowy Marat miał także mówić: Nie wiem, czy Paweł panu mówił, Paweł jest kolegą ministra Cichockiego, oni byli razem w drużynie harcerskiej (...) może to jest czas, żeby zadzwonić do niego, co?". Polityk Nowoczesnej pytał więc, czemu miała służyć rozmowa z Cichockim. Przedstawieniu tezy Marcina P., że jest w sposób bezprawny prześladowany - odpowiedział Marat.

Było to rzucone luźno, że jeżeli prezes Amber Gold uważa, że jego firma jest w sposób nieprawny +rozbijana+, to powinien to przedstawić koordynatorowi służb - tłumaczył świadek. Zembaczyński dopytywał świadka, przez kogo miała być rozbijana spółka P. Przez konkurencję, czyli np. LOT wspierany przez służby. Pomyśleliśmy, że jeśli tak twierdzi P., to może mógłby przedstawić swoje stanowisko koordynatorowi służb - mówił świadek.

Czy do tego kontaktu finalnie doszło?" - dopytywał Zembaczyński. Absolutnie nie doszło do tego kontaktu. Nie było realizacji tego luźno rzuconego przypuszczenia - podkreślił Marat.

Posłowie pytali też Marata o znajomość Cichockiego z Kunachowiczem, który w tym samym czasie co Marat współpracował z Amber Gold. To był jedyny polityk, którego znał mec. Kunachowicz, ja nie znam pana Cichockiego. Zaufanie było oparte na wspólnej przeszłości we w pełni godnej zaufania drużynie harcerskiej o nazwie "Czarna jedynka" - odpowiadał Marat. Wassermann dopytywała, ile lat mieli Cichocki i Kunachowicz, gdy byli w tej drużynie. Nie wiem, myślę, że byli w wieku formacyjnym, czyli po 18-19 lat - stwierdził świadek.

Przyznał też, że Kunachowicz z jego rekomendacji podjął współpracę z Amber Gold, a znał go jeszcze od 2000 r., gdy wraz grupą dziennikarzy odchodził z Radia Zet i wtedy Kunachowicz im pomagał. Nie przypominam sobie jednak, bym stawiał warunek podjęcia przeze mnie pracy, zatrudnienie Kunachowicza - dodał.

Rozbieżności w stenogramach

Krzysztof Brejza (PO) zwrócił uwagę, że stenogram rozmowy z 29 lipca 2012 r., którym on dysponuje jest zupełnie inny i wynika z niego, że to P. informował Marata, że ABW ma wejść do Amber Gold. Stenogram ten - także zamieszczony przez Zembaczyńskiego na Twitterze - trafił do gdańskiej prokuratury.

Jednym słowem nie widzę innej możliwości, jak (...) zwrócenie się do ABW o wyjaśnienia, a po wyjaśnieniach podjęcie decyzji, co z tym robić - poinformowała w związku z tym Wassermann. Dodała, że komisja zgłosi się też do Agencji, by w trybie natychmiastowym odszukano oryginały tych rozmów.

W trakcie przesłuchania Zembaczyński zapytał świadka, dlaczego w ogóle zdecydował się na współpracę z Amber Gold. Marat tłumaczył, że zrobił to, gdyż oferta jaką mu przedstawiono, była bardzo atrakcyjna. Jak dodał, zaproponowano mu kontrakt na prowadzenie działu komunikacji w spółce, opiewający na 30 tys. zł netto. Ponadto - jak mówił - rozmach linii lotniczych OLT Express i skala całego przedsięwzięcia oraz to, że firma istniała już od trzech lat, przekonywało go do nawiązania współpracy. Istotne było też - jak stwierdził - to, że prokuratura nie podejmowała śledztw w sprawie Amber Gold.

Świadek wskazał również, że z jego pobieżnych analiz trendów na rynku złota wynikało, że w latach 2005-2011 "na rynku złota panowała okropna hossa". Złoto zdrożało przez osiem lat ok. 4-5-krotnie. Nie jestem fachowcem, ale to też był pewien element uprawdopodobniający sprawę - mówił.

Tylko powstało pytanie, które było oczywiste, jeżeli Amber Gold, mówię teraz o moim wówczas rozumowaniu (...), jeżeli Amber Gold jest piramidą finansową, taką ordynarną, okropną, to po diabła, przepraszam organizuje wielkie linie lotnicze, które mają tutaj przewrócić rynek. To mi się nie zgadzało, to uprawdopodobniało ten biznes - zeznał Marat.

Wówczas był tzw. "efekt wow"

Jak wskazał, "wówczas był tzw. +efekt wow+, te linie naprawdę były dobrze skonstruowane (...) moment był doskonały przed Euro (2012 w Polsce - PAP), organizacja siatki połączeń między dużymi miastami miała sens, LOT był w słabej kondycji, więc rosła mu konkurencja". To wszystko składało się w pewną logiczną całość - powiedział.

Jarosław Krajewski (PiS) pytał Marata, czy miał w 2012 r, wiedzę nt. planu śledztwa prowadzonego przez ABW ws. Amber Gold. Absolutnie nie miałem żadnej wiedzy na ten temat, żadnego planu śledztwa nie znałem. Zaprzeczam, bym to ja dostarczał dziennikarzom jakikolwiek plan śledztwa - zaznaczył Marat.

Nie posiadałem żadnych kontaktów z funkcjonariuszami służb specjalnych, w tym ABW - podkreślił świadek.

Marek Suski (PiS) pytał świadka, czy ma wiedzę, kto dostarczył informacje o działaniach służb wobec Amber Gold. Z mojej strony (...) mogły to być jedynie domniemania, natomiast kto był źródłem przekonań pana P. o tym, że służby rozpracowują, w cudzysłowie, jego firmę, nie wiem. Pod koniec miesiąca takim źródłem stał się być może dziennikarz, o którym przed chwilą mówiliśmy (Paweł M. - PAP), który dostarczył, czy miał dostarczyć tę notatkę o akcji w cudzysłowie "Ikar"- powiedział Marat.

Jednocześnie świadek zeznał, że "nie załatwiał" żadnych artykułów korzystnych dla Marcina P. Nie wiem, co oznacza słowo "załatwiałem". Oczywiście polecałem dziennikarzom możliwość np. przeprowadzenia wywiadu z Marcinem P., który wcześniej nie chciał udzielać żadnych wywiadów. W moim odczuciu nie było korzystnych materiałów wówczas nt. Marcina P. czy również wywiadu (...). "Załatwianie" jest złym słowem, "korzystne" również jest złym słowem - mówił Marat.