Zdaniem dr Fedyszak-Radziejowskiej komisja weryfikacyjna wpisuje się w "charakterystyczną dla "dobrej zmiany" reorientację myślenia obywateli o państwie oraz praktykę działania tegoż państwa wobec nich". Jak zauważyła "komisja weryfikacyjna - tak jak wszystkie komisje tego typu - jest przede wszystkim dowodem dotychczasowej słabości polskiego państwa, które potrzebuje nadzwyczajnych ciał, żeby funkcjonować normalnie". - Jest to jednak konsekwencja błędów przeszłości - zaznaczyła.

- Dziś wielu komentatorów koncentruje się na wątku rozliczania ludzi przez komisję. Tymczasem według mnie równie ważną, a może i ważniejszą konsekwencją działań komisji jest to, że przywracając własność komunalną miastu, przywraca państwu funkcję, o której przez wiele lat w Polsce pisano i mówiono, że w ogóle nie powinno jej być – stwierdziła dr Fedyszak-Radziejowska. - Mówię tu o ideologii, której istotą było przekonanie, że państwo powinno być ograniczone, pozbawione własności, a jeśli taką własność (firmy, kamienice) posiada, to powinno się jej pozbyć, przekazując ją w prywatne ręce, nieważne komu, nieważne na jakich zasadach. Stwarzało to genialnie wymyśloną atmosferę przyzwolenia dla uwłaszczenia się na państwowym majątku zarówno elit wyrosłych z PRL, jak i nowych elit, wykorzystujących swoją pozycję i kontakty - wyjaśniła.

Jak podkreśliła rozmówczyni PAP charakterystyczne jest to, że duża część Polaków i elit opiniotwórczych naprawdę w taką ideologię wierzyła. - Dość przytoczyć zeznania świadków, którzy mówili, że przekazywaniu kamienic w prywatne ręce towarzyszyła swoista "narracja+ dominująca w urzędzie miasta; prywatyzować i reprywatyzować co się da, równie dużo i szybko, jak za czasów prezydenta stolicy Marcina Święcickiego. To był ideologiczny liberalizm na granicy szaleństwa. Jak każdy skrajny radykalizm, także ten stworzył pole do nadużyć. Nic dziwnego, że na taką skalę łamano i nadużywano prawa - powiedziała. - Pamiętajmy, że u podstaw przyzwolenia dla słupów, kuratorów zmarłych właścicieli i krociowych zysków tkwił skrajnie liberalny sposób myślenia o państwie – dodała.

Według dr Fedyszak-Radziejowskiej "prace komisji to także przykład obywatelskiej edukacji trafiającej do masowej widowni, pozwalającej zrozumieć związek między radykalnym liberalizmem gospodarczym a przyzwoleniem dla łamania i nadużywania prawa w procesie reprywatyzacji".

- Przypominamy sobie o takich zasadach i wartościach, jak odpowiedzialność miasta, państwa i ludzi za, przykładowo, gospodarowanie własnością komunalną – powiedziała dr Fedyszak-Radziejowska, analizując efekty działania komisji. - Wielkim osiągnięciem prac komisji będzie przywrócenie praworządności, a także, zaufania obywateli do własnego, praworządnego państwa - stwierdziła.

Odnosząc się do problemu reprywatyzacji rozmówczyni PAP uznała, że "ze względu na dramatyczny wymiar strat w trakcie i po II wojnie światowej jedna, generalna ustawa reprywatyzacyjna nie była możliwa, choćby z powodu przesunięcia granic kraju, czy problemu mieszkańców Kresów". - W tej trudnej po PRL-owskiej rzeczywistości prawnej, reprywatyzacja i prywatyzacja własności państwowej oraz komunalnej tworzyła pole do nadużyć, bo odbywała się za przyzwoleniem wielu konkretnych osób – prawników, sędziów i urzędników państwowych - zaznaczyła.

- Kiedy dziś komisja weryfikacyjna mierzy się z tą skomplikowaną materią, doceńmy także jej edukacyjną rolę. Mafia, układy i korupcja do zjawiska obecne w wielu demokratycznych i praworządnych państwach. Problem w tym, by skutecznie z nimi walczyć. Amerykanie mają genialną umiejętność tworzenia filmów, które wzmacniają w obywatelach poczucie, że nawet, jeśli układ jest nieprawdopodobnie silny, to trzeba i warto z nim walczyć, bo to zmienia rzeczywistość na lepsze. Dotychczas w Polsce takich postaw raczej nie budowano. Także w kulturze masowej dominował duch bierności, bezsilności a nawet akceptacji dla rozmaitych patologicznych układów. Komisja weryfikacyjna stwarza szanse zerwania z tą tradycją+  w tym sensie jej prace są nie tylko przywracaniem praworządności, czy sprawiedliwości, lecz także wielką lekcją odwagi dla Polaków – powiedziała socjolog.

- Jest bowiem w tej lekcji także bolesny element, a dokładniej proste pytanie: gdzie są ci, którzy nie zgadzali się ze skandalicznymi decyzjami prawników czy urzędników ratusza, których np. wyrzucono za to z pracy? Czyżby nie było osób, które protestowały, nie, nie zgadzam się!? Tacy świadkowie nie pojawili się przed komisją. Czy jej prace zmienią ten smutny obraz? Mam nadzieję, że tak, przynajmniej w jakimś, nawet niewielkim stopniu – uznała doradca prezydenta.