- Coraz więcej faktów świadczy o tym, że mózgiem całej operacji mógł być Jarosław Kaczyński - mówił Krzysztof Brezja (PO).

Realizowana przez Polską Fundację Narodową kampania "Sprawiedliwe sądy" budzi kontrowersje od kilku tygodni. Chodzi m.in. o fakt współpracy PFN z firmą PR-ową "Solvere", którą założyła dwójka byłych pracowników kancelarii premiera - Anna Plakwicz i Piotr Matczuk. "Gazeta Wyborcza" informowała na początku września, że spółka została zarejestrowana jeszcze w czasie kiedy jej twórcy pracowali w KPRM.

Brejza ocenił na środowej konferencji prasowej, że sprawa kampanii "Sprawiedliwe sądy" "przypomina wielką przepompownię pieniędzy". - Ta afera, spółka Solvere wygląda jak próba wyprowadzania potężnych środków z fundacji narodowej, ze spółek skarbu państwa - dodał polityk PO.

Nowe okoliczności kampanii PFN

Powiedział też, że udało mu się - na podstawie danych Krajowego Rejestru Sądowego - ustalić nowe okoliczności kampanii PFN. Według niego są one "bardzo zastanawiające i rzucają nowe światło" na rolę w sprawie Anny Plakwicz i Piotra Matczuka.

- Oto bowiem 26 lipca, dosłownie dwa dni po zawetowaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę ustaw o Sądzie Najwyższym (i Krajowej Radzie Sądownictwa), doszło do zmiany umowy spółki i pojawia się w całej sprawie nowe nazwisko - kolejnej osoby związanej z KPRM, pana Bartłomieja Krakiewicza, któremu Nadzwyczajne Zgromadzenie Wspólników Solvere udzieliło pełnomocnictw do reprezentowania dwójki dyrektorów (Matczuka i Plakwicz - PAP) - mówił Brejza, prezentując na potwierdzenie swych słów kopię aktu notarialnego w tej sprawie.

Brejza dodał, że z posiadanych przez niego informacji wynika, że Krakiewicz był w przeszłości zatrudniony w klubie parlamentarnym PiS i przy kampaniach wyborczych tej partii. - Niestety trudno jest nam ustalić, czy akurat tego dnia (26 lipca) był jeszcze pracownikiem KPRM, ponieważ te informacje ze stron KPRM poznikały - mówił polityk Platformy.

Z pewnością jednak - jak podkreślił - przed 26 lipca Bartłomiej Krakiewicz "pełnił funkcję doradcy jednego z ministrów w KPRM". "Ale tak, jak mówię - informacje (...) na temat gabinetu politycznego pani premier, również pani minister Kempy, zostały utajnione, poznikały tak, jakby ktoś coś chciał ukryć. Dlaczego? Możemy się domyślać" - zaznaczył Brejza.

Uznał przy tym, że udzielenie przez Matczuka i Plakwicz pełnomocnictw Krakiewiczowi świadczy o tym, że dwoje założycieli "Solvere" "wypełniało funkcję figurantów, słupów w jakimś przedsięwzięciu". - Dwa dni po wetach prezydenta pojawia się trzecia osoba z KPRM, pan Krakiewicz. Nie wiemy kto za nim stoi - wszystkie ścieżki prowadzą do ulicy Nowogrodzkiej. Tam dziennikarze zarejestrowali we wrześniu przybycie dwójki dyrektorów (Matczuka i Plakwicz) do siedziby partii Jarosława Kaczyńskiego - powiedział Brejza.

Przypomniał też wcześniejsze ustalenia medialne, że spółka "Solvere" została zarejestrowana pod tym samym adresem co - jak to określił - "zaufana kancelaria prawna PiS", czyli "Gotkowicz Kosmus Kuczyński i Partnerzy Adwokaci". - 24 sierpnia - tego samego dnia, kiedy media ujawniają ten fakt, wychodzi pismo do Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ, właśnie z tej kancelarii, z prośbą o jak najszybsze rozpoznanie wniosku związanego z przeniesieniem siedziby Solvere z Gdańska na ulicę Nowy Świat w Warszawie - powiedział Brejza.

"Dziwi milczenie premier Szydło"

Jego zdaniem "coraz więcej faktów świadczy o tym, że mózgiem całej operacji mógł być Jarosław Kaczyński". - Dziwi do tej pory milczenie konsekwentne Beaty Szydło, dziwi tez milczenie prokuratury i CBA - zaznaczył poseł PO.

Marcin Kierwiński nawiązał z kolei do porannej rozmowy szefowej kancelarii premiera Beaty Szydło w Radiu Zet. Minister podkreślała tam, że jako urzędnik, również szef KPRM, musi "przestrzegać najwyższych standardów". Pytał m.in. czy jest nimi fakt, iż "pracownicy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów dorabiają sobie w spółkach podczas pracy w KPRM, a potem dostają wielomilionowe kontrakty".

- Czy najwyższym standardem urzędniczym jest to, że minister konstytucyjny w rządzie RP kieruje pismo do CBA, ale jednocześnie twierdzi, że zna, czy też sugeruje, że zna wynik postępowania CBA? Przecież pani minister (Kempa) skierowała pismo do CBA, ale jednocześnie mówi, że ta kampania jest fantastyczna, świetna, że była bardzo potrzebna? - podkreślał poseł PO.

Pytał również, czy "najwyższym standardem polskiego życia publicznego jest to, że kampania jednej partii politycznej sponsorowana jest za pieniądze publiczne". - Czy najwyższym standardem jest to, że gdy płacimy za benzynę drożej, to wiemy, że płacimy na billboardy pani premier Szydło? Czy to wszystko są najwyższe standardy urzędnicze? - dodał. W jego ocenie, są to "standardy PiS-owskie". "Daleko im do najwyższych" - uznał Kierwiński.

We wrześniu - jak informowało CBA - do Biura wpłynęło pismo z KPRM w sprawie zbadania działalności Anny Plakwicz i Piotra Matczuka. Premier Beata Szydło mówiła wówczas, że ma ono "charakter rutynowy". Własny wniosek do CBA, dotyczący kampanii "Sprawiedliwe sądy", skierowała Platforma Obywatelska.

Realizowana - jak deklarował niedawno wicepremier Piotr Gliński na prośbę rządu - kampania "Sprawiedliwe sądy", w zamyśle autorów, ma przybliżyć polskiej i zagranicznej opinii publicznej cele i szczegóły reformy wymiaru sprawiedliwości. W jej ramach uruchomiono m.in. stronę internetową "Sprawiedliwe sądy", nakręcono spot, a na ulicach polskich miast pojawiły się słynne już czarne billboardy z hasłem "Niech zostanie tak jak było. Czy na pewno tego chcesz?"

Misją powołanej latem zeszłego roku Polskiej Fundacji Narodowej jest budowa pozytywnego wizerunku Polski w kraju i za granicą. PFN finansują spółki skarbu państwa. (PAP)