Z kolei, jeśli chodzi o wybór członków Krajowej Rady Sądownictwa, najwięcej ankietowanych chce, by decyzje w tej kwestii miał prezydent (34 proc. pytanych), a w dalszej kolejności sędziowie (25 proc. pytanych).

Pytani postulują również, by prezydent Duda stworzył nowe projekty ustaw dotyczące Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa, a nie korygował zawetowane wcześniej propozycje PiS. Za takim rozwiązaniem jest niemal połowa ankietowanych. Sporo, bo 35 proc., nie ma na ten temat zdania.

Prezydent jawi się jako dobry władca, który nas osłoni od polityków parlamentarnych – zauważa politolog Rafał Chwedoruk. Jak dodaje – charakterystyczne, że Sejm, który w najbardziej demokratyczny sposób odzwierciedla rozkład sympatii politycznych w społeczeństwie, jest traktowany tak nieufnie.

Takie wyniki mogą być podpowiedzią dla prezydenta i jego kancelarii, która przygotowuje właśnie prezydenckie projekty ustawy o KRS i Sądzie Najwyższym. Wczoraj odbyły się polityczne konsultacje. Widać w nich podział w opozycji. Większość jej przedstawicieli chce przede wszystkim, żeby prezydent poddał swoje projekty publicznym konsultacjom zanim trafią do Sejmu. – W tej sprawie jednym głosem mówią PO, Nowoczesna i PSL (ale nie Kukiz’15 – red.) – deklarował wczoraj Borys Budka z PO. Opozycja chce, by debata była szersza i nie dotyczyła tylko projektów ustaw o SN i KRS, a całego sądownictwa. – Liczymy, że zapisy przedstawione przez prezydenta będą propozycjami opartymi na konstytucji – mówi Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej. Jak wyjaśniają politycy opozycji, chodzi m.in. o to, by wyboru członków KRS dokonali sędziowie, a nie parlamentarzyści, jak proponowano w zawetowanej ustawie PiS.

Nieco inne podejście ma klub Kukiz’15. Chce najdalej idących zmian i wprowadzania instytucji sędziów pokoju, wybieranych przez lokalne społeczności na wzór anglosaski. Domaga się także procesów dzień po dniu. W sprawach ustaw o KRS i SN klub Kukiz’15 prezentował stanowisko zbliżone do prezydenckiego.

PiS ma rozbieżne interesy z resztą klubów. Partia chciałaby, by projekty, jakie wyjdą z kancelarii, były jak najbardziej zbliżone do zawetowanych.

W cieniu konsultacji są losy ustaw zawetowanych przez Andrzeja Dudę. Niewykluczone, że Sejm w ogóle się nimi nie zajmie. Zdaniem dr. hab. Jacka Zaleśnego, konstytucjonalisty z Uniwersytetu Warszawskiego, ustawodawca celowo nie wyznaczył Sejmowi terminu, w jakim powinno się odbyć głosowanie nad prezydenckim wetem. – Dzięki temu większość rządząca, której nadal zależy na przeforsowaniu swojej ustawy, ma czas, żeby przekonać posłów innych ugrupowań, aby wsparły ją podczas głosowania nad odrzuceniem weta – tłumaczy. – Gdyby mimo starań nie udało się uzbierać wymaganej konstytucją większości trzech piątych głosów do odrzucenia weta, to – wobec braku wiążącego terminu – zawsze można po prostu odłożyć głosowanie ad Kalendas Graecas i poczekać na zakończenie kadencji Sejmu. Zgodnie z zasadą dyskontynuacji nowy Sejm nie będzie już mógł pochylać się nad zawetowaną ustawą – wyjaśnia Zaleśny.

Z kolei dr hab. Marek Dobrowolski z KUL uważa, że Sejm, zanim rozpocznie prace nad nowymi projektami ustaw o SN i KRS, powinien zająć się wetami. – Do tego czasu procedurę dotyczącą zawetowanych ustaw najlepiej byłoby zakończyć. Tak nakazywałyby dobry obyczaj, szacunek dla urzędu prezydenta oraz konstytucyjna zasada nakazująca organom państwowym współpracować ze sobą – podkreśla konstytucjonalista.