Mariusz Janicki i Wiesław Władyka wymieniają całą listę zdarzeń, które kiedyś byłyby "atomową amunicją" i pogrążyłyby partię rządzącą, "a teraz nic".

- Nie zaszkodziły specjalnie Kaczyńskiemu afera Misiewicza, rozbijane auta BOR, wycinka puszczy, caracale, grożący całkowity zakaz aborcji, głupoty podkomisji smoleńskiej i inne tromtadracje Macierewicza, kołysanie się Kaczyńskiego i jego drużyny w takt pieśni religijnych na imprezach u ojca Rydzyka, zachowania posłanki Pawłowicz, "Ucho Prezesa", impertynencje posła Tarczyńskiego, obrażająca inteligencję toporność propagandy TVP, "córka leśnika", nawałnica na Pomorzu, afera billboardowa itd. - wymienia "Polityka".

Zdaniem tygodnika opozycja liczyła na powrót "obciachowości PiS", ale to nie zadziałało. W czym zatem tkwi siła partii rządzącej?

- Najważniejsze - jak nigdy dotąd w III RP - okazują się materialne i społeczne czynniki: 500 plus, obniżenie wieku emerytalnego, niskie bezrobocie, podwyżki płac, nagłaśniania polityka uszczelniania podatku VAT, a wszystko to wspierane dobrą koniunkturą gospodarczą w skali globalnej. Optymizm przedsiębiorców i konsumentów bije rekordy dwóch dekad. To musi się przekładać na polityczne deklaracje - czytamy w "Polityce".

Autorzy tekst oceniają, że trwa wielkie zapotrzebowanie na najmniejsze dowody dobroci PiS czy choćby mniejszego okrucieństwa niż zwyczajowo.

- Chodzi o zniwelowanie dysonansu poznawczego: dobrego 500 plus nie mogą przecież dawać bardzo źli ludzie.

Poza tym PiS odkryło społeczną atrakcyjność straceńczego nieliczenia się z rzeczywistością; z opiniami, czyimś oburzeniem. Ta specyficzna bezceremonialność, niepohamowanie działań i słów bez względu na skutki, podobają się i paradoksalnie służą partii rządzącej.

- Zdolność do złamania wszelkich reguł, także wstydu, przez ludzi Kaczyńskiego, to "niemieszczenie się w głowie", stało się źródłem ich siły - ocenia tygodnik.

- To, za co opozycja nie doczekałaby się marnego słowa pochwały, w przypadku partii Kaczyńskiego jest traktowane jako wzruszający przejaw łagodności i umiarkowania - czytamy w "Polityce", według której wszystkie te zjawiska są znane psychologom społecznym.

Czy opozycja może zatem w jakiś sposób przełamać hegemonię partii rządzącej?

Owszem, bo jak piszą dziennikarze tygodnika, "polityka ekipy Kaczyńskiego jest balansowaniem na linie i może się załamać przy pierwszym pogorszeniu koniunktury".

- Wiele wskazuje, że opozycja może pokonać PiS wtedy, kiedy zdobędzie sympatię dużej części (...) "przeciętnych wyborców", zwłaszcza tych nazywanych do niedawna klasą średnią. Chodzi o rozstrzygające ok. 15 proc. wyborców, o nich będzie się toczyć zacięta walka przez najbliższe dwa lata (świadomej publiczności liberalnej jest ok. 30 proc., a do pokonania PiS i Kukiza trzeba co najmniej 45 proc.) - analizuje "Polityka".

- Opozycja może pokonać PiS wtedy, jeśli przekona wyborców, że jest możliwe sprawne, skuteczne w egzekwowaniu prawa, opiekuńcze państwo, które nie musi w tym celu łamać konstytucji, wychodzić z Europy i wprowadzać wszechwładzy służb, prokuratorów i policji - dodaje tygodnik.